O DOMU

Chata jest stara, bardzo stara. Na jednej z belek stropowych ma wyciosaną datę 1830. Gazety , którymi wyklejone były jej ściany są równie wiekowe.Pieczołowicie zdjęłam to co się dało zdjąć i zrobię z nich kiedyś piękny collage.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 października 2011

KAMIEŃ WĘGIELNY

Kamień węgielny  pod szkołę został położony. Wmurowany nie będzie - jako, że jest za duży, no i   szkoda takie cudo wkładać w beton.
Było tak.
Wuj- czas jakiś temu wyorał na polu wielki głaz. Odciągnął go na bok -bo potwór przeszkadzał w pracach  rolniczych. Kamień leżał , leżał i mchem przecudnie porastał, bo nie było nikogo kto zechciał by go przenieść na bardziej eksponowane miejsce. Aż do czasu gdy nowa właścicielka - miłośniczka natury i kamieni wszelakich postanowiła na polu chałupę pobudować. A jako ze fart  zawsze miała to trafiła na pana - co zakładawszy na owym gruncie kanalizację- okazał się również wielkim  miłośnikiem głazów. I nie dość że kamień  przełożył / przy pomocy danego mu ciężkiego sprzętu/ na miejsce właściwe i  ostateczne- to jeszcze zrobił to całkowicie gratis. Rzecz niesłychana co?
A poza tym porozmawiali sobie państwo o właściwościach kamieni , zastosowaniu i zbiorach co to je oboje posiadają...No swój swojego zawsze pozna.
Tak więc  kamień zwany dalej - węgielnym - już leży w Ogrodzie Którego Jeszcze Nie Ma  ,otaczającym Chatę Której Jeszcze Nie Ma....
Schizofrenia  normalnie -ale miłego pana  od kamienia i kanalizacji zapraszam na kawę i ciasto. Zawsze.

Na razie  sytuacja wygląda tak. Plac budowy został zaorany , wiosną wysiejemy trawkę, której część się zapewne wydepcze przy budowie, ale przynajmniej po kątach nie będzie chwastowiska.
Przyłącze kanalizacyjne wykonane. Dokumenty poskładane i czekamy na zgodę na budowę. Jest nadzieja , ze może jeszcze wylewkę się w tym roku uda zrobić. Niecierpliwie stukam obcasikami . Jeden dom już budowałam i wiem jakie to jest cudne uczucie  gdy się mury pną do góry...
A poza tym miałam ostatnio bardzo fajną sytuacje bo  zatelefonowała  pani redaktor z miesięcznika ,, Dobre Rady .,   W numerze świątecznym ma się ukazać artykuł o tradycjach rodzinnych więc mogłam  poopowiadać o kołowrotku i krosnach mojej Babci , o rękodziele - czyli o tym co naprawdę lubię . Następnie przyjechała Pani fotograf i robiła zdjęcia kołowrotkowi i mnie.

Bohater reportażu  w pełnej zakurzonej krasie.
Był  pretekst, żeby wreszcie zdjąć sprzęt ze strychu i przyjrzeć mu się dokładnie. Ku mojemu zdziwieniu - mimo upływu lat jest w niezłej formie. I jeszcze do tego znalazłam ręcznie strugane części starego motowidła. No normalnie skarby jak z bajki...

sobota, 16 lipca 2011

ZENONÓWKĘ CZAS ZACZĄĆ

Odebrałam wreszcie projekt miejsca gdzie ma stanąć szkoła.
Siedlisko będzie się nazywać ,,ZENONÓWKA,, na cześć mojego zmarłego przed blisko rokiem  krewnego a zaprojektował je inżynier Zbigniew Szepietowski-  prywatnie mój wuj.

Jest bardzo duże. Wymiary 37m na 95 m dają nam blisko 3000 m. W planie spory budynek mieszkalny dla mnie i kursantów oraz 2 pracownie, parkingi i sad.Cały czas intensywnie  poszukuję i oglądam okoliczne ,wiejskie chałupy. Myślę ze najsensowniej będzie zestawić dwa typowe domy razem na mieszkanie i 2 chałupy osobno - jako pracownie.

