O DOMU

Chata jest stara, bardzo stara. Na jednej z belek stropowych ma wyciosaną datę 1830. Gazety , którymi wyklejone były jej ściany są równie wiekowe.Pieczołowicie zdjęłam to co się dało zdjąć i zrobię z nich kiedyś piękny collage.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zycie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 lutego 2018

PALĘ GUMĘ..


Nie ..no ..spoko... Nie dosłownie.
Tylko jak zwykle na przedwiosniu nie mogę się doczekać kiedy się zacznie...
A sezon będzie masakryczny w tym roku.
Elewacje na dwóch budynkach.
Dach na pracowni.
Podjazdy i melioracja terenu.
Orynowanie.
Sufity.
Schody..
Że o drobiazgach typu taras,wykończenie garażu czy okładzina ścian z kamienia- nie wspomnę.
Ale jestem pełna dobrych mysli i dobrej energii.
I tu po raz kolejny chciałam podkreslić leczniczą siłę rekodzieła. Bo chorowałam tej zimy- długo i ciężkawo.Wprawdzie tylko na grypę, ale juz wcześniej nie czułam sie najlepiej.
A kiedy po trzech tygodniach wstałam wreszcie z łozka-  miałam wrażenie kompletnego, skrajnego wyczerpania i zmęczenia.Dopadła mnie opryszczka,afty, łamały mi sie paznokcie/ a ja mam szpony/..
Ogólnie fatalnie było.
Więc wdrożyłam  program naprawczy.
Starałam się bardzo dobrze odzywiac i byłam w tym wyjątkowo/ jak na mnie/ konsekwentna i uważna.
Kupiłam sobie np. naczynie do kiełkowania nasion i spożywałam skiełkowaną rzodkiewkę ,fasolkę mung ,słonecznik ,por w jakiś mega ilościach.
  Pomyslałam  też o duszy i zapisałam się na szereg kursów reodzielniczych - żeby nie mieć czasu myslec o moim fatalnym samopoczuciu.Nie pochylać sie zanadto nad tym stanem i nie kontemplować go..
I wiecie co??????
Zadziałało genialnie.
Bo minął miesiąc z okładem , a ja jestem jak skowronek.Siły wróciły i nózkami żwawo przebieram .
Jak młódka - normalnie.
Zapisałam sie na zajęcia z ikonopisania,bo chcę wrócic do malarstwa olejnego i trzeba rekę rozmalowac.Przy okazji odbyłam jeszcze szkolenie ze złoceń na pulment i szlifowałam nożem agatowym wzory na złocie .
Nie mam jeszcze nic zrobionego na gotowo, bo kończę dopiero pierwszą ikonę.  W domu trochę szkiców na papierze jest-bo raz w tygodniu jeżdząc na Mokotów to się wiele wyćwiczyć nie da.

Wiec startuję w czwartki na 9. 30 do Warszawki .Ja?????????? o 9 , 30???????????
O tej porze to  się spać kładę zazwyczaj.Ale jak widać -jak trzeba to można..
I po zajeciach w Sztukarni - lecę sobie do Ceramiq na Chełmską i tam też się znakomicie bawię.
Porcelanę wypalam, tę z koronek -o której kiedys pisałam,że sie uczę jak swoje koronkowe składy wykorzystać.

Oto porcelanowo-koronkowy klosz w fazie biskwitu. Kremowa pocelana i ażury..czyste piękno.
Tu żyrandol z zamontowaną oprawą,powieszony i podswietlony...

