Byłam ostatnio w Scarborough./ UK/. Należało odebrać osobiście - zakupioną wcześniej rzecz, a jako ze miasteczko nad morzem leży - zrobiliśmy sobie z Małżem wycieczkę.Miejsce - w istocie dosyć malownicze. Szeroka plaza, wysoki brzeg, masa ludzi i stragany z chińskimi pamiątkami. Swojsko- jednym słowem.
Stare domki, kawiarnie na szczycie wzgórza, hotele- widać dawną świetność i przeszłość. Ale dziś wszystko jakby kurzem pokryte i głośno, głośno , jeszcze głośniej.I więcej waty z cukru... tony waty zabarwionej ultra różowym - ultra chemicznym barwnikiem. FUUU.
Jednakowoż jeden hotelik mnie zachwycił i zastanawiam się czy nie pomalować tak Chaty. Mówię o tym biało -czerwonym cudzie z pierwszego zdjęcia.
Czyściutkie, świeżutkie zestawienie,baaardzo znane i kochane, ale u nas w kraju niezbyt popularne a więc oryginalne. Może to powinna być czerwień i biel ??Zamiast brązu i niebieskiego???
Bo miało być tak. Niebieskie drzwi i okna. Białe dodatki i brązowe ściany... ale zaczynam się łamać.Czy nie za tradycyjnie aby ? I czy nie za bardzo tak... po staremu?
Jeden ze sklepów w Scarborough- krówki/ fudge/ we wszystkich kolorach i smakach
,,SZUKAŁEM TEGO W PARYŻU, SZUKAŁEM W BERLINIE I RZYMIE. A TO ZA OKNEM BYŁO . I MIAŁO POLSKIE IMIĘ,, JULIAN TUWIM
O DOMU
Chata jest stara, bardzo stara. Na jednej z belek stropowych ma wyciosaną datę 1830. Gazety , którymi wyklejone były jej ściany są równie wiekowe.Pieczołowicie zdjęłam to co się dało zdjąć i zrobię z nich kiedyś piękny collage.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.
sobota, 10 września 2011
piątek, 12 sierpnia 2011
PANI TERESA
Miałam niedawno szczęśliwą okazję - poznać niezwykła osobę. PANIĄ TERESĘ ZALEWSKĄ.
Zdarzyło się bowiem tak że kupiłam na allegro stary warsztat tkacki, kołowrotki,szpularz, ciernicę i inne pomniejsze urządzenia - służące do obróbki lnu i wełny i okazało się ze istnieje możliwość spotkania się z właścicielką tych sprzętów.Poznać osobę która pracowała na tych krosnach , sprawić, że przestaną być bezimienne- BEZCENNE.
Pojechałam.
Wspaniale, ze Państwo Zalewscy mieszkają w moich stronach , nie całkiem ,, za rogiem ,, ale dosyć blisko.To nie była daleka,wyczerpująca podróż.
Pani Teresa okazała się być przemiłą, otwartą, ciepłą osobą. Spędziłam wspaniałe 2 godziny w towarzystwie Jej i Jej rodziny-rozmawiając o technikach tkackich, sposobach obróbki wełny i lnu, pierwszym wrzecionie z kartofla, barwieniu,przędzeniu....
Podziwiałam tkaniny wykonane na krosnach przez Gospodynię , jej Matkę i Babcię. Było mi dane kupić kilka z nich do mojej / szkolnej/ kolekcji. Stałam się właścicielką, pasiastej narzuty, fantastycznej - po babcinej , ręcznie tkanej kraciastej chusty i kapitalnej makatki, która wisiała nad łóżkiem Państwa Zalewskich, a którą pokażę w następnym poście - poście o makatkach.
Pani Teresa opowiadała o czasach minionych tak ciekawie , ze nie chciało się opuszczać Jej gościnnego domu.A potem okazało się ze mamy wspólnych znajomych , zaś żona wnuka - pracuje w branży modowej. Jak to mówią ... ,, góra z górą się nie zejdzie,,
Wspaniały to był czas.... Rozmowy o rękodziele,, o tym jak te zwykłe babskie zajęcia wpływały na życie kobiet i rodzin,jak wyznaczały rytm dnia i pór roku... Jakie stwarzały możliwości.Jak budowały wielopokoleniową więż...