Na razie to tylko idea . Stosowne dokumenty zostały złożone w Urzędzie Gminy i teraz będą dwa miesiące akceptowane. Potem projekty architektoniczne , przyłącza i pozwolenie na budowę, która zapewne ruszy dopiero wiosną.
 Stało się też tak, że z odziedziczonego w Zwoli pola i lasu w ilości 5 ha zrobiło się  nagle 11,5 ha . Fakt  ten napawa mnie niezmiernym optymizmem, jak i to ze dział spadku udało się szczęśliwie doprowadzić do końca i przynajmniej na jakiś czas będę mogła odpocząć od   koszmaru z którym  przyszło mi się w ostatnim czasie zmierzyć.


Jednakowoż...dziękuję teraz  i kłaniam się nisko  pokoleniom moich krewnych za to- że dzięki ich ciężkiej pracy mogę  biec przed siebie po swojej ... SWOJEJ ziemi  z rozłożonymi rękami i śpiewem na ustach.
Że będę mogła zrealizować  marzenia.
Że mogłam powrócić do DOMU.
Bezcenne-czyż nie??
Wszak za wszystko inne można zapłacić kartą Mastercard. Zwłaszcza złotą....
Zdjęcia pochodzą z oglądanej niedawno podlaskiej chaty

piątek, 24 czerwca 2011

GDZIE CI MEZCZYŻNI????.....?

W mojej ukochanej Zwoli... tam gdzie ma stanąć Chata- objawiło się ostatnio jednocześnie z 10 jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej. A to za przyczyną  pożaru  po sąsiedzku.
Pewna pani tak się upoiła alkoholem, że  przeoczyła fakt  zaprószenia ognia . Była by się spaliła na amen, gdyby nie jej syn , który wprawdzie takoż upojony ale widać nie tak głęboko-zdołał ostatnim rzutem zaalarmować okolicę,po czym padł, został reanimowany i zabrany do szpitala.
Pożar - szczęściem niewielki-został sprawnie  ugaszony, ale co się strażaków najechało..... Można było oczów napaść. Te samochody z pełną elektroniką, te syreny wyjące na maxa... TEN TESTOSTERON.
I taka myśl się nasuwa przy tejże okazji -że ci nasi politycy to nie wszyscy do d... są i potrafią tylko psuć. Bo taki np. premier Pawlak- nie wchodząc w szczegóły i pewne prywatno - personalne rozgrywki - to  coś naprawdę dobrego po sobie zostawił.
Bo wszak zostawił tych strażaków właśnie ... a raczej ich kompletne  umundurowanie, nowoczesne samochody strażackie i sprawne sikawki/ cokolwiek to znaczy./
I jak patrzyłam jak się panowie  uwijają, jak są zaangażowani i pełni poświęcenia , jakie maja poczucie misji- to zrozumiałam dlaczego w lokalnych społecznościach są otoczeni takim szacunkiem , a każdy dorastający młodzieniec chce wstąpić do straży pożarnej i tym samym zostać pasowany na prawdziwego mężczyznę...
Panowie , chłopaki, RYCERZE WY NASI- dziękujemy ze czuwacie, stoicie na straży naszego bezpieczeństwa i  dóbr
DZIĘKUJEMY ZE JESTEŚCIE Z NAMI.
Koniec akcji - panowie wracają do wozu

Strażak w pełnym umundurowaniu Ochotniczej Straży Pożarnej

czwartek, 28 kwietnia 2011

CHINA MADE IN ENGLAND

Wbrew pozorom nie będzie to post o Chińczykach zrodzonych w Wielkiej Brytanii ale o angielskiej porcelanie.
W UK pełną parą idą przygotowania do królewskiego ślubu co się przejawia w tym głównie że wizerunki następcy tronu i jego pięknej narzeczonej widnieją na ścierkach kuchennych, spinkach do włosów i ciasteczkach np.Poniżej widzimy biszkopty w kolorowym lukrze za jedyne 37 funtów.

