Chłodno i mokro sie ostatnio zrobiło , więc spadam powoli z budowy. Kominek niestety nie wystarcza , żeby ogrzać te moje wielkie, otwarte przestrzenie.Dużo mi sie w tym roku udało ale elewacji nie zdążyłam zrobić. Zresztą nie bardzo do tego parłam. Fakt ze miałam inne rzeczy /budowlane/ na głowie ...ale też ciagle walczyłam ze sobą, bo nie wiedziałam jaką elewacje mam dać. Wiec nie przyspieszałam i chyba dobrze ,bo nie zrobimy jednak tynku akrylowego . Bedzie drewniana, niczym nie zabezpieczana , dębowa i w przyszłym roku . Dęby jeszcze w lesie , stoją i mają sie dobrze.
Wiec w domu zimno jest i wróciłam do miasta ,a na budowę dojezdzam tylko żeby rozliczyć majstrów i podziwiać co zrobli.
I tak oto.
Wykonane zostało pokrycie dachu i konstrukcja pod werandę. Niezłe sprzatanie mnie czeka na wiosnę...
Konstrukcja nad wejściem
Wejście - cd plus świetlik,
Kupiłam kiedyś na Allegro stare okno. Miałam robić autorski witraż czy fusing , ale w koncu dałam do oszklenia i poprosiłam żeby każdą płaszczyznę wykonano z innego szkła. I wyszło świetnie.
Bardzo ładnie nawiazuje do innych przeszkleń. choćby w drzwiach w dużym domu .gdzie też jest każda szybka inna.
Cudny ten świetlik. Prawda?
Jeszcze nie koniec prac przy werandzie -bo trzeba odeskowac i pokryc papą , ale stolarze już prace zakonczyli i zeszli z budowy.
Poza tym panowie S załozyli okna , okiennice i drzwi wewnętrzne.
Zła wiadomosć jest taka, że niestety wszystkie okna są do wymiany. Szkoda wielka- bo myślałam, że sie uda zachować oryginalne , ale przy rozkładaniu , składaniu i PROSTOWANIU chałupy , komletnie zmieniły się parametry i szpary są po 5 cm.
Widać?
Kurcze... bardzo żałuję.Mialam nadzieję ...
Będę musiała je jakoś we wnetrzu wmontować ,bo przecież porąbać nie dam.
Jednakowoż -jak to mówią,, kazdy kij ma dwa końce,, i się zamówi okna ,ktore będę otwierać jednym palcem.
Nie bójta się - drewniane będą. Ze szprosami..
Tyle że muszą być funkcjonalne bo to pracownia będzie i różne dziwne substancje czasem śmierdzą.
Na szczęscie drzwi są względnie proste , wejściowe też. Dostały nową futrynę, ale jeszcze nie są zamontowane bo odpadł stary zawias i szukamy drugiego oryginału.
Wszystkie zdjecia do sklepu na Etsy -ostatnio robię w chacie .I chyba sie podobają - sądząc po sprzedazy.. Tak, ma pracownia klimat , co dobrze rokuje.
A w second handzie w Zelechowie - udało mi się kupić takie dwie , blisko stuletnie firanki .
Haftowane ręcznie, wykończone koronką na siatce . Duże- idealne do saloniku w Chacie.
Zapłaciłam 11.90- bo tam tkaniny po 12 zł za kg są. Normalnie oczom i szcześciu swojemu nie wierzę..
Odgrażałam się w tamtym roku ,że już mi tylko gałeczki i firaneczki zostały, a tu przyszło pracownię budować i wszystkie damskie duperele musiałam odłożyc na pólkę.
Trudno...
A wiecie ?Razem z werandą pracownia będzie miała 300 m kw.
O matko, ale wypas.
Rozbuchałam sie ,,kiejby jałowica na koniczynie,,
Uściski
-Gaja
Ps.
Jałowica- to był ulubiony tekst moich kolegów z klasy z liceum , którzy nasze dziewczęce wygłupy zwykli kwitować cytatem z Reymonta.
Gdzie sa chłopcy z tamtych lat.....
,,SZUKAŁEM TEGO W PARYŻU, SZUKAŁEM W BERLINIE I RZYMIE. A TO ZA OKNEM BYŁO . I MIAŁO POLSKIE IMIĘ,, JULIAN TUWIM
O DOMU
Chata jest stara, bardzo stara. Na jednej z belek stropowych ma wyciosaną datę 1830. Gazety , którymi wyklejone były jej ściany są równie wiekowe.Pieczołowicie zdjęłam to co się dało zdjąć i zrobię z nich kiedyś piękny collage.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SZMATKI DO CHATKI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SZMATKI DO CHATKI. Pokaż wszystkie posty
sobota, 29 października 2016
czwartek, 28 kwietnia 2016
,,SPOD ŚCIEGU,,CZYLI JAK PODAROWAŁAM SOBIE ODROBINĘ LUKSUSU/ ZNOWU/
Oto praktyczny rezultat ostatnich ćwiczeń.Etui na aparat fotograficzny i cudna torba/ kieszeniowiec na przydasie.
Wykonane z tkanin, lnów, bawełny ,kawałków haftów , koronek z panelami z autorskiego druku. Przeszywane prosto , w całości.
Pokrowiec na aparat fotograficzny. Od niedawna mam nowego canona 600 D a dotychczas używałam firmy Fuiji. Canon jest aparatem zdecydowanie lepszym , ale awaryjnym. Obiektyw zepsuł się po dwóch miesiącach używania i akurat wtedy gdy modelki wychodziły na podest. No stosowniejszego momentu nie było..
Ale już na samym początku mojej z Canonem znajomości. - zepsuł się pokrowiec. ...Oczywiście strzelił główny suwak jako że torba była generalnie żle zaprojektowana i za mała na aparat. Więc zrobiłam sobie porządne etui -bo sprzęt fotograficzny powinien być przechowywany w pokrowcu. Mój jest trochę większy od oryginału , mieści swobodnie wszystkie kable i ładowarkę. Wyścielony został kilkoma warstwami pikówki- dla większego bezpieczeństwa sprzętu.
Z tyłu kieszonka na porządny suwak. Dwie po bokach i długi pasek. Można nosić przełożony przez pierś i mieć wolne ręce.Do prania w pralce.
I odrobinę luksusu podarowałam sobie - wreszcie , bo popełniłam coś bez czego nie wiem jak żyłam dotychczas - a mianowicie płócienny kieszeniowiec na wszystkie podstawowe rzeczy przydatne w moich artystycznych działaniach.
Podstawowe.
Kieszenie na nożyczki, okularki/ niestety/ i nici. Wielka kieszeń na szkicownik .
Słodka książeczka na igły i szpilki z zapięciem na guzik z masy perłowej. Wszyta na stałe, nie zgubi się
Kieszenie na akwarelowe kredki, cienkopisy i ołówki, na temperówkę , centymetr i klej.
Kiszenie na wszystko...
Bazą całości - jest len, naszywany ,aplikowany kawałkami starych haftów, koronek czy tkanin z totalnego odzysku. Wykończony cieniutka koronką z recyklingu. Każda kieszeń jest zapinana na patki i guziki z masy perłowej.
Całość bardzo pakowna i do noszenia w formie torebki na długim regulowanym pasku.
W związku z zaposiadaniem pokrowca- kieszeniowca doczekałam dnia gdy nie będę znaczyć trasy swojego przejścia -zgubionymi mazakami , cienkopisami i notatkami. Wszystko mam teraz w jednym , zamkniętym na głucho, wygodnym etui.
A luksus?- TRZY DNI ROBOTY.
Całe trzy dni dla siebie???? Prawie jak SPA...
ŚCISKAM
GAJA
wtorek, 26 kwietnia 2016
OPOWIEŚCI MALOWANE IGŁĄ/ OD MASZYNY/
Czas jakiś temu dostałam z Amazona dwie książki, które jak się okazało stały się dla mnie bardzo ważne.
,, STITCH STORIES ,, - autorstwa Cas Holmes i ,,CONNECTED CLOTH,, Cas Holmes i Anne Kelly.
Twórczość Cas Holmes miałam okazję wielokrotnie podziwiać w czasie londyńskich targów w Alexandra Palace.
Niezwykłe ,subtelne, przezierne kolaże z elementami haftu i druków, cieniowane, transparentne- robiły zawsze duże wrażenie i były niezwykle inspirujące.
W Google sporo jest na jej temat -bo to bardzo pracowita pani jest . Zachęcam do zapoznania się z jej niezwykłą , intymną, osobistą twórczością.
Anne Kelly - stoi trochę w cieniu swojej sławniejszej koleżanki. Bo jak z lektury wynika -panie pracują, tworzą wspólnie i bardzo polecają ten typ artystycznych relacji - jako szalenie inspirujące działania.
W moim przypadku- twórczość Anne Kelly sprawiła ,ze doznałam tzw iluminacji i z pewnoscią będzie to miało wpływ na dalsze moje działania.
Anne używa techniki kolażu, fantastycznie łączy ze sobą kawałki starych map, skrawki tkanin, zdjęcia a jej twórczość ma subtelny , osobisty wyraz i jest opowieścią o życiu autorki. O jej kobiecości, intymności i wrażliwości.
Ale popatrzcie na ŚCIEG
Anne używa jednostajnego ściegu hafciarskiego , którym fenomenalnie łączy , zespala wszystkie fragmentu układanki i tworzy jednolitą, wykończoną tkaninę.
Oglądąjąc jej prace doznałam tzw odkrycia roku.
Tkanina artystyczna, sztuka włókna to zaraz po modzie następna moja miłość i pasja. Interesuje mnie , czytam, oglądam i sama robię. Najbardziej fascynują mnie te techniki, które są prostą formą zapisu.
ZAPISU TU I TERAZ,
ZAPISU CHWILI , STANU, UCZUĆ W TYM MOMENCIE.
Collage jest jedna z nich- ulubioną , ale wyrafinowaną i trudną sztuką . Komu się wydaje, że wystarczy tylko złożyć do kupy parę ścinków- niech spróbuje i zobaczy...
Tyle że ułożyć- to jedno Układanie, komponowanie .to jest czysta przyjemność i zabawa ale potem trzeba to jakoś połączyć ,pozszywać i wtedy czar pryska, Kolor nitki i ścieg potrafią narobić dużej szkody . a ornamenty obleciane dookoła precyzyjnym zygzakiem stają się ważniejsze od pozostałych
JA BYŁAM DOTYCHCZAS MISTRZYNIĄ ŚCIEGU...
Kurcze.. doprowadziłam swój zygzak do perfekcji... i po co.
Anne zaś ze ściegu zrobiła dekorację,podporządkowała go sobie , swojej twórczości i jak dla mnie to jest genialne odkrycie.
Oczywiście zrobiłam próby...
,, STITCH STORIES ,, - autorstwa Cas Holmes i ,,CONNECTED CLOTH,, Cas Holmes i Anne Kelly.
Twórczość Cas Holmes miałam okazję wielokrotnie podziwiać w czasie londyńskich targów w Alexandra Palace.
Niezwykłe ,subtelne, przezierne kolaże z elementami haftu i druków, cieniowane, transparentne- robiły zawsze duże wrażenie i były niezwykle inspirujące.
W Google sporo jest na jej temat -bo to bardzo pracowita pani jest . Zachęcam do zapoznania się z jej niezwykłą , intymną, osobistą twórczością.
Anne Kelly - stoi trochę w cieniu swojej sławniejszej koleżanki. Bo jak z lektury wynika -panie pracują, tworzą wspólnie i bardzo polecają ten typ artystycznych relacji - jako szalenie inspirujące działania.
Anne używa techniki kolażu, fantastycznie łączy ze sobą kawałki starych map, skrawki tkanin, zdjęcia a jej twórczość ma subtelny , osobisty wyraz i jest opowieścią o życiu autorki. O jej kobiecości, intymności i wrażliwości.
Ale popatrzcie na ŚCIEG
Anne używa jednostajnego ściegu hafciarskiego , którym fenomenalnie łączy , zespala wszystkie fragmentu układanki i tworzy jednolitą, wykończoną tkaninę.
Oglądąjąc jej prace doznałam tzw odkrycia roku.
Tkanina artystyczna, sztuka włókna to zaraz po modzie następna moja miłość i pasja. Interesuje mnie , czytam, oglądam i sama robię. Najbardziej fascynują mnie te techniki, które są prostą formą zapisu.
ZAPISU TU I TERAZ,
ZAPISU CHWILI , STANU, UCZUĆ W TYM MOMENCIE.
Collage jest jedna z nich- ulubioną , ale wyrafinowaną i trudną sztuką . Komu się wydaje, że wystarczy tylko złożyć do kupy parę ścinków- niech spróbuje i zobaczy...
Tyle że ułożyć- to jedno Układanie, komponowanie .to jest czysta przyjemność i zabawa ale potem trzeba to jakoś połączyć ,pozszywać i wtedy czar pryska, Kolor nitki i ścieg potrafią narobić dużej szkody . a ornamenty obleciane dookoła precyzyjnym zygzakiem stają się ważniejsze od pozostałych
JA BYŁAM DOTYCHCZAS MISTRZYNIĄ ŚCIEGU...
Kurcze.. doprowadziłam swój zygzak do perfekcji... i po co.
Anne zaś ze ściegu zrobiła dekorację,podporządkowała go sobie , swojej twórczości i jak dla mnie to jest genialne odkrycie.
Oczywiście zrobiłam próby...
Jako ŚCIEG wybrałam zwykłe proste przeszycie i rezultat mnie zachwycił. Jednostajne linie ujednolicają tkaninę, tworzą całość a jednocześnie rozmywają poszczególne elementy odbierając im sporo z pierwotnej wyrazistości- co ja odbieram na plus.
A rezultat tego wszystkiego taki jest ,że mogę się bez stresu przymierzyć do długo planowanej sagi pt,, W GŁĘBI DUSZY,, Tkanin, serwetek i ścinków nazbieranych- cala pólka , nici przyszykowane i nawet ŚCIEG wybrany...proszsz...co za ulga.
Grunt to sobie dobra książeczkę kupić bo tak naprawdę - w mojej twórczości , dla mnie, istotna jest lekkość tworzenia i tzw luz w nadgarstku.
ŚCISKAM
WASZA
ZAINSPIROWANA GAJA
niedziela, 21 lutego 2016
WZIĘTE Z SUFITU
Byłam znowu u stolarza- Pana Adamczyka z Celestynowa. To jest zawsze jedna z większych przyjemności związanych z moją budową. Głównym powodem było zamówienie skrzyneczek do ekspozycji fragmentu kolekcji starych lalek.
Tu widzimy pierwsze trzy - które będą umieszczone w przeszklonych kasetkach.Tę z prawej - dostałam od Haneczki - mojej cudnej przyjaciółki i bratniej duszy. Nie znam jej wartości, ale dla mnie jest niezwykle cenna a poza tym -rzadka. Egzotyczna, z biskwitowa twarzą i oryginalnym ubraniem. Musi być eksponowana w zamknięciu- bo kurz i możliwość uszkodzenia.
Srodkową kupiłam kilka lat temu w UK ,w antykwariacie. Lata trzydzieste i ubranie trzeba uszyć, ale mam sporo nazbieranych , starych haftów, batystów -więc się to zrobi niebawem.
Od dawna śledzę strony poświęcone starym lalczynym ubrankom i idea jest ,ale czasu nie ma - bo kolekcja, zadęcie, buty , nakrycia głowy i cały ten pokazowy cyrk- tuż tuż.
Lalka po lewej została kupiona na targu staroci. Jest z paper- mache i musiała być przechowywana w wilgoci -bo twarz bardzo spękana.Wygląda to dość upiornie , ale jest autentyczne i naprawiać nie będę. Należało pomyśleć jednak o zamkniętej skrzyneczce - żeby nie pogarszać sprawy.Ubranie jest współczesne, wiec trzeba będzie przyodziać porządnie , po projektancku.
A pamiętacie dziewczyny -jaka to była przyjemność bawić się lalkami, ? Szyć im piękne ubrania/?Ja będę to robić znowu i to na legalu.
Cudny powrót do czasów dzieciństwa...
Od dawna śledzę strony poświęcone starym lalczynym ubrankom i idea jest ,ale czasu nie ma - bo kolekcja, zadęcie, buty , nakrycia głowy i cały ten pokazowy cyrk- tuż tuż.
Lalka po lewej została kupiona na targu staroci. Jest z paper- mache i musiała być przechowywana w wilgoci -bo twarz bardzo spękana.Wygląda to dość upiornie , ale jest autentyczne i naprawiać nie będę. Należało pomyśleć jednak o zamkniętej skrzyneczce - żeby nie pogarszać sprawy.Ubranie jest współczesne, wiec trzeba będzie przyodziać porządnie , po projektancku.
A pamiętacie dziewczyny -jaka to była przyjemność bawić się lalkami, ? Szyć im piękne ubrania/?Ja będę to robić znowu i to na legalu.
Cudny powrót do czasów dzieciństwa...
Mówiłam, że miałam świetny pomysł z tą budową??
Poza lalkami - przywieżliśmy do pana Adamczyka drewno na podłogi parteru.
Kiedyś były to deski a raczej grube dechy tworzące sufit. Zakładając ze zostały położone przy budowie domu- pochodzą z 1830 roku. Za moment - będą miały 200 lat.
NO LUDZIE KOCHANI... DWUSTULETNIA PODŁOGA- CO ZA WYPAS....
NO LUDZIE KOCHANI... DWUSTULETNIA PODŁOGA- CO ZA WYPAS....
Oczywiście kilka razy była o nie awantura i w ostatniej chwili zostały z krzykiem wydarte z łap kolejnej ekipy- która chciała zrobić z nich podpory, albo szalunek ,albo rusztowania.
I było patrzone na mnie jak na wariatkę -bo o co chodzi tej babie ? PO CO KOMU TAKIE STARE DESKI. ??
A teraz stolarz oszlifował , przyciął je starannie i popatrzcie jaka będzie podłoga.
To jest świerk, Pożółkły ze starości , stwardniały szlachetny i piękny.W oryginale dechy były długie i szerokie ,ale pan Adamczyk jest z tych majstrów ,z dawnego pokolenia- co musi być wszystko równe , bez dziur , krzywizn i wyszlifowane na glanc. Wiec mowy nie było żeby dziury po nyplach/ tyblach załatać i zostawić. Drewno zostało pocięte na krótkie i węższe fragmenty ,ale to chyba dobrze bo lekko krzywe dechy były.
To tylko mały fragment obrobionego na nowo - dwustuletniego surowca. Zdaje się ,że na cały parter wystarczy
No czy nie cudnie. ?
Poza obróbką podłóg- pan Adamczyk przerobił mi jeszcze szafkę pod płytę kuchenną.Dołozył 30 cm ,, do pleców,,pogłębił blat , wyciął otwór na kuchnię i zrobił nowe półki.
Szafka w stylu kolonialnym - będzie dobrą podstawa do masywnego , rzeżbionego okapu.To był ostatni brakujący element z wyposażenia kuchni, bo zmywarka też już dostała starą obudowę .. Pozostało tylko zamontować to wszystko razem i pomalować na jasno.
I niejako z biegu pooprawiałam trochę starych , nazbieranych tekstyliów.Padło na gorsety,które włożyłam w ramki,na płasko.
Na pierwszy ogień poszły dwa łowickie, krakowski i żywiecki. A poza tym znalazłam w kącie zapomniany, malowano - haftowany portret góralskiej parki. Troszkę nie w moim stylu , ale technika ciekawa.
Twarze zostały namalowane, reszta jest starannie haftowana jedwabiem. Zapewne ślubne,góralskie monidło. Ramy nieco tandetne ale oryginalne - więc zmieniać nie będę
Dobrze się bawię ostatnio .Prawda?
To takie ,, struganie ołówków ,,przed rozpoczęciem sezonu budowlanego...
Ściskam
Wasza- GAJA
Dobrze się bawię ostatnio .Prawda?
To takie ,, struganie ołówków ,,przed rozpoczęciem sezonu budowlanego...
Ściskam
Wasza- GAJA
niedziela, 20 grudnia 2015
ZŁOTO /Z SH/ DLA WYTWAŁYCH
Po second handach chodzę niejako - zawodowo. Od lat kupuję tam co ciekawsze tkaniny, hafty i dodatki -typu okucia,klamry etc.Ostatnio te działania bardzo przybrały na sile - jako że mam duży dom do wyposażenia, a program jaki jest - to każdy czytelnik mojego bloga wie.
Nie , snu mi z powiek nie spędza fakt , że to co kupuję jest nie wiadomo skąd. Piorę,myję starannie i używam.
Faktem jest ,że okoliczne second handy są na medal i kupuję w nich prawdziwe skarby.
Kolory trochę przekłamane ale urodę tkanin widać- mam nadzieję.
Ręcznie tkana i podhaftowywana tkanina, Gigantyczna i piękna. Pierwotnie musiała być jakąś dekoracją na konia albo wielbłąda, Ma 2,80 na 1,40. kosztowała 100 zł bo po 12 zł za kg.U mnie bedzie traktowana jako kilim, a to z powodu braku wielbłąda - oczywiście.Zdjęcie niestety nie oddaje szlachetności ręcznie tkanej materii.
Prawdziwe , staroświeckie lny z wzorami vintage i haftowane poduszki- to już standard. Mam tego tyle ,ze nie mieszczą się w wielkiej bibliotecznej szafie- która bieliżniarke chwilowo udaje. Ale jak się to wszystko rozejdzie po pokojach to i tak mało będzie - wiec ciągle kupuję.
Haftowane , stare poduchy zostaną zaprezentowane wiosną , cała kolekcja. Sama z chęcią sobie na nie popatrzę i pomyślę co dalej.
Zaopatrzenie w moich ulubionych sklepach zawsze było świetne, ale ostatnio przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Po pierwsze kupiłam kilkadziesiąt metrów przepięknej pasmanterii .. a wystarczy popatrzeć w necie na cenę takich dodatków - żeby zrozumieć dlaczego ten zakup ucieszył mnie szczególnie,,,
A oprócz tego na półce , a raczej na stercie -leżały sobie spokojnie i czekały na mnie cepeliowskie sumaki.
TERAZ BĘDZIE SERIA ZDJĘĆ.
Wszystkie sygnowane z logo CEPELIA LEZAJSK. Skąd to się wzięlo w SH w Miastkowie na Boga???
Kupiłam 31 sumaków. TAK. 31 - NIE MA POMYŁKI. Wzięłam wszystkie.
W końcu ,kiedyś biblioteka w tym domu zacznie działać. I trzeba będzie kupić jakieś kanapy, sofy i fotele a potem zrobić im nowo- stare , wyszukane, autorskie obicie...
Na przykład takie patchworkowe, Wiem ,wiem -to straszliwie ograny temat jest.. Ale jakby tak zamiast oklepanego ,obcego nam Suzani - wrzucić nasze swojskie , polskie sumaki z kogutami, babami z maselnicą czy nawet rycerzem to by chyba fajnie było ? No i kolor subtelniejszy by to dzieło miało
I co wy na to?
Dobry pomysł?
Fajnie się będzie wtulić w taką sofkę z ksiażeczką o rękodziele??
A teraz będzie niespodzianka . Ogłaszam candy. Jeden sumak z wojem do wylosowania. Spory jest, sygnowany , z frędzlami/140/42/
Można mieć na własność swojego rycerza, Biały koń zostanie dodany gratis - jak tylko się w SH taki sumak trafi....
Zasady jak zawsze.
Losowanie w Sylwestra.
Ściskam
Wasza - Gaja
Ps. Spoko...kanap wprawdzie jeszcze nie ma, ale książeczki są . Pełno jest. Następny post o nowych craftowych ksiażeczkach
Nie , snu mi z powiek nie spędza fakt , że to co kupuję jest nie wiadomo skąd. Piorę,myję starannie i używam.
Faktem jest ,że okoliczne second handy są na medal i kupuję w nich prawdziwe skarby.
| Kilimy 12 zł za kg |
Haftowane , stare poduchy zostaną zaprezentowane wiosną , cała kolekcja. Sama z chęcią sobie na nie popatrzę i pomyślę co dalej.
Zaopatrzenie w moich ulubionych sklepach zawsze było świetne, ale ostatnio przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Po pierwsze kupiłam kilkadziesiąt metrów przepięknej pasmanterii .. a wystarczy popatrzeć w necie na cenę takich dodatków - żeby zrozumieć dlaczego ten zakup ucieszył mnie szczególnie,,,
A oprócz tego na półce , a raczej na stercie -leżały sobie spokojnie i czekały na mnie cepeliowskie sumaki.
TERAZ BĘDZIE SERIA ZDJĘĆ.
Wszystkie sygnowane z logo CEPELIA LEZAJSK. Skąd to się wzięlo w SH w Miastkowie na Boga???
Kupiłam 31 sumaków. TAK. 31 - NIE MA POMYŁKI. Wzięłam wszystkie.
W końcu ,kiedyś biblioteka w tym domu zacznie działać. I trzeba będzie kupić jakieś kanapy, sofy i fotele a potem zrobić im nowo- stare , wyszukane, autorskie obicie...
Na przykład takie patchworkowe, Wiem ,wiem -to straszliwie ograny temat jest.. Ale jakby tak zamiast oklepanego ,obcego nam Suzani - wrzucić nasze swojskie , polskie sumaki z kogutami, babami z maselnicą czy nawet rycerzem to by chyba fajnie było ? No i kolor subtelniejszy by to dzieło miało
I co wy na to?
Dobry pomysł?
Fajnie się będzie wtulić w taką sofkę z ksiażeczką o rękodziele??
A teraz będzie niespodzianka . Ogłaszam candy. Jeden sumak z wojem do wylosowania. Spory jest, sygnowany , z frędzlami/140/42/
Można mieć na własność swojego rycerza, Biały koń zostanie dodany gratis - jak tylko się w SH taki sumak trafi....
Zasady jak zawsze.
Losowanie w Sylwestra.
Ściskam
Wasza - Gaja
Ps. Spoko...kanap wprawdzie jeszcze nie ma, ale książeczki są . Pełno jest. Następny post o nowych craftowych ksiażeczkach
Subskrybuj:
Posty (Atom)