Magiczne godziny w towarzystwie Pani o żywym umyśle , fenomenalnej pamięci.
Pani Tereso- dziękuje serdecznie za czas poświęcony i mam nadzieje ze to nie było nasze ostatnie spotkanie.Wszak umówiłyśmy się na jesienną naukę przędzenia na kołowrotku? Prawda?
Zdarzyło się bowiem tak że kupiłam na allegro stary warsztat tkacki, kołowrotki,szpularz, ciernicę i inne pomniejsze urządzenia - służące do obróbki lnu i wełny i okazało się ze istnieje możliwość spotkania się z właścicielką tych sprzętów.Poznać osobę która pracowała na tych krosnach , sprawić, że przestaną być bezimienne- BEZCENNE.
Pojechałam.
Wspaniale, ze Państwo Zalewscy mieszkają w moich stronach , nie całkiem ,, za rogiem ,, ale dosyć blisko.To nie była daleka,wyczerpująca podróż.
Pani Teresa okazała się być przemiłą, otwartą, ciepłą osobą. Spędziłam wspaniałe 2 godziny w towarzystwie Jej i Jej rodziny-rozmawiając o technikach tkackich, sposobach obróbki wełny i lnu, pierwszym wrzecionie z kartofla, barwieniu,przędzeniu....
Podziwiałam tkaniny wykonane na krosnach przez Gospodynię , jej Matkę i Babcię. Było mi dane kupić kilka z nich do mojej / szkolnej/ kolekcji. Stałam się właścicielką, pasiastej narzuty, fantastycznej - po babcinej , ręcznie tkanej kraciastej chusty i kapitalnej makatki, która wisiała nad łóżkiem Państwa Zalewskich, a którą pokażę w następnym poście - poście o makatkach.
| Przy kołowrotku- pani przędzie własny siany i obrabiany przez siebie len |
Pani Teresa opowiadała o czasach minionych tak ciekawie , ze nie chciało się opuszczać Jej gościnnego domu.A potem okazało się ze mamy wspólnych znajomych , zaś żona wnuka - pracuje w branży modowej. Jak to mówią ... ,, góra z górą się nie zejdzie,,
Wspaniały to był czas.... Rozmowy o rękodziele,, o tym jak te zwykłe babskie zajęcia wpływały na życie kobiet i rodzin,jak wyznaczały rytm dnia i pór roku... Jakie stwarzały możliwości.Jak budowały wielopokoleniową więż...
| Tu widzimy Panią Teresę - sygnujacą swój kołowrotek. Marzy mi się żeby stare sprzęty zakupione do szkoły były podpisane przez ich właścicielki. |
Magiczne godziny w towarzystwie Pani o żywym umyśle , fenomenalnej pamięci.
Pani Tereso- dziękuje serdecznie za czas poświęcony i mam nadzieje ze to nie było nasze ostatnie spotkanie.Wszak umówiłyśmy się na jesienną naukę przędzenia na kołowrotku? Prawda?
| Państwo Zalewscy. Pozostała część wielopokoleniowej rodziny nie chciała się fotografować. |
![]() | |
| warsztat Pani Teresy |
![]() |
| kołowrotek |
niedziela, 7 sierpnia 2011
JEST, JEST CHATA.... NARESZCIE...
Kupiłam wreszcie dom. Wielki , stary , drewniany. Zabytkowy bo z 19 wieku. Stoi dosc daleko bo 360 km od mojego miejsca zamieszkania. Ma przeszło 140 m samego parteru i równie wielkie poddasze , więc o ciasnocie nie będzie mowy.Zauroczyła mnie niebywała przestronność jego wnętrz .
Ja - dziewczyna z mazowieckiej chałupy, w której sufit był niezbyt wysoko i okienka wielkości gotyckich otworów strzelniczych - z zachwytem i głową zadartą podziwiałam belkowanie na wysokości - 3, 70??? . Cud nad cuda przecudnej wprost cud urody.
No i te piękne drzwi wejściowe ...