Porcelany z wizerunkiem książęcej pary - takoż pełno. Jeden kubeczek w kolekcji mej -jest i teraz herbatę w nim pijam . Czarną, bez mleka.
Porcelanę z wizerunkami miłościwie im panujących zbieram od dawna i uważam zbiór ten za jeden z zabawniejszych w mojej kolekcji, choć niektóre egzemplarze maja już po 50 lat. Ostatnio kupiłam np  filiżankę z podobizna JKM wydana na okoliczność Jej koronacji w 1963 roku.
Teraz seria ,, pałacowa,, - czyli scenki rodzajowe , damy dworu itp, itd. Kilka motywów notorycznie się powtarza i są urocze.
Kupuję je w sklepach Armii Zbawienia, Czerwonego Krzyża czy innych organizacji charytatywnych  i nie powiem - mam z tym sporo radochy.
Poniżej przedstawiam zestaw wsiowy czyli dla odmiany wizerunki z angielskiego zadupia ale także reprodukcje mistrzów malarstwa.
No i na końcu moje ukochane-  bo naiwne i złocone - RÓŻYCZKI.
Porcelana w róże od dawna tradycyjnie ofiarowywana bywa z okazji ślubów, rocznic i innych rodzinnych uroczystości . Na stronach Wedgwood,a - np jest osobny dział temu. poświęcony . I po latach w sklepie ze starociami  kupujemy  takie cuda ze stosownymi napisami..
Zasadniczo zbiory te są tworzone z myślą o szkole. Oczywiście nie będą stać na stole razem , wymieszane ze sobą. Myślałam o zderzeniu z bielą lub kremem - co pozwoli na ujednolicenie całej kolekcji i wydobędzie urodę ornamentów. Od jakiegoś czasu jestem też fanką porcelany LOU ROTA.Stare talerze  z wyprzedaży czy graciarni zostały odmienione przez nalożenie kalkomanii z motywem owada , ptaka czy ryby.
Szalenie mi się to podoba ,  bo designerskie , staroświecko - współczesne i eko . A jakby  tak fragment wycinanki łowickiej wrzucić?

wtorek, 22 marca 2011

W STARYM KUFRZE BABUNI...

W wiejskim, drewnianym DOMU w którym spędziłam dzieciństwo- było miejsce o którym mówiło się ,, komora,,. Ciemne duże pomieszczenie, ni to magazyn , ni to spiżarnia i wielka szafa....Tajemnicza izba , pełna zakamarków.
W czasach gdy nie było lodówek przechowywano w niej żywność czy magazynowano zboże.Dziwny panował tam klimat . .Zapach, półmrok ,stare sprzęty tworzyły atmosferę która mnie - małe dziecko z bujną wyobrażnią przyprawiała o dreszczyk na plecach. Nie wchodziło  się doń zresztą bez wyrażnej potrzeby ...nie przyszło by mi do głowy żeby się  w niej bawić .Jednakowoż jedna rzecz  stojąca tam wywoływała zawsze wypieki na moich policzkach...
BABCINY KUFER
Półkoliste wieko , ciężkie , masywne, otwierające się z jękiem...Przepastne wnętrze z Jej ubraniami pokrytymi ręcznym haftem, Boczna półeczka  na ksiażeczkę do nabożeństwa i niezwykle ważne zapiski....Oglądanie babcinych skarbów  miało posmak zakazanego owocu- cóż to była za przygoda i przyjemność.Kiedy otwierałam wielką ,  zielona pokrywę, a stare zawiasy chrzęściły i jęczały - miałam wrażenie ze zaraz , już , teraz -niczym Alicja w Krainie Czarów znajdę się po drugiej stronie lustra. Że wystarczy jeden mały kroki  i przeniosę się gdzieś w inny wymiar,w miejsce kompletnie nieznane , obce,pełne tajemniczych stworzeń o bliżej nieokreślonych kształtach- grożnych ale przedziwnie pociągających. Jednakowoż pokusa  zamknięcia się  w kufrze pryskała  wraz  z myślą , ze jeśli to zrobię .. to zniknę na dobre i nikt mnie już nigdy nie znajdzie.
Teraz  dopiero widzę jaką byłam szczęściarą... .Dzieci z miasta miały wprawdzie  wesołe miasteczko,kino i cyrk .ALE JA MIAŁAM    KUFER MOJEJ BABCI..
Dziś  ta stara zielona skrzynia z półokrągłym wiekiem stoi w moim domu .Jest bardzo pojemna , wiec fantastycznie przechowuje się w niej  rozmaite szpargały w stylu rolki  do filcowania.Nie jest zresztą jedyna. . Identyczną dostałam   kilka lat temu od Wuja Ryska i Cioci Heni. Należała do ich Matki
.Tak więc dwa bliżniacze kufry posagowe znalazły miejsce po obu stronach kanapy.
Tę piękną skrzynię na zboże, którą widać poniżej dostałam od Przyjaciółki. Stoi w sypialni w ,, nogach,, łózka i trzymam w niej pościel.

 W mojej  komorze,, do której nigdy nie wrócę....,, była jeszcze jedna skrzynia- wielka , przepastna i bardzo stara. Należała do prapradziadka Łukasza.
Wepchnięto ją w róg tak ciemny, że nie zdawałam sobie sprawy że jest malowana - co się okazało gdy została wyjęta na światło dzienne. Zajmuje teraz poczesne miejsce w  bibliotece. Stoi pod oknem  i przykryta  patchworkowym materacem-niczym wygodna kanapa, pozwala cieszyć się chwilą wytchnienia i dobrą książką
A dziś dołączyła do nich kolejna . Kupiona do CHATY piękna , ręcznie malowana , łowicka.

Powstaje pytanie ... gdzie ja sama będę niedługo mieszkać ... jak tu  zawita  kilka   kolejnych cudowności zakupionych z myślą o Chacie  Której Nie Ma....
I nie mam zamiaru poddawać je renowacji. . Boże broń.Umyłam  tylko .Odnowić- to zdjąć całą patynę,pozbawić historii, urody , wartości.Zmyć szczęśliwą pamięć chwil- gdy  być i nie-być oddzielone były od siebie jedynie krawędzią babcinego kufra.
Nie ma mowy ... zostanie tak jak jest.

niedziela, 13 marca 2011

,,FASHION SZO-PA ,,PROJEKT

NALEŻY  CZYTAĆ TAK Z FRANCUSKIM ZACIĄGIEM I STĄD TEN MYŚLNIK W SWOJSKIM SŁOWIE SZOPA
Otóż wspominałam czas jakiś temu o książce. ,, Perfect English Cottage,, .Świetna- polecam wszystkim miłośnikom starodawnych wnętrz i nie tylko. Ale w tejże książeczce jedno zdjęcie zainspirowało mnie szczególnie , no normalnie obuszkiem  w ciemię prawie-że dostałam.
Ros Byam Shaw opisuje dom i ogród pewnej młodej właścicielki sklepu internetowego. W ogrodzie widać szopę.Małą,zwykłą, angielską, na narzędzia ,A w niej skromnie , ale z wdziękiem urządzone miejsce do wypoczynku . Stare szafki, kuchenka ,czajnik fotel z pledem- bez wielkiego zadęcia.
No i niczym ,, Pomysłowy Dobromir,,doznałam ci ja OLŚNIENIA
Że przecież  też mam w ogrodzie szopę,jeszcze z budowy- normalnie antyk. I to nie jakąś na narzędzia , małą szopeczkę tylko ze 25 m/ kw. Prawdziwe salony.
 Może nic w tym by nie było szczególnego i w zasadzie nie ma się czym podniecać, ale postawcie się w mojej sytuacji.
Duży ogród jest , tak? Ptaszki śpiewają?Pszczółki , motylki i te rzeczy? Kwiatki kwitną jak szalone.?
Wprawdzie okresowo ,ale niezwykle bujnie - bo ja miłośnik liliowców/ hemerocallis/ jestem .A jak one kwitną w masie to nie muszę Wam tłumaczyć. Jeśli ktoś nie wie - to niech poczeka do lata na pewno wrzucę fotki. Dywany kwiatowe tu u siebie mam.Z całego świata ściągam  sadzonki
I teraz żeby popracować,, tfurczo,, to trzeba opuścić ogród , zejść piętro pod ziemię / bo pracownia w piwnicy jest / i siedzieć w tym mroku i zimnicy.A natura wzywa. Więc  w takim maju np.  robię wszystko, żeby tylko do pracy nie schodzić . Migam się ze hej. A tu?? - okazuje się ze jakby tak troszkę pomyśleć i wysiłku włożyć to by sobie człowiek mógł w słoneczku i na powietrzu tworzyć.
Weszłam więc do sieci i poszperałam trochę. NO I POPATRZCIE CO LUDZIE Z SZOPAMI NA NARZĘDZIA WYPRAWIAJĄ. MATKO JEDYNA...


Szalenie mi się  podoba. Te serduszka , krateczki , paseczki. stoliczki , ławeczki....Mniaaam . Zaraz sobie  podobnie zrobię. Moja szopa nie będzie taka słodka i  chyba nie chce mi się wszystkiego na biało malować ,ale pomyślimy i zadziałamy.Stan wyjściowy jest taki.

Latem wygląda znacznie lepiej bo ściany porosły dzikim winem . Będzie sporo pracy, ale od czego nieoceniony Kuzyn Tadeusz / ten od szpulek/na którego można zawsze liczyć.Jak tylko Poland Fashion Week obrobię to się zaraz za to zabieram.
A co w kwestii CHATY?Kupiłam ostatnio cudne drewniane zwieńczenie do kominka . Było  mocno popekane i nie wszystko dało się naprawić ale my przecież lubimy takie uszkodzone graty .. co?

poniedziałek, 7 marca 2011

POLSKIE ETNO

Kilka tygodni temu brałam udział w wystawie .. Etnokolekcja ,, zorganizowanej przez Warszawskie Muzeum Etnograficzne. I  w związku z tym kilka gazet- w tym Zycie Warszawy zwróciło się z prośbą o wywiad. Jako że znajdowałam się wtenczas  w UK -  rozmowy odbywały się przez telefon. A tematem był - ma się rozumieć - polski folk.
Padło miedzy innymi  takie pytanie  dlaczego tworzę w  tym stylu   np... wiec ja na to że zasadniczo nie tylko folk robię, ale  jeśli już  pytają  to odpowiedz może być jedyna sensowna .A mianowicie---,, BO TAK,,.Inne  warianty -to zwykła ściema i śmigła do malucha dorabiane.
/ Jeden przygodnie poznany znajomy opowiadał historię  o tym  ,co mówi świeżo zapoznanym pannom kiedy go pytają czym się zajmuje. Otóż zwykł odpowiadać ze śmiertelnie poważną miną , że śmigła do maluchów dorabia,/ Kupiłam i używam.
A wracając do folku - rozmawiałam wówczas z jedną miłą panią redaktor o inspiracjach i wpływie polskiej sztuki ludowej/ potencjalnym/ na kulturę światową.
Hm... z tą popularyzacją  i wpływem to nie wszystko zależy od nas - twórców. Raczej od speców od reklamy i  marketingu.  Ale możliwości są nieprzebrane. W końcu co i rusz widuje się kolekcje poświęcone sztuce i kulturze orientu , Meksyku,  Rosji czy Skandynawii.
Dla przykładu wejdzcie na stronę Gudrun Sjoden./ Gudrunsjoden.com\
Byłam tam i zakochałam się od pierwszego spojrzenia. Wzory ewidentnie zapożyczone ze  sztuki ludowej , po skandynawsku uproszczone i sprowadzone do roli znaku graficznego, wykorzystywane na tkaninach , ubraniach , elementach wnętrzarskich, Precyzyjnie czysto i na temat.
Nie rozumiem więc czemu nie mogla by inspirować rzecz tak piękna jak  kodra łowicka.Ten kawałek naszego folku ma się zdecydowanie najlepiej - jest bowiem  wykorzystywany przez artystów większych i mniejszych jako element dekoracyjny na torbach , biżuterii z dekupażu i żywicy, meblach, dywanach itp, itd. Byłby się nam już dawno zbrzydził i opatrzył gdyby nie był tak doskonały . Od dawna mi się marzy  biały wielki haft ze wzorem kodry np , na pościeli .A i dół od kiecki tak wyhaftowany mógłby się prezentować niezgorzej.Tylko koszt zaprojektowania takiego haftu - powoduje ze odkładam to na pózniej .


Znakomitym przykładem oddziaływania polskiego folku była np kolekcja,, Helena ,,Arkadiusa , która wstrząsnęła parę lat  temu   London Fashion Week,em - zapewniając autorowi wielką , choć niestety chwilową sławę.Ostatnio też widziałam w VOQUE reklamę ceramiki  w słynne kropeczki z Bolesławca w którym po reorganizacji zakładów ceramicznych powstała sieć małych przydomowych wytwórni i jak widać świetnie sobie dają radę.
Żałować trzeba że taki los nie stal się  udziałem    Koła czy Włocławka. Tam to dopiero  produkowali arcydzieła  a kiedy byłam 2 lata temu to  widziałam  tylko kubki z idiotycznymi niemieckimi napisami.Szkoda wielka.Bo  metody pracy,artystów i rezultaty mieli rewelacyjne.
CERAMIKA Z KOŁA MAL. HELENA MAJEWSKA 1997 ROK . ZBIORY WŁASNE AUTORKI BLOGA

ŻYRANDOL Z KOŁA I MOJEGO KUCHENNEGO SUFITU- W PEŁNEJ KRASIE

Jak widać możliwości mamy spore... nic tylko inspirować się i tworzyć Podglądać stare wzory oraz patrzeć jak to robią inni, co to już jakiś czas temu przewąchali jakie możliwości leżą w etno i zrobili z tego użytek .
A ja??Czemu folk ...???? Hmmmm...chyba z lenistwa ,bo tak naprawdę -  ze wsi dziewucha jestem i co  tam będę szukać jakiś obcych  wzorów ,motywów i inspiracji , kiedy tu  u siebie, pod bokiem- mam to co zdaje się być mi bliskie,piękne, polskie i  MOJE,,,

Ciekawi Was co słychać w CHACIE?
Ano zwariowałam już kompletnie bo kupiłam skrzynki  na kwiaty  z blachy ocynkowanej. Bardzo mi się ostatnio ocynk podoba . Mam fioła normalnie. I nie dlatego zwariowałam ze mi się podoba- bynajmniej , ale   miało to miejsce w Anglii i należało je zapakować do walizy  i przywiezć. Mój mąż  już nie reaguje  kiedy ja takie zakupy robię , Nawet głową nie kiwa. Tylko kiedy pokazałam mu piękną, ręcznie kutą latarnię do ogrodu... powiedział ze spokojem ,,NIE KUPUJ, NIE ZMIEŚCI CI SIĘ DO WALIZKI.,,

wtorek, 8 lutego 2011

PERFECT POLISH COTTAGE??

Ksiazeczkę nowa kupiłam. Tak .... jestem uzalezniona... Znowu  pryzma się w bibliotece na podłodze zrobiła ... nie ma gdzie połozyc nowych  ksiązkowych zakupów i na nastepny regał tez juz miejsca nie znajdę
Ale spokojnie - część wszak  przeniosę do chaty... zwłaszcza te  o filcu, hafcie  i wszelkim rękodziele  będzie się Wam po  skończonych zajęciach miło oglądało....
PERFECT ENGLISH COTTAGE- ROS BYAM SHAW z przepięknymi zdjęciami JAN BALDWIN wyczerpująco omawia  temat wnętrz angielskich chałup - romantycznych , gotyckich i glamour, prostych,  z artystycznym  zacięciem i barokowych. Jest coś poza tym w tej ksiazce takiego , ze się jej nie chce z rąk wypuszczac i ostatni tydzien spędziłam praktycznie z nosem pomiedzy jej kartkami. Dostarczyła mi wielu cennych inspiracji , pokazała jak chroniąc starą substancje domu ,jego i SWOJĄ historię - można szlachetnie i pieknie mieszkać. Rzecz to niesłychana - u nas-  żeby zyć w domu ze  starymi , może wielosetletnymi spękanymi tynkami, więzbą dachową z ręcznym zaciosem .
Gdzie nie wszystko jest wyszlifowane   na glanc  ...  i na grubo gładz gipsowa i akryl


Czasem w czasie podrózy przez Anglię zdarza mi sie zatrzymać i zrobić  parę zdjec. Uwielbiam te ich stare chalupy- gdzie kazdy kamień , okno jest potraktowane z uwagą , z miłoscią i nie zostało wymieniane na obskurny plastik - tylko dlatego ze miało sto lat .Wrecz przeciwnie ... normą są domy 300- 400 -  letnie , ciagle zamieszkałe. A u nas ? Chałupy? Albo obić sajdingiem i udawać ze tak jest pieknie , albo w skansenach.
Rzadko .. niezwykle zdarza sie taka np ,, Chata Magoda ,, i jej wspaniali mieszkańcy - Jagoda i Maciek / nie nie znamy się osobiscie , to nie jest krypto-reklama/którzy z miłością , wrazliwością starannością  restaurują starą substancję- przywracajac ją na nowo do życia.

A poza tym kupiłam lalkę. Obserwowałam ją już od dłuższego czasu... Leżała samotnie w graciarni- jakby czekając na mnie. Sprzedawca twierdził ze  pochodzi z lat 30 tych.... i nic nie wiedział o jej historii . Jest mocno uszkodzona. trzeba naprawić i starannie ubrać . Od dawna zbieram koronki - wiec nie będzie problemu z dziecinnym ubrankiem... Taaak... historia zatoczyła kolo ... przecież zaczynałam od ubranek dla lalek