Było tak. Przyjechała ekipa montująca okno do głównej lukarny. Panowie są bardzo sympatyczni i uważni . Można zapytać i poradzić się w różnych budowlanych sprawach , co też czynię.
W trakcie prac któryś z panów zauważył ,że jedna belka stropowa nie jest przymocowana i sobie luzno lata ,więc chciał ją przykręcić i się przyjrzał dokładniej. Wówczas się okazało że jest wyrwana z zaczepów niczym ramię ze stawu .I ściana boczna lukarny ma odchylenie 10 cm na 1 metrze / razy 4 /a co za tym idzie - nie wiadomo jakim cudem jeszcze stoi , choć z prawej strony już się zrobiła beczkowata.
A teraz zamieszczę zdjęcie całości żeby było wiadomo jakiej wielkości i proporcji jest ta lukarna
Mogę sobie tylko wyobrazić co by się stało gdyby się przewróciła. Więc wezwałam na cito nadzór techniczny , a ten natychmiast wezwał ekipę która budowała mój dom . Oczywiście nie obyło się bez awantury- bo główny majster był wściekły ,że musi poprawiać swoją robotę i zapytał kto mu za to zapłaci .Wówczas ja z kolei dostałam piany , jako że zapłaciłam w ubiegłym roku okrągła sumkę za montaż mojej chałupy i miałam nadzieję, że trochę postoi ,a tu taka niespodzianka. Dałam wiec wyraz swojemu oburzeniu - co jest mam nadzieję zrozumiałe...No i nadzór techniczny też się wypowiedział,więc nerwowo i stresowo było...
A potem sie zaczęła ganianina , albowiem należało znowu do tartaku po drewno się udać i całą okolicę zwiedziłam w poszukiwaniu okuć.Dość powiedzieć, że w miejscu gdzie była jedna belka - jest ich teraz 6 . Wiec jak się miało to trzymać?
Dzięki Bogu ,że teraz się ta usterka ujawniła- bo jakby tak śnieg duży zimą spadł -to bym dopiero miała dach.
Tak wygląda od środka rzeczona lukarna- która będzie mieścić bibliotekę.
Reasumując . Zanim zbudowałam ten dom - już go muszę remontować, co mnie nie nastraja radością niestety . Jestem też zwyczajnie zmęczona i zgoniona ,bo znowu sporo pary poszło w gwizdek.Uwierzcie- zagrożenie katastrofą budowlaną to jest olbrzymi stres ... więc następnego dnia miałam 38 st. gorączki i objawy ostrego zatrucia.
Ale okno mam cudne.Co?
Uściski
Gaja
,,SZUKAŁEM TEGO W PARYŻU, SZUKAŁEM W BERLINIE I RZYMIE. A TO ZA OKNEM BYŁO . I MIAŁO POLSKIE IMIĘ,, JULIAN TUWIM
O DOMU
Chata jest stara, bardzo stara. Na jednej z belek stropowych ma wyciosaną datę 1830. Gazety , którymi wyklejone były jej ściany są równie wiekowe.Pieczołowicie zdjęłam to co się dało zdjąć i zrobię z nich kiedyś piękny collage.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.
czwartek, 12 września 2013
czwartek, 8 sierpnia 2013
FIKU MIKU
Tytuł posta zapożyczony z dziecięcej wyliczanki o kominiarzu- bo właśnie kominy ukończyliśmy.
Sporo było przy tym zamieszania- bo kamionka do kanałów dymnych, specjalne wsady do przewodów wentylacyjnych itp itd.A poza tym upał był niemożebny..
Pod dachem krytym czarną papą musiało być majstrowi - Pawłowi S. niezbyt komfortowo, ale się nie skarżył i robota postępowała...
I tak oto zbudował dwa piękne, harmonijne kominy z czerwonej cegły i klinkieru.
A zaraz po kominach pan Krzysztof S.wraz z moim synem zabrali siĘ za oszalowanie i wylewkę schodów od strony łąki
Zmęczyło mnie wspinanie się po skarpach , cementu i żwiru też sporo zostało -no to zalaliśmy. Nawet już wchodziłam po nich raz-bardzo wygodne są. Jutro dostaną balustradę, tralki i poręcz od wiosny czekają na montaż.
Szalenie jestem ciekawa efektu końcowego- bo to oznacza że ganek południowy będzie praktycznie skończony. Uff ,kolejną rzecz z długiej listy można odhaczyć, gdyż płytek żadnych na ganku nie będzie. Po montażu balustrady damy zaprawę samopoziomującą i namaluje się perski dywan/ Z szablonów- oczywiście/
Pośród rozp... budowlanej ,pomiędzy podjeżdzającymi samochodami z materiałami typu cegła pełna, czerwona, klinkier, kamionka, cement ... powstały nawet jakieś dzieło-sztuki..