Będą kiedyś niebieskie , z autorskim kolorowym witrażem. Musze się zaraz zapisać do Łucznicy na kurs witrażowy- no bo przecież nie może być tak ,żeby ktoś inny robił witraż do MOICH drzwi ... prawda?
/ Tak , tak , wiem, to się leczy.../
Teraz tylko odczekać należy z półtora miesiąca , aż z Siedlec przyjdzie zgoda na siedlisko. Potem projekt domu , przyłącze elektryczne , gazowe, woda, kanalizacja...
A... nie ... Wróć... Kanalizacja jest już podłączona ... do pola z rżyskiem po owsie , bo tam gdzie ma stanąć dom- był owies posiany.
Więc kanalizacja jest , Bogu dzięki - jedno z głowy. Jeszcze tylko pozwolenia na budowę, a potem to już można fundamenty wylewać , chatę rozbierać , załadować na samochody, przywiezć i ponownie składać.
W międzyczasie tzw należy ściąć parę drzew w lesie i zamienić je na bale i tarcicę - uprzednio okorowawszy . Może też będzie trzeba oddać drewno do suszarni ,ale tu zdania są podzielone- dziś jeden z majstrów powiedział ,że nie musi być suche jak papier.
Masa pracy... Ale pomysł nareszcie zaczyna się przyoblekać w realny kształt ... nie jest już tylko strumieniem energii, wizją . marzeniem....
To była piękna chwila- kiedy mogłam dłońmi dotknąć ścian z chropowatych, spękanych bali, ścian które sobie wymarzyłam, zapamiętanych z dzieciństwa....znanych ze snów.
Dom ma to wszystko co chciałam żeby miał.
Niezwykle przestronny hol. Taki- na przestrzał,który pomieści rowery, kalosze, kurtki i będzie można się jeszcze spokojnie poruszać.
Przepiękne, masywne belkowanie sufitu.
Monumentalne wnętrza.
Znakomite światło.
Ganek.
Moja pierwsza w nim wizyta miała w sobie coś z marzenia sennego..Świadomość... że jestem tu bo chcę tu być, bo powinnam... Tajemnicza ciekawość co znajduje się w kolejnym zakamarku....Pytanie - bez lęku... czy mnie przyjmie ,czy zechce być od teraz MOIM DOMEM....
Czy da nam schronienie?
Czy jego energia pozwoli na pracę twórczą.? Czy się ze mną zsynchronizuje ... czy może wręcz przeciwnie....
Czy będę tu szczęśliwa ?
Ale na szczęście okazało się ze z mojej bajki on ci jest i znowu część marzeń się spełniła....
No...
To teraz do roboty...
Ja - dziewczyna z mazowieckiej chałupy, w której sufit był niezbyt wysoko i okienka wielkości gotyckich otworów strzelniczych - z zachwytem i głową zadartą podziwiałam belkowanie na wysokości - 3, 70??? . Cud nad cuda przecudnej wprost cud urody.
No i te piękne drzwi wejściowe ...
Będą kiedyś niebieskie , z autorskim kolorowym witrażem. Musze się zaraz zapisać do Łucznicy na kurs witrażowy- no bo przecież nie może być tak ,żeby ktoś inny robił witraż do MOICH drzwi ... prawda?
/ Tak , tak , wiem, to się leczy.../
Teraz tylko odczekać należy z półtora miesiąca , aż z Siedlec przyjdzie zgoda na siedlisko. Potem projekt domu , przyłącze elektryczne , gazowe, woda, kanalizacja...
A... nie ... Wróć... Kanalizacja jest już podłączona ... do pola z rżyskiem po owsie , bo tam gdzie ma stanąć dom- był owies posiany.
Więc kanalizacja jest , Bogu dzięki - jedno z głowy. Jeszcze tylko pozwolenia na budowę, a potem to już można fundamenty wylewać , chatę rozbierać , załadować na samochody, przywiezć i ponownie składać.
W międzyczasie tzw należy ściąć parę drzew w lesie i zamienić je na bale i tarcicę - uprzednio okorowawszy . Może też będzie trzeba oddać drewno do suszarni ,ale tu zdania są podzielone- dziś jeden z majstrów powiedział ,że nie musi być suche jak papier.