I koronkowe przeswity...
Nie pamietam kiedy tak podobało mi się coś co sama zrobiłam. Zazwyczaj jestem bardzo krytyczna dla swoich działan twórczych i ich skutków.
Najwiekszy komplement  i notę jaką sobie  sama mogę  wystawić to jest,, no niezle,, lub ,, obleci,,
Ale temu abażurowi dałam 6,0
Kedy go po raz pierwszy trzymałam w rękach ,po wyjęciu z pieca- dosłownie mowę mi odjęło.
Ta subtelność,kruchość, delikatność. 
Ta kremowa porcelanka...
 Bardzo, bardzo, bardzo podoba mi sie ten klosz.
I jeszcze wiem jak i gdzie go można zastosowac .. i trzeba.
BO WŁASNIE WYMYSLIŁAM SOBIE OSWIETLENIE DO PRACOWNI..
Wiecie ...ja nie pisze tutaj o wszystkich problemach jakie sie pojawiaja w zwiazku z budową moją.
Miejsca by nie starczyło, a i nie chce mi sie ciagle trudne tematy omawiać
Ale w ubiegłym sezonie przez cały czas wałkowalismy z Panem Rafałem - Elektrykiem jeden problem
Jak oswietlić pracownię- żeby było estetyczne, dobre swiatło.
I ćwiczylismy ledy, swietlówki i rózne inne,
Pan Rafał wieszał, zdejmował, wieszał i zdejmował i nic sie nie nadawało.
Bo powszechnie dostępne swiatło tzw techniczne jest paskudne..
A teraz juz wiem-zrobi sie porcelanowe ample albo zwisy nad stołami - tak po 2-3.
Cudnie będzie  i widno bo biała porcelana pokryta lekko błyszczacym szkliwem daje fantastyczne, jasne , ciepłe- ludzkie światło.
No miodzio - normlnie.
I jak tu sie zle czuc?
Sciskam
Wasza Gaja
/w ostrej fazie przygotowywania do nastepnychs szkoleń/



poniedziałek, 29 maja 2017

OKROPNY MAM DYLEMAT... TO TEMAT NA POEMAT...

Wspominałam juz ze, na płytki do pracowni czas przyszedł i wybrac coś trzeba.Wprawdzie wylewka jeszcze nie zrobiona, ale  Henryk S.obiecuje, że zaraz będzie....Jeszcze tylko ziemniaki trzeba posadzic i siano skosić...Może za tydzień  wyleją   a i cement związać musi.Więc jakies trzy tygodnie mi zostało na namysł i zakup.
I tak oto..
W piątek przyjechały zamówione klasztorne pocięte cegły.

Wyglądają tak.
Poprzebarwiane , w plamy , wdzięczne, staroświeckie ale porowate i cięzko będzie domyć.
Jednakowoż można będzie farby rozlewać i sie nie stresować bo jedna plama więcej nie zrobi różnicy..A że sie co i rusz coś w pracowni rozleje to jest pewne.
Tu widać cegły  w zestawieniu ze ścianami. No mięcho jest, ale czy nie za ciemno...?

Oto płytki szare, dość neutralne, z subtelnym wzorkiem w stylu shabby chic. W sumie w kolorze cementu,Była jeszcze wersja  w jasnym kremie i beżu.Oczywiscie wypożyczyłam ze sklepu i zrobiłam przymiar, ale nie nadawały się- bo razem z drewnianymi scianami dawały efekt pudełka z kartonu.
Okropność.
Oto wybrane płytki plus  drewniana ściana.W rurkach schowane sa przewody elektryczne i wszystko przykryje  druga pozioma  izolacja .
I wreszcie podłoga trzecia,którą wypatrzyłam dzisiaj
Plamiasta jak trzeba i  na niej to już całkiem nie będzie nic widać, Ale czy nie za nowoczesna aby do  starej chałupy..

NO I ?????
Którą mam kłasć?
Tak żeby sie nie pienić i za dwa lata nie skuwać?

Uściski
Gaja

Ps. powstaje pytanie czemu z miliarda płytek dostepnych na rynku wybrałam własnie te?
Ano- bo we wzorek nie moga być- bedzie nam przed oczami latać
Beżowe- i jest  jak w pudle
Brązowe mam w kuchni od 20 lat i patrzeć na brąz nie moge
Gres szary - jest dobry do MC Donalda i za nowoczesny do stuletniej drewnianej chałupy.
Czarna podłoga- a kto ją posprzata.?
Biała- j/w
Ceramiczna imitacja drewna -nie znoszę imitacji
Prawdziwe drewno- plus farby i woda z filcowania-jaki lakier to wytrzyma?
itp itd
I uwierzcie mi ... myslę o płytkach do pracowni i przyglądam sie im od ubieglego roku...A raptem wynalazłam trzy nadające sie rodzaje.
ALE WYPAS.

środa, 24 maja 2017

O NOWYM SUFICIE PIOSENKA, O NOWYM SUFICIE SĄ SŁOWA...

Przechwaliłam..
Mówiłam ,że zielone już jest na wierzchu i powietrze inaczej pachnie,a potem się wiosna dwa miesiące spóżniła,,,,świnia jedna.
A razem ze spóżnioną wiosną opóżnił się znacznie front robót w chacie.
Zimno było i mokro. Paskudnie.
 Nikomu sie z domu wychodzic nie chciało,mnie też.
Ale pomimo tego pan S . jednak ułożył w pracowni sufity parteru -czyli podłogi piętra.
Zużyte zostały wszystkie,nadajace sie , stare deski ze starej chalupy.Nie było tego bardzo dużo- więc na jedno pomieszczenie zabrakło.ale na szczęście w okolicy rozbierac się bedzie kolejny stary dom i zamówiłam drewno porozbiórkowe..
Oczywiście trzeba bedzie oczyścić wszystko z farby ,bo się łuszczy i odpada-ukazując kolejne ,narosłe przez 100 lat kolory. Nawet nie czyściła bym tego bardzo, gdyby nie fakt ,że połowa  dech jest brązowa -bo z podłogi , a połowa multi- pastelowa z sufitów.

Fajnie jest móc sobie wejść na pietro i poskakac po podłodze., podziwiając oryginalny shabby chic..ale raczej trzeba to bedzie wyrównać...Tak nie zostanie.
Jak widac na fotografii-  stare, stuletnie dechy są nadal w dobrym stanie. Pan S mówił mi, ze czasem nie mógł ich przeciąć- takie cholery twarde były.
Będzie piękna podłoga, Ze szparami,uszkodzeniami i artefaktami- słowem taka jak trzeba...
Mój syn Piotr i pan S w trakcie prac montazowych.
No i z amerykańskich drzwi zrobiliśmy użytek.Pierwsze z osmiu sztuk-  zostały zamontowane pomiędzy pracownią i garażem. I nawet się zamykają..

Cieszę sie jak dziecko z małych nawet postępów ,bo to są kolejne kroczki i punkty na dłuuugiej liście rzeczy do zrobienia.


Młodszy synuś - wraz z kolegą Piotrem ,wykonali pewnego dnia okropną,acz konieczną robotę- a mianowicie zdjęli ze scian starą malature i brud.Nie, nie zepsuł mi sie aparat- tylko taki kurz był. 


U Pana Adamczyka - zamówiłam sobie suszarkę do prania.Dębową, z dekorami. Bedzie pomalowana na biało z przecierkami i na stałe zakotwiona w ogrodzie.Koniec z wywracajacym sie przy  byle wiaterku-aluminiowym badziewiem, Koniec z wieszaniem prania byle gdzie , bo tam gdzie by trzeba to zawsze majstrom przeszkadzało....
Będzie zrobione raz a dobrze i kto tę konstrukcję konstrukcję naruszy, ach biada jemu ,za życia biada i biada jego złej duszy...

Mistrz Aamczyk wyciął też dekory do bramy nad furtką.Takiej -wiecie-z rózami i powojnikami  nad wejściem. ..Zdjęcia niebawem bo jeszcze nie skończona.
Ale powojniki juz kupiłam i róze zasadzone w ubiegłym roku..
Ale za to skończone i pomalowane jest ogrodzenie od frontu i wyglada uroczo...
A juz szczególnie z kwitnacymi magnoliami,które zimę jakos przetrzymały...

I makatek trochę pooprawiałam. Tu widzimy -mistrza Adamczyka jak bierze obstalunek na ramy
W ramki i za szkło - poszedł też stary wiktoriański,czarny zakiet. Porwany jak trzeba...jedwabny, pieknie uszyty.
Będzie stosowną dekoracją w pracowni...
Bo wiecie..
Okna parteru praktycznie gotowe,
W nastepnym tygodniu zrobią ostatnie izolacje podłogi.
Pan Rafał - elektryk szalał od marca i pomimo zimna -elektryka zrobiona.
 Wodę i kanalizację rozprowadził Michał S- jeszcze w ubiegłym roku.
  A dziś zamówiłam płytki podłogowe
I... JA SIE W CZERWCU WPROWADZAM....

No moze w lipcu....trzeba byc realistą...
Sciskam
Gaja

sobota, 11 marca 2017

LUUUUDZIE... WIOSNA IDZIEEEE.

Jakoś tak się w tym roku wczesnie zaczęło. Tzn tu u mnie, na podlaskim Mazowszu. I nie to żeby  całkiem słodko było... Na podwórku wpada się po kolana w rozmiekłą, rozdeszczona glinę i z wlewajacym sie w gumiaki błotem - szybko sie do domu zmyka .
Ale juz zielone kiełki na wierzchu są, powietrze inaczej pachnie i nadzeja jest , wiara jest.
.
Zdecydownie. pierwsze co zrobie to melioracja terenu.

Stoję w blokach , jak to ja - paranoiczny narwaniec. Psychopatka co sie wykonania wyroku doczekac nie może,  normalnie. Jakbym nie wiedziała co to znaczy  wykonczeniówka.Jakbym juz domu kiedys nie budowała....
Wypomnijcie mi - prosze, tę niecierpliwośc jak zacznę od połowy sezonu, mniej - więcej, łzy lać i pisac ,że mnie budowlańcy  wykończą.
 Ok?.
 Dobrze mi to zrobi i wezme wszystko  na klatę z pokorą . Obiecuje.

Leeecz...

Dostałam zdjecia z sesji zsjęciowej z ubiegłego lata i nadziwić sie  nie mogę jaki piekny klimat sie udalo uzyskać  w tej mojej prwizorce.Oczywiście wielka to zasługa Pauiny Zygmunt/ modelka / i Jerzego Stalegi/ fotograf/
Ale namiastka wnetrza na tej fotografii też przyjemnie wygląda.
Ja wiem, że na podłodze jeszcze beton ,a na suficie błekitna markiza z mojej sypialni , ale  widać, że wkrótce ładnie tu będzie.




Oto piękna Paulinka na tle ściany zewnetrznej iubrania z kolekcji,, Spod Śniegu,,.
Kiedy zimą było  mi smutno i żle, to sobie tę sesję- skapaną  w  zwolskim , ekologicznym słoncu  oglądałam i się nakręcałam
NO TO TERAZ MAM .



Pan Adamczyk z Celestynowa poreperował wszystkie stare ramiaki i drzwi z Hameryki. Dorobił futryny  , oszklił  nowym/ starym./ szklem i juz gotowe - czekaja na transport do Zwoli.

Jeszcze nie wiem   gdzie beda wmontowane  stare łukowate okienka, ale zapewne niebawem sie na nie jakies miejsce znajdzie. I jak znam swoje zycie, to sie okaże, że bez tych okienek to ono sensu by żadnego nie miało.

Temat drzwi  wydaje sie byc zakonczony bo z Chicago dostałam osiem i kazałam przywiezc ze wsi te wszystkie co je przez lata na Allegroo kupowałam. Tez futryny dostaly i kleska urodzaju jest
Zastanawiałam sie ostatnio gdzie by tu w Zwoli scianke dobudowac bo chyba za duzo tych drzwi mam a niektóre bardzo ładne.Podwójne, z szybkami i te sprawy.
Zabieram na razie do domu a potem sie zobaczy.

W kwietniu zaczynam . Albo pod koniec marca. Teraz musze skonczyc kolekcję. , odbyc pokaz w Gdańsku i Krakowie. Bo Poland Fashion Week  sie chyba raczej nie odbedzie. Kilka razy przekładali termin, ostatni jest wyznaczony  na kwiecień  ,ale nic nie słychac  , a eventu takiej skali sie nie da w dwa tygodnie przygotowac. Szkoda bo impreza była zacna. Wiem bo dwa razy bralam udział.. no i nagrode/ pokaz/ chciałam odebrac - jako ze mój film miał najwyzsza ogladalnosc ze wszystkich edycji i wygrał.
Chyba nie odbiore...
Zamiast latac po wybiegach będę teren sprzatac -bo tez niezłe widowisko stanowi.