Oto szaliczek pt ,, Czerwone maki,,Wełna owcza ręcznie przędziona plus czesanka. Filcowane.
I gotoweee... Nawet rusztowania się do twórczych działań przydały -bo było na czym dzieło wysuszyć.
Poza tym piekielna susza jest -co owocuje pożarami w okolicy . Ostatnio straż wyjeżdza po 3 razy dziennie i nawet majster z budowy biegiem leciał -bo on strażak jest.
Widok -gdy za wozem strażackim jedzie kilka samochodów i strażacy w pełnym umundurowaniu na motorach lub czym kto ma -bywa wprawdzie dość zabawny , lecz jest to sytuacja mocno przejmująca lękiem , budząca też wielki podziw i szacunek dla tych mężczyzn , którzy na sygnał włączonej syreny rzucają wszystko- robotę , jedzenie ,rozrywkę czy sen i lecą bo,, tam może człowiek ginie,,/ cytat za majstrem Pawłem/
Siedzieliśmy ostatnio na ganku z moimi synami, piliśmy przedwieczorną herbatkę,Dookoła spokój i cisza ,słychać tylko świerszcze i włączone dojarki , siano pachnie -bo świeżo skoszone...
Sielanka...
Nagle alarm i od włączenia syreny do wyjazdu wozu strażackiego minęło 3 minuty...
Oni - strażacy- robią to bezpłatnie i dobrowolnie ,a jako jedyną zapłatę za trud , stres i narażanie życia mają zasłużone uznanie i szacunek ludzki. I czasem jakąś uroczystość , medal albo puchar. Nasi zdobyli ostatnio na zawodach strażackich dwa puchary.Następnego dnia majster nie przyszedł do pracy -bo mówił ,że go strasznie bolał kręgosłup....Normalnie ruszyć się nie mógł.
Wysoce prawdopodobne.
A po pracy na budowie -rodzinka oddaje się zajęciom typu odpoczynek na hamaczku..
Lub spanie na stole.
Albo kąpiemy się w rzece / myjąc naturalnym mydłem- naturalnie/
Matka-czyli ja, to sobie w ramach odpoczynku może rabatkę opielić/ ktoś w końcu robić to powinien../.
Aha ... i światło podłączyła elektrownia w swej wielkopańskiej , garwolińskiej łaskawości.
UFFF.
NARESZCIE...
Tyle nowości...
Uściski.
Gaja
Sporo było przy tym zamieszania- bo kamionka do kanałów dymnych, specjalne wsady do przewodów wentylacyjnych itp itd.A poza tym upał był niemożebny..
Pod dachem krytym czarną papą musiało być majstrowi - Pawłowi S. niezbyt komfortowo, ale się nie skarżył i robota postępowała...
I tak oto zbudował dwa piękne, harmonijne kominy z czerwonej cegły i klinkieru.
A zaraz po kominach pan Krzysztof S.wraz z moim synem zabrali siĘ za oszalowanie i wylewkę schodów od strony łąki
Zmęczyło mnie wspinanie się po skarpach , cementu i żwiru też sporo zostało -no to zalaliśmy. Nawet już wchodziłam po nich raz-bardzo wygodne są. Jutro dostaną balustradę, tralki i poręcz od wiosny czekają na montaż.
Szalenie jestem ciekawa efektu końcowego- bo to oznacza że ganek południowy będzie praktycznie skończony. Uff ,kolejną rzecz z długiej listy można odhaczyć, gdyż płytek żadnych na ganku nie będzie. Po montażu balustrady damy zaprawę samopoziomującą i namaluje się perski dywan/ Z szablonów- oczywiście/
Pośród rozp... budowlanej ,pomiędzy podjeżdzającymi samochodami z materiałami typu cegła pełna, czerwona, klinkier, kamionka, cement ... powstały nawet jakieś dzieło-sztuki..
Oto szaliczek pt ,, Czerwone maki,,Wełna owcza ręcznie przędziona plus czesanka. Filcowane.
I gotoweee... Nawet rusztowania się do twórczych działań przydały -bo było na czym dzieło wysuszyć.
Poza tym piekielna susza jest -co owocuje pożarami w okolicy . Ostatnio straż wyjeżdza po 3 razy dziennie i nawet majster z budowy biegiem leciał -bo on strażak jest.
Widok -gdy za wozem strażackim jedzie kilka samochodów i strażacy w pełnym umundurowaniu na motorach lub czym kto ma -bywa wprawdzie dość zabawny , lecz jest to sytuacja mocno przejmująca lękiem , budząca też wielki podziw i szacunek dla tych mężczyzn , którzy na sygnał włączonej syreny rzucają wszystko- robotę , jedzenie ,rozrywkę czy sen i lecą bo,, tam może człowiek ginie,,/ cytat za majstrem Pawłem/
Siedzieliśmy ostatnio na ganku z moimi synami, piliśmy przedwieczorną herbatkę,Dookoła spokój i cisza ,słychać tylko świerszcze i włączone dojarki , siano pachnie -bo świeżo skoszone...
Sielanka...
Nagle alarm i od włączenia syreny do wyjazdu wozu strażackiego minęło 3 minuty...
Oni - strażacy- robią to bezpłatnie i dobrowolnie ,a jako jedyną zapłatę za trud , stres i narażanie życia mają zasłużone uznanie i szacunek ludzki. I czasem jakąś uroczystość , medal albo puchar. Nasi zdobyli ostatnio na zawodach strażackich dwa puchary.Następnego dnia majster nie przyszedł do pracy -bo mówił ,że go strasznie bolał kręgosłup....Normalnie ruszyć się nie mógł.
Wysoce prawdopodobne.
A po pracy na budowie -rodzinka oddaje się zajęciom typu odpoczynek na hamaczku..
Lub spanie na stole.
Albo kąpiemy się w rzece / myjąc naturalnym mydłem- naturalnie/
Matka-czyli ja, to sobie w ramach odpoczynku może rabatkę opielić/ ktoś w końcu robić to powinien../.
Aha ... i światło podłączyła elektrownia w swej wielkopańskiej , garwolińskiej łaskawości.
UFFF.
NARESZCIE...
Tyle nowości...
Uściski.
Gaja
czwartek, 11 lipca 2013
BABKI Z PIASKU..
Na budowie znowu zagościła koparka. Trzeba było podjazd poprawić i wstępnie zagospodarować teren od łąki. Czyli że skarpy powstały i kamienie duże zostały ułożone . Nawet już zrobiłam sporo nasadzeń.
Pan Koparkowy znowu dał się poznać ze swojej najlepszej strony i precyzyjnie , w wyznaczone miejsce położył spore głazy.Elewacja południowa zupełnie inaczej teraz wygląda. Północna zresztą też- a to za sprawą okien.
Ta wielka góra żółtego żwiru jest podsypką pod schody, które niebawem powstaną- i będą prowadzić do południowego ogrodu i na łąki.
A na północy bez zmian- tyle że cudne okna dodały domkowi charakteru.
Teraz chciałam wam przekazać najnowsze plotki. Poszła wieść po wsi ,że stare okna do domu założyłam.
No czy to nie jest najpiękniejszy komplement?? Widocznie wyglądają na autentyczne. Bardzo, bardzo się z tego cieszę- bo to znaczy ,że warto było czekać od pazdziernika do czerwca, aż stolarz skończy swoją robotę. I tu serdecznie pozdrawiam Pana Adamczyka z Celestynowa , który jest autorem i wykonawcą mojej pięknej stolarki . Niech żyje 100 lat w zdrowiu- bo każda wizyta u niego sprawia, że nie tylko wzbogacam dom o rozmaite wykończenia, ale też dowiaduję się nowych rzeczy o obróbce drewna, co w mojej pracy jest bezcenne.
Niestety kochani sąsiedzi, okna są nowe- albowiem oryginalne zostały przez poprzedniego właściciela wymontowane , porąbane na opał i zastąpione plastikami. Przy zakupie domu zrezygnowałam więc z okien- jako że były okropne i dodatkowo płatne.
W drewnianej chacie sprzed 200 lat- plastików bym nie zniosła. Mam swoje ograniczenia jak widać...
To łukowate cudo , jeszcze w wersji ,, in statu,, jest przeznaczone do największej lukarny nad gankiem -tej na wprost. Wiem... wiem... otwór jest za mały , ale się go powiększy przy montażu. Prawie gotowe ...zabrakło dwóch klamek, a że okres urlopowy wszędzie -więc czekamy na dostawę.
I widok z boku.Przepraszam za pierdolniczek na ganeczku ,ale jak to na budowie. Piły , wiertarki, etc.
Zakończyłam też montaż zewnętrznej części instalacji elektrycznej, zwieńczonej tablicą bezpieczników i gniazdami wtykowymi . Teraz czekamy na licznik, ale chyba się jeszcze trochę zejdzie bo elektrownia w Garwolinie jest reliktem poprzedniej głęboko gomułkowskiej epoki.
Byłam tam ostatnio- przypomnieć panom ,że trzeba prąd podłączyć po 9 miesiącach od podpisania umowy .I odbyła się scena rodem z filmów Barei. Jedna teczka z 3 papierami w jednym kącie. Druga teczka z pięcioma kartkami w innym . Pan szukał. szukał i szukał , a jak znalazł to orzekł że już, myk , natychmiast , do miesiąca zrobią odbiór techniczny przyłącza, a potem też szybciutko po następnym miesiącu podpiszą umowę i zaraz 2 tygodnie po tym fakcie podłączą mi licznik ...
BOŻE ... SPUŚĆ BOMBĘ...