Masa pracy... Ale pomysł nareszcie zaczyna się przyoblekać w realny kształt ... nie jest już tylko strumieniem energii, wizją . marzeniem....
To była piękna chwila- kiedy mogłam dłońmi dotknąć ścian z chropowatych, spękanych bali, ścian które sobie wymarzyłam, zapamiętanych z dzieciństwa....znanych ze snów.
Dom ma to wszystko co chciałam żeby miał.
Niezwykle przestronny hol. Taki- na przestrzał,który pomieści rowery, kalosze, kurtki i będzie można się jeszcze spokojnie poruszać.
Przepiękne, masywne belkowanie sufitu.
Monumentalne wnętrza.
Znakomite światło.
Ganek.
Moja pierwsza w nim wizyta miała w sobie coś z marzenia sennego..Świadomość... że jestem tu bo chcę tu być, bo powinnam... Tajemnicza ciekawość co znajduje się w kolejnym zakamarku....Pytanie - bez lęku... czy mnie przyjmie ,czy zechce być od teraz MOIM DOMEM....
Czy da nam schronienie?
Czy jego energia pozwoli na pracę twórczą.? Czy się ze mną zsynchronizuje ... czy może wręcz przeciwnie....
Czy będę tu szczęśliwa ?
Ale na szczęście okazało się ze z mojej bajki on ci jest i znowu część marzeń się spełniła....
No...
To teraz do roboty...
sobota, 16 lipca 2011
ZENONÓWKĘ CZAS ZACZĄĆ
Odebrałam wreszcie projekt miejsca gdzie ma stanąć szkoła.
Siedlisko będzie się nazywać ,,ZENONÓWKA,, na cześć mojego zmarłego przed blisko rokiem krewnego a zaprojektował je inżynier Zbigniew Szepietowski- prywatnie mój wuj.
Jest bardzo duże. Wymiary 37m na 95 m dają nam blisko 3000 m. W planie spory budynek mieszkalny dla mnie i kursantów oraz 2 pracownie, parkingi i sad.Cały czas intensywnie poszukuję i oglądam okoliczne ,wiejskie chałupy. Myślę ze najsensowniej będzie zestawić dwa typowe domy razem na mieszkanie i 2 chałupy osobno - jako pracownie.
Na razie to tylko idea . Stosowne dokumenty zostały złożone w Urzędzie Gminy i teraz będą dwa miesiące akceptowane. Potem projekty architektoniczne , przyłącza i pozwolenie na budowę, która zapewne ruszy dopiero wiosną.
Stało się też tak, że z odziedziczonego w Zwoli pola i lasu w ilości 5 ha zrobiło się nagle 11,5 ha . Fakt ten napawa mnie niezmiernym optymizmem, jak i to ze dział spadku udało się szczęśliwie doprowadzić do końca i przynajmniej na jakiś czas będę mogła odpocząć od koszmaru z którym przyszło mi się w ostatnim czasie zmierzyć.
Jednakowoż...dziękuję teraz i kłaniam się nisko pokoleniom moich krewnych za to- że dzięki ich ciężkiej pracy mogę biec przed siebie po swojej ... SWOJEJ ziemi z rozłożonymi rękami i śpiewem na ustach.
Że będę mogła zrealizować marzenia.
Że mogłam powrócić do DOMU.
Bezcenne-czyż nie??
Wszak za wszystko inne można zapłacić kartą Mastercard. Zwłaszcza złotą....
Siedlisko będzie się nazywać ,,ZENONÓWKA,, na cześć mojego zmarłego przed blisko rokiem krewnego a zaprojektował je inżynier Zbigniew Szepietowski- prywatnie mój wuj.
Jest bardzo duże. Wymiary 37m na 95 m dają nam blisko 3000 m. W planie spory budynek mieszkalny dla mnie i kursantów oraz 2 pracownie, parkingi i sad.Cały czas intensywnie poszukuję i oglądam okoliczne ,wiejskie chałupy. Myślę ze najsensowniej będzie zestawić dwa typowe domy razem na mieszkanie i 2 chałupy osobno - jako pracownie.