Z ciekawostek ogrodniczo - przyrodniczych pokażę orzechy na czerwonej leszczynie. Mam ich 20/ czerwonych - bo ogólnie posadziłam 100/ i są naprawdę małe -bo widocznie ziemia nie taka jak lubią. Nie nawoziłam dotychczas ,ale zacznę, bo są w tym roku obsypane orzechami , które miały być małe , a są nadspodziewanie duże. Jak smakują nie wiem , ale widać z fotki , że sie jesienią dowiem.
I ptaszyska wypaliłam.Zostaną wmontowane w słupki ogrodzeniowe. To oczywiście pierwsza część bo będzie ich znacznie więcej.
A od poniedziałku stawiamy kominy. W sobotę przywiozą cegłę , cement i piasek i znowu się narobi bałaganu dookoła.
Będzie co sprzątać....
Uściski
Gaja
Pan Koparkowy znowu dał się poznać ze swojej najlepszej strony i precyzyjnie , w wyznaczone miejsce położył spore głazy.Elewacja południowa zupełnie inaczej teraz wygląda. Północna zresztą też- a to za sprawą okien.
Ta wielka góra żółtego żwiru jest podsypką pod schody, które niebawem powstaną- i będą prowadzić do południowego ogrodu i na łąki.
A na północy bez zmian- tyle że cudne okna dodały domkowi charakteru.
Teraz chciałam wam przekazać najnowsze plotki. Poszła wieść po wsi ,że stare okna do domu założyłam.
No czy to nie jest najpiękniejszy komplement?? Widocznie wyglądają na autentyczne. Bardzo, bardzo się z tego cieszę- bo to znaczy ,że warto było czekać od pazdziernika do czerwca, aż stolarz skończy swoją robotę. I tu serdecznie pozdrawiam Pana Adamczyka z Celestynowa , który jest autorem i wykonawcą mojej pięknej stolarki . Niech żyje 100 lat w zdrowiu- bo każda wizyta u niego sprawia, że nie tylko wzbogacam dom o rozmaite wykończenia, ale też dowiaduję się nowych rzeczy o obróbce drewna, co w mojej pracy jest bezcenne.
Niestety kochani sąsiedzi, okna są nowe- albowiem oryginalne zostały przez poprzedniego właściciela wymontowane , porąbane na opał i zastąpione plastikami. Przy zakupie domu zrezygnowałam więc z okien- jako że były okropne i dodatkowo płatne.
W drewnianej chacie sprzed 200 lat- plastików bym nie zniosła. Mam swoje ograniczenia jak widać...
To łukowate cudo , jeszcze w wersji ,, in statu,, jest przeznaczone do największej lukarny nad gankiem -tej na wprost. Wiem... wiem... otwór jest za mały , ale się go powiększy przy montażu. Prawie gotowe ...zabrakło dwóch klamek, a że okres urlopowy wszędzie -więc czekamy na dostawę.
I widok z boku.Przepraszam za pierdolniczek na ganeczku ,ale jak to na budowie. Piły , wiertarki, etc.
Zakończyłam też montaż zewnętrznej części instalacji elektrycznej, zwieńczonej tablicą bezpieczników i gniazdami wtykowymi . Teraz czekamy na licznik, ale chyba się jeszcze trochę zejdzie bo elektrownia w Garwolinie jest reliktem poprzedniej głęboko gomułkowskiej epoki.
Byłam tam ostatnio- przypomnieć panom ,że trzeba prąd podłączyć po 9 miesiącach od podpisania umowy .I odbyła się scena rodem z filmów Barei. Jedna teczka z 3 papierami w jednym kącie. Druga teczka z pięcioma kartkami w innym . Pan szukał. szukał i szukał , a jak znalazł to orzekł że już, myk , natychmiast , do miesiąca zrobią odbiór techniczny przyłącza, a potem też szybciutko po następnym miesiącu podpiszą umowę i zaraz 2 tygodnie po tym fakcie podłączą mi licznik ...
BOŻE ... SPUŚĆ BOMBĘ...
Z ciekawostek ogrodniczo - przyrodniczych pokażę orzechy na czerwonej leszczynie. Mam ich 20/ czerwonych - bo ogólnie posadziłam 100/ i są naprawdę małe -bo widocznie ziemia nie taka jak lubią. Nie nawoziłam dotychczas ,ale zacznę, bo są w tym roku obsypane orzechami , które miały być małe , a są nadspodziewanie duże. Jak smakują nie wiem , ale widać z fotki , że sie jesienią dowiem.
A od poniedziałku stawiamy kominy. W sobotę przywiozą cegłę , cement i piasek i znowu się narobi bałaganu dookoła.
Będzie co sprzątać....
Uściski
Gaja
środa, 19 czerwca 2013
KOLOR NIEBA Z MOICH STRON
Wybrałam się ostatnio na długi spacer po okolicy. Nie tyle dla rozrywki i przyjemności - lecz z konieczności. W poniedziałek , bladym świtem mój samochód miał awarię . Na szczęście tuż za bramą, wiec się obyło bez pomocy drogowej, ale na plac budowy zostałam dowieziona przez ekipę od okien. Ich autem.
Jednakowoż tego dnia przypadała bardzo smutna rocznica . 10 lat temu bowiem w wypadku zginął mój ukochany Brat - Tomek. Należało się udać na cmentarz i stosowne obrządki uczynić- dla upamiętnienia i wspomnienia Jego Kochanej Osoby. Smutna to była okoliczność jak i refleksje ponure- bo na cmentarnej płycie stały 3 małe lampki i koniec .A podobno poprzedniego dnia sporo osób z rodziny jego Matki się zjechało ..Znaczy - chyba w gości przyjechali jak zwykle.
Żal było na ten grób patrzeć i tyle.
Taki fantastyczny , kochany chłopak. Mądry, pracowity jak mrówka,dobry , ciepły , uczciwy sprawiedliwy i troskliwy . Brat, kuzyn , dla niektórych wujek i ojciec chrzestny , trzy lampczyny i ani jednego kwiatka. Żenada normalnie.
Ale jak trzeba się pomądrzyć i mącić to się energię i pieniądze ma.
Sorki za tę prywatę ,ale mi się ulało.
Spacer był długi,powolny... nigdzie mi się nie spieszyło Szłam sama polną drogą pośród dojrzewających zbóż i mogłam sobie spokojnie popłakać za Nim, za Jego Świetlistą Obecnością.
Za tą utraconą miłością moją co to,, nie zazdrości , nie unosi się gniewem i nie szuka poklasku.Prawdziwa jest, łaskawa jest, wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje,,- bo ten mój jasny Brat nauczył mnie właśnie tak siebie kochać. Nie dało się inaczej.
Każdego dnia dziękuję Bogu Najwyższemu za to, że był w moim życiu.
Że miałam Brata.
Z włosami w kolorze kłosów
Z oczami jak niebo....
Sól ziemi.
,, JEST W OCZACH TWYCH KOLOR NIEBA Z MOICH STRON,,..
A w tym czasie na budowie sporo się działo...Panowie od montażu okien zabrali się do roboty i...
wypakowali okna z samochodu. Osiemnaście sztuk ,bo jedno jeszcze się robi. To główne , łukowate z biblioteki.
S. pilnuje żeby się nie przewróciły i podziwia.
Najpierw odbyło sie lekkie poszerzanie otworów.
A następmie montowanie nowych futryn i ramiaków.
I ta- dammm.
Gdy tymczasem ja zajęłam się urządzaniem tylnego tarasu...
Ale... ale . Niech ten widok nikogo nie zmyli. To ze hamak wisi to nie znaczy ,że był używany. S zamontował haki, powiesiliśmy i sprawdziłam wytrzymałosc. Bardzo wygodnie jest, ale na bujanie sie muszę jeszce poczekać.
Tym razem nie było czasu, bo sprzątanie terenu i micha dla pracowników być musiała.
Jezu . Tak się cieszę ,że przebrnęłam wreszcie przez te cholerne okna, a na poduchach zdążę jeszcze przecież poleżeć.
Teraz pora na kominy.
Uściski
Gaja
Jednakowoż tego dnia przypadała bardzo smutna rocznica . 10 lat temu bowiem w wypadku zginął mój ukochany Brat - Tomek. Należało się udać na cmentarz i stosowne obrządki uczynić- dla upamiętnienia i wspomnienia Jego Kochanej Osoby. Smutna to była okoliczność jak i refleksje ponure- bo na cmentarnej płycie stały 3 małe lampki i koniec .A podobno poprzedniego dnia sporo osób z rodziny jego Matki się zjechało ..Znaczy - chyba w gości przyjechali jak zwykle.
Żal było na ten grób patrzeć i tyle.
Taki fantastyczny , kochany chłopak. Mądry, pracowity jak mrówka,dobry , ciepły , uczciwy sprawiedliwy i troskliwy . Brat, kuzyn , dla niektórych wujek i ojciec chrzestny , trzy lampczyny i ani jednego kwiatka. Żenada normalnie.
Ale jak trzeba się pomądrzyć i mącić to się energię i pieniądze ma.
Sorki za tę prywatę ,ale mi się ulało.
Spacer był długi,powolny... nigdzie mi się nie spieszyło Szłam sama polną drogą pośród dojrzewających zbóż i mogłam sobie spokojnie popłakać za Nim, za Jego Świetlistą Obecnością.
Za tą utraconą miłością moją co to,, nie zazdrości , nie unosi się gniewem i nie szuka poklasku.Prawdziwa jest, łaskawa jest, wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje,,- bo ten mój jasny Brat nauczył mnie właśnie tak siebie kochać. Nie dało się inaczej.
Każdego dnia dziękuję Bogu Najwyższemu za to, że był w moim życiu.
Że miałam Brata.
Z włosami w kolorze kłosów
Z oczami jak niebo....
Sól ziemi.
,, JEST W OCZACH TWYCH KOLOR NIEBA Z MOICH STRON,,..
A w tym czasie na budowie sporo się działo...Panowie od montażu okien zabrali się do roboty i...
wypakowali okna z samochodu. Osiemnaście sztuk ,bo jedno jeszcze się robi. To główne , łukowate z biblioteki.
S. pilnuje żeby się nie przewróciły i podziwia.
Najpierw odbyło sie lekkie poszerzanie otworów.
A następmie montowanie nowych futryn i ramiaków.
I ta- dammm.
Gdy tymczasem ja zajęłam się urządzaniem tylnego tarasu...
Hamak - nówka z płótna zaglowego - 10 zł second hand. Stare sagany 25 zł skup złomu w Miastkowie |
Tym razem nie było czasu, bo sprzątanie terenu i micha dla pracowników być musiała.
Jezu . Tak się cieszę ,że przebrnęłam wreszcie przez te cholerne okna, a na poduchach zdążę jeszcze przecież poleżeć.
Teraz pora na kominy.
Poduszki lniane z haftem i szydełkowe- second hand po 2 zł. |
Gaja
piątek, 14 czerwca 2013
KĄPIELE BŁOTNE- CZYLI BUDOWY CIĄG DALSZY.
Gumiaki vintage/ znaczy second hand w Miastkowie 10 zł/Poważnie. |
Na dodatek w środku serii ulew należało wykopać rów na kabel do elektryczności.
Natychmiast , tu i teraz - gdyż tzw papiery musiały byc podpisane ,żeby przez MIESIĄC mogły sobie spokojnie krązyć. Bo jak tak sobie pokrążą to jest szansa na licznik i prąd w domu.
Na skutek tego nagłego kopania pozbyłam się podjazdu i jednej skarpy, chociaż pan od koparki jest moim ulubionym panem koparkowym i zwykle nie trzeba po nim poprawiać. Tym razem jednak -za chwile trzeba by było wykopywać koparkę, Wiec pan uprzejmie przeprosił i powiedział ,że wróci jak trochę obeschnie. Rozumiem , ale podjazd wygląda paskudnie.
Wody jest tyle ,że można by sadzić ryż. Górne zdjęcie - to w białych gumowcach jest z warzywnika.Zdaje się ze większość warzyw diabli wezmą.
A swoją droga cudne kalosze sobie kupiłam.Co?
U nas na wsi to jest sprzęt podstawowy i mam cztery pary. Bywa tak, że wychodzę w butach, a wracam bez -bo je musiałam w błocie zostawić i trzeba następne zakładać. Te białe są wyjątkowo rasowe. Ach, mój ukochany miastkowski second hand...
Pelargoniom i begoniom z ganku - jakoś te ulewy nie przeszkadzały. Wręcz przeciwnie - nad podziw jędrne.
Kosaćce jakie piękne się pokazały. Nawet nie wiedziałam, że takie mam bo tu w otwockim ogrodzie nie kwitły wcale . Miały za ciemno. Piękny kolor, szary z beżem i fioletowe bródki. Taki zestaw barw jest możliwy tylko u kosaćców.
Peonie tez zakwitły . Cztery krzewy z czterdziestu, ale i tak jest sukces -bo się nie mogłam o kwiaty nigdy doprosić. To bardzo żarłoczna i słońcolubna roślina jest.
Tuż przed deszczami -schody ogrodowe się robiło.Kamienie kładzione bez zaprawy , na samą glinę.Aż dziw że się nie rozpłynęły w czasie ulewy.Glina się trochę wypłukała i trzeba poprawić, ale jakoś się to trzyma.Schodki- to dopiero mały rozbieg przed murkami , kilometrem murków oporowych ,które wzmocnię zaprawą. Po kilku latach i tak cementu nie widać, a nic się nie obsuwa i jest spokój.
No i w końcu dom okna dostanie. Bo są już zrobione , pomalowane i oszklone nawet - że o zamkach , klamkach i zawiasach nie wspomnę.
I tu pragnę pozdrowić serdecznie Chicago i moją Andzię kochaną, co mnie upominała ostatnio ,że nic nie piszę na blogu , a nie pisałam bo mnie cholera na te ulewy i błoto brała
Andzia widzisz -są okna to i firaneczki będą. Te stare można będzie zdjąć bo się już wyłopotały na wietrze, a powiesić nowe.
Startujemy w poniedziałek o 6 rano.
Pełna gotowość.
Uściski
Gaja.
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
ROZSTRZGNIECIE CANDY
Hallo .
Dzis rano kolega random wylosował zwycięzcę. Jest nią komentatorka z nr 10 - czyli.....Iwilandia
Gratuluję zwyciężczyni i poproszę o adres do wysyłki.
Uściski
Gaja
Dzis rano kolega random wylosował zwycięzcę. Jest nią komentatorka z nr 10 - czyli.....Iwilandia
iwi
landia...:)12
marca 2013 05:40
Witam, no tak to wyglądają jamowicie, że, aż już
się chcę powąchać, a co dopiero użyć, zobaczyć jak się pienią, skład
wyborny, formy ciekawe...ach...mieć je u siebie, byłoby cudnie...:)
Kurcze, cóż za swoboda tworzenia.
Zapisuję się i pozdrawiam...:)
Najserdeczniej Wam dziękuję za tak liczne uczestnictwo. Ciesze się że mydełka sie tak bardzo podobają.Zapisuję się i pozdrawiam...:)
Gratuluję zwyciężczyni i poproszę o adres do wysyłki.
Uściski
Gaja
poniedziałek, 11 marca 2013
CANDY W KURNEJ CHACIE
Niniejszym zapowiadam candy . Do oddania prawdziwe , ręcznie robione , autorskie mydła w ilosci przeszło pół kilo a dokładniej 660 gr.W zestawie / od góry/ mydło o zapachu piżma z makiem i masłem shea, z olejów palmowego i kokosowego.Potem żółte mydło z oleju sojowego z dodatkiem shea i z siemieniem lnianym - barwione szafranem i aromatyzowane apteczną różą .Następnie rózano - lawendowe z otrębami żytnimi i czekoladowe mydło z kakao i skorką pomarańczową ,którą osobiście siekałam i suszyłam. Czarne jest z zieloną herbatą i białymi inkluzjami z mydła piżmowego., a na koncu szare z węglem . Aha , na wierzchu leży glicerynowe - też mojej własnej roboty.
Zasady jak zwykle. Banerek, komentarz , blog do ulubionych itp. Losowanie 15 kwietnia- bo wtedy upłynie 6 tygodni od daty produkcji mydeł i nadawać się będą do użycia.
Tu widać przekrój całej produkcji, z odbitym autorskim logo.
A tu z przodu przed mydlarnią widać moją kotkę Brunhildę, która co jak co ale myć to się lubi.
|Zapraszam
Gaja
Zasady jak zwykle. Banerek, komentarz , blog do ulubionych itp. Losowanie 15 kwietnia- bo wtedy upłynie 6 tygodni od daty produkcji mydeł i nadawać się będą do użycia.
Tu widać przekrój całej produkcji, z odbitym autorskim logo.
A tu z przodu przed mydlarnią widać moją kotkę Brunhildę, która co jak co ale myć to się lubi.
|Zapraszam
Gaja
czwartek, 28 lutego 2013
I STANIE SIĘ JASNOŚĆ...
We wtorek o 17.22 czasu lokalnego zatelefonował miły pan z elektrownie że w dniu następnym o 8 rano będą podłączać prąd do Chaty. Lekko się zdziwiłam, zważywszy na fakt fakt, że w oficjalnej umowie mam wyznaczoną datę na 29 maja . Szczęściem byłam w domu i mogłam się stawić na tę godzinę.
Jak się pózniej okazało ,, podłączanie ,, rozpoczęło się i zakończyło na przywiezieniu i wkopaniu słupa. Reszta w najbliższym czasie ,ale z pewnością wkrótce.Płakać nie zamierzam z powodu takiego przyśpieszenia , tylko po co te strachy na lachy i opowieści o terminach ,,od roku do pół., z których to powodu kupiłam generator prądu....
Ale nic to, przyda się na wypadek wyłączeń.
Taki mały słup, a taka wielka dziura w rabacie...I w jakim pięknym kolorze pan z elektrowni ma spodenki.... Ostry , chabrowy szafir- szczyt mody.
Dobrze ze byłam na miejscu bo w pierwotnych planach słup miał być wkopany na wprost mojego cudnego ganku z ręcznie ciosanymi kolumnami . Ale ładnie poprosiłam o przesuniecie, panowie orzekli że czemu nie i posadowiony został przy podjeżdzie.
Jednym słowem nic o nas bez nas....
Lecz dla osłody obdarowana zostałam kompletem ręczników z samodziału wykonanego ręcznie na krosnach cztero- nicielnicowych.
Jak się pózniej okazało ,, podłączanie ,, rozpoczęło się i zakończyło na przywiezieniu i wkopaniu słupa. Reszta w najbliższym czasie ,ale z pewnością wkrótce.Płakać nie zamierzam z powodu takiego przyśpieszenia , tylko po co te strachy na lachy i opowieści o terminach ,,od roku do pół., z których to powodu kupiłam generator prądu....
Ale nic to, przyda się na wypadek wyłączeń.
Taki mały słup, a taka wielka dziura w rabacie...I w jakim pięknym kolorze pan z elektrowni ma spodenki.... Ostry , chabrowy szafir- szczyt mody.
Dobrze ze byłam na miejscu bo w pierwotnych planach słup miał być wkopany na wprost mojego cudnego ganku z ręcznie ciosanymi kolumnami . Ale ładnie poprosiłam o przesuniecie, panowie orzekli że czemu nie i posadowiony został przy podjeżdzie.
Jednym słowem nic o nas bez nas....
Lecz dla osłody obdarowana zostałam kompletem ręczników z samodziału wykonanego ręcznie na krosnach cztero- nicielnicowych.
niedziela, 17 lutego 2013
KRAINA ŁAGODNOŚCI
Taki tytuł i temat przewodni będzie dominował w salonie wypoczynkowym w Chacie
Kolorystyka francusko - skandynawska... w stylu otwocko -jarmołowskim .
W zwiazku z tym, ze nie jest łatwo u nas w kraju kupic dobre zestawienia w bieli/ czerwieni z kroplą granatu- eksploruję second handy.Idea tej budowy zresztą jest taka ,żeby to co się da było z recyclingu, z drugiej reki, używane..
I oto popatrzcie jakie cudne tkaniny można w lumpeksach wygrzebać.
Same lny, bawełny i mieszanki w/w. W lewym rogu udana próba biało czerwonego druku.Na lnie- naturalnie.
Większość z tych tkanin nigdy nie była używana. Niektóre mają po kilka metrów. Kupione zostały za grosze.Co ja bym zrobiła bez lumpeksów...
A to biało czerwone - okrągłe jest nową - świeżo wyjętą z pieca ceramiczną misą wykonaną do Krainy Łagodności. Naturalnie- temat kobiecy Będzie tego większa seria bo wkrótce wypalam i inne biało - czerwone utensylia.
Trochę haftów i tkanin w serduszka dla urozmaicenia i delikatności.
Zastanawiałam się czy nie za jasne jest tło w misce. Myślałam o przeszkliwieniu ostrą czerwienią, ale może powinna zostać subtelna???
I zobaczcie jeszcze jakie cudne eksponaty do Chaty zakupiłam.
Gacie.Dobrze widzicie. Trzy pary starych gaci z delikatnego lnu. Na troki, z koronkami, haftami i dziurą w ... we właściwym miejscu.Z pewnością stanowiły część stroju ludowego.
Widać dziurę?No niesamowite ... nie myślałam ze będę się cieszyć z jakiejś dziury....
Na koniec , dla kolorystycznej harmonii pokażę ciasto otrzymane w ramach walentynkowego prezentu.Wyglądało tak piękne, że żal było kroić ,ale smakowało równie dobrze jak wyglądało .Poproszę częściej o takie walentynki....
Uściski
Gaja
Kolorystyka francusko - skandynawska... w stylu otwocko -jarmołowskim .
W zwiazku z tym, ze nie jest łatwo u nas w kraju kupic dobre zestawienia w bieli/ czerwieni z kroplą granatu- eksploruję second handy.Idea tej budowy zresztą jest taka ,żeby to co się da było z recyclingu, z drugiej reki, używane..
I oto popatrzcie jakie cudne tkaniny można w lumpeksach wygrzebać.
Same lny, bawełny i mieszanki w/w. W lewym rogu udana próba biało czerwonego druku.Na lnie- naturalnie.
Większość z tych tkanin nigdy nie była używana. Niektóre mają po kilka metrów. Kupione zostały za grosze.Co ja bym zrobiła bez lumpeksów...
A to biało czerwone - okrągłe jest nową - świeżo wyjętą z pieca ceramiczną misą wykonaną do Krainy Łagodności. Naturalnie- temat kobiecy Będzie tego większa seria bo wkrótce wypalam i inne biało - czerwone utensylia.
Trochę haftów i tkanin w serduszka dla urozmaicenia i delikatności.
Zastanawiałam się czy nie za jasne jest tło w misce. Myślałam o przeszkliwieniu ostrą czerwienią, ale może powinna zostać subtelna???
I zobaczcie jeszcze jakie cudne eksponaty do Chaty zakupiłam.
Gacie.Dobrze widzicie. Trzy pary starych gaci z delikatnego lnu. Na troki, z koronkami, haftami i dziurą w ... we właściwym miejscu.Z pewnością stanowiły część stroju ludowego.
Widać dziurę?No niesamowite ... nie myślałam ze będę się cieszyć z jakiejś dziury....
Na koniec , dla kolorystycznej harmonii pokażę ciasto otrzymane w ramach walentynkowego prezentu.Wyglądało tak piękne, że żal było kroić ,ale smakowało równie dobrze jak wyglądało .Poproszę częściej o takie walentynki....
Uściski
Gaja
Subskrybuj:
Posty (Atom)