Na razie to tylko idea . Stosowne dokumenty zostały złożone w Urzędzie Gminy i teraz będą dwa miesiące akceptowane. Potem projekty architektoniczne , przyłącza i pozwolenie na budowę, która zapewne ruszy dopiero wiosną.
Stało się też tak, że z odziedziczonego w Zwoli pola i lasu w ilości 5 ha zrobiło się nagle 11,5 ha . Fakt ten napawa mnie niezmiernym optymizmem, jak i to ze dział spadku udało się szczęśliwie doprowadzić do końca i przynajmniej na jakiś czas będę mogła odpocząć od koszmaru z którym przyszło mi się w ostatnim czasie zmierzyć.
Jednakowoż...dziękuję teraz i kłaniam się nisko pokoleniom moich krewnych za to- że dzięki ich ciężkiej pracy mogę biec przed siebie po swojej ... SWOJEJ ziemi z rozłożonymi rękami i śpiewem na ustach.
Że będę mogła zrealizować marzenia.
Że mogłam powrócić do DOMU.
Bezcenne-czyż nie??
Wszak za wszystko inne można zapłacić kartą Mastercard. Zwłaszcza złotą....
| Zdjęcia pochodzą z oglądanej niedawno podlaskiej chaty |
czwartek, 7 lipca 2011
JESZCZE WYTNĘ KOGUTKA, KOGUTKA ....
No i nie wytrzymało się i zamówiło się haft z kodrą łowicką. Na razie przyszły kogutki- kurpiowskie a resztę projektuje pani Kasia/ EMB- SYSTEM/Już widzę te bieżniki, pościele, zasłony , torebki .... mniam.Powyżej widzimy haft przeszyty pierwszy raz. Jakże uroczy.
W ogóle ostatnio prześladuje mnie motyw ptaka
/???/
Gdzie się nie rozejrzeć po chałupie to tylko ptaki i ptaki...
Na białej porcelanie jako zwieńczenie pokrywek- strach używać żeby nie uszkodzić..
Na fajansie i kolorowej porcelanie....
Jako,, stacze,, występują- wielki kogut z Chicago /prezent od Przyjaciółki /oraz szklany kogucik od Synów
Jako dekor na ścianie w kuchni - ptaszki z Cepelii. Wszyscy je mają.
Oto serwetnik z Karaibów. Ta mała żółta kaczuszka zaś -została wyrzeżbiona w bursztynie przez mojego ojca.
Dzisiaj zaś kupiłam tę cudną parkę pawi z metalu.
Jak widać jest się czym inspirować...wiec trudno się dziwić ze jedna z moich kolekcji nosiła tytuł,, Wolna Jak Ptak,,
A co słychać w szkole ?...Ano cały czas do przodu zegar rwie i zrobiliśmy postępy - ale o tym w następnym poście.
W ogóle ostatnio prześladuje mnie motyw ptaka
/???/
Gdzie się nie rozejrzeć po chałupie to tylko ptaki i ptaki...
Na białej porcelanie jako zwieńczenie pokrywek- strach używać żeby nie uszkodzić..
Na fajansie i kolorowej porcelanie....
Jako,, stacze,, występują- wielki kogut z Chicago /prezent od Przyjaciółki /oraz szklany kogucik od Synów
Jako dekor na ścianie w kuchni - ptaszki z Cepelii. Wszyscy je mają.
Dzisiaj zaś kupiłam tę cudną parkę pawi z metalu.
Jak widać jest się czym inspirować...wiec trudno się dziwić ze jedna z moich kolekcji nosiła tytuł,, Wolna Jak Ptak,,
A co słychać w szkole ?...Ano cały czas do przodu zegar rwie i zrobiliśmy postępy - ale o tym w następnym poście.
piątek, 24 czerwca 2011
GDZIE CI MEZCZYŻNI????.....?
W mojej ukochanej Zwoli... tam gdzie ma stanąć Chata- objawiło się ostatnio jednocześnie z 10 jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej. A to za przyczyną pożaru po sąsiedzku.
Pewna pani tak się upoiła alkoholem, że przeoczyła fakt zaprószenia ognia . Była by się spaliła na amen, gdyby nie jej syn , który wprawdzie takoż upojony ale widać nie tak głęboko-zdołał ostatnim rzutem zaalarmować okolicę,po czym padł, został reanimowany i zabrany do szpitala.
Pożar - szczęściem niewielki-został sprawnie ugaszony, ale co się strażaków najechało..... Można było oczów napaść. Te samochody z pełną elektroniką, te syreny wyjące na maxa... TEN TESTOSTERON.
I taka myśl się nasuwa przy tejże okazji -że ci nasi politycy to nie wszyscy do d... są i potrafią tylko psuć. Bo taki np. premier Pawlak- nie wchodząc w szczegóły i pewne prywatno - personalne rozgrywki - to coś naprawdę dobrego po sobie zostawił.
Bo wszak zostawił tych strażaków właśnie ... a raczej ich kompletne umundurowanie, nowoczesne samochody strażackie i sprawne sikawki/ cokolwiek to znaczy./
I jak patrzyłam jak się panowie uwijają, jak są zaangażowani i pełni poświęcenia , jakie maja poczucie misji- to zrozumiałam dlaczego w lokalnych społecznościach są otoczeni takim szacunkiem , a każdy dorastający młodzieniec chce wstąpić do straży pożarnej i tym samym zostać pasowany na prawdziwego mężczyznę...
Panowie , chłopaki, RYCERZE WY NASI- dziękujemy ze czuwacie, stoicie na straży naszego bezpieczeństwa i dóbr
DZIĘKUJEMY ZE JESTEŚCIE Z NAMI.
Pewna pani tak się upoiła alkoholem, że przeoczyła fakt zaprószenia ognia . Była by się spaliła na amen, gdyby nie jej syn , który wprawdzie takoż upojony ale widać nie tak głęboko-zdołał ostatnim rzutem zaalarmować okolicę,po czym padł, został reanimowany i zabrany do szpitala.
Pożar - szczęściem niewielki-został sprawnie ugaszony, ale co się strażaków najechało..... Można było oczów napaść. Te samochody z pełną elektroniką, te syreny wyjące na maxa... TEN TESTOSTERON.
I taka myśl się nasuwa przy tejże okazji -że ci nasi politycy to nie wszyscy do d... są i potrafią tylko psuć. Bo taki np. premier Pawlak- nie wchodząc w szczegóły i pewne prywatno - personalne rozgrywki - to coś naprawdę dobrego po sobie zostawił.
Bo wszak zostawił tych strażaków właśnie ... a raczej ich kompletne umundurowanie, nowoczesne samochody strażackie i sprawne sikawki/ cokolwiek to znaczy./
I jak patrzyłam jak się panowie uwijają, jak są zaangażowani i pełni poświęcenia , jakie maja poczucie misji- to zrozumiałam dlaczego w lokalnych społecznościach są otoczeni takim szacunkiem , a każdy dorastający młodzieniec chce wstąpić do straży pożarnej i tym samym zostać pasowany na prawdziwego mężczyznę...
Panowie , chłopaki, RYCERZE WY NASI- dziękujemy ze czuwacie, stoicie na straży naszego bezpieczeństwa i dóbr
DZIĘKUJEMY ZE JESTEŚCIE Z NAMI.
| Koniec akcji - panowie wracają do wozu |
| Strażak w pełnym umundurowaniu Ochotniczej Straży Pożarnej |
czwartek, 28 kwietnia 2011
CHINA MADE IN ENGLAND
Wbrew pozorom nie będzie to post o Chińczykach zrodzonych w Wielkiej Brytanii ale o angielskiej porcelanie.
W UK pełną parą idą przygotowania do królewskiego ślubu co się przejawia w tym głównie że wizerunki następcy tronu i jego pięknej narzeczonej widnieją na ścierkach kuchennych, spinkach do włosów i ciasteczkach np.Poniżej widzimy biszkopty w kolorowym lukrze za jedyne 37 funtów.
Porcelany z wizerunkiem książęcej pary - takoż pełno. Jeden kubeczek w kolekcji mej -jest i teraz herbatę w nim pijam . Czarną, bez mleka.
Porcelanę z wizerunkami miłościwie im panujących zbieram od dawna i uważam zbiór ten za jeden z zabawniejszych w mojej kolekcji, choć niektóre egzemplarze maja już po 50 lat. Ostatnio kupiłam np filiżankę z podobizna JKM wydana na okoliczność Jej koronacji w 1963 roku.
Teraz seria ,, pałacowa,, - czyli scenki rodzajowe , damy dworu itp, itd. Kilka motywów notorycznie się powtarza i są urocze.
Kupuję je w sklepach Armii Zbawienia, Czerwonego Krzyża czy innych organizacji charytatywnych i nie powiem - mam z tym sporo radochy.
Poniżej przedstawiam zestaw wsiowy czyli dla odmiany wizerunki z angielskiego zadupia ale także reprodukcje mistrzów malarstwa.
No i na końcu moje ukochane- bo naiwne i złocone - RÓŻYCZKI.
Porcelana w róże od dawna tradycyjnie ofiarowywana bywa z okazji ślubów, rocznic i innych rodzinnych uroczystości . Na stronach Wedgwood,a - np jest osobny dział temu. poświęcony . I po latach w sklepie ze starociami kupujemy takie cuda ze stosownymi napisami..
Zasadniczo zbiory te są tworzone z myślą o szkole. Oczywiście nie będą stać na stole razem , wymieszane ze sobą. Myślałam o zderzeniu z bielą lub kremem - co pozwoli na ujednolicenie całej kolekcji i wydobędzie urodę ornamentów. Od jakiegoś czasu jestem też fanką porcelany LOU ROTA.Stare talerze z wyprzedaży czy graciarni zostały odmienione przez nalożenie kalkomanii z motywem owada , ptaka czy ryby.
Szalenie mi się to podoba , bo designerskie , staroświecko - współczesne i eko . A jakby tak fragment wycinanki łowickiej wrzucić?
W UK pełną parą idą przygotowania do królewskiego ślubu co się przejawia w tym głównie że wizerunki następcy tronu i jego pięknej narzeczonej widnieją na ścierkach kuchennych, spinkach do włosów i ciasteczkach np.Poniżej widzimy biszkopty w kolorowym lukrze za jedyne 37 funtów.
Porcelany z wizerunkiem książęcej pary - takoż pełno. Jeden kubeczek w kolekcji mej -jest i teraz herbatę w nim pijam . Czarną, bez mleka.
Porcelanę z wizerunkami miłościwie im panujących zbieram od dawna i uważam zbiór ten za jeden z zabawniejszych w mojej kolekcji, choć niektóre egzemplarze maja już po 50 lat. Ostatnio kupiłam np filiżankę z podobizna JKM wydana na okoliczność Jej koronacji w 1963 roku.
Teraz seria ,, pałacowa,, - czyli scenki rodzajowe , damy dworu itp, itd. Kilka motywów notorycznie się powtarza i są urocze.
Kupuję je w sklepach Armii Zbawienia, Czerwonego Krzyża czy innych organizacji charytatywnych i nie powiem - mam z tym sporo radochy.
Poniżej przedstawiam zestaw wsiowy czyli dla odmiany wizerunki z angielskiego zadupia ale także reprodukcje mistrzów malarstwa.
No i na końcu moje ukochane- bo naiwne i złocone - RÓŻYCZKI.
Porcelana w róże od dawna tradycyjnie ofiarowywana bywa z okazji ślubów, rocznic i innych rodzinnych uroczystości . Na stronach Wedgwood,a - np jest osobny dział temu. poświęcony . I po latach w sklepie ze starociami kupujemy takie cuda ze stosownymi napisami..
Zasadniczo zbiory te są tworzone z myślą o szkole. Oczywiście nie będą stać na stole razem , wymieszane ze sobą. Myślałam o zderzeniu z bielą lub kremem - co pozwoli na ujednolicenie całej kolekcji i wydobędzie urodę ornamentów. Od jakiegoś czasu jestem też fanką porcelany LOU ROTA.Stare talerze z wyprzedaży czy graciarni zostały odmienione przez nalożenie kalkomanii z motywem owada , ptaka czy ryby.
Szalenie mi się to podoba , bo designerskie , staroświecko - współczesne i eko . A jakby tak fragment wycinanki łowickiej wrzucić?
Subskrybuj:
Posty (Atom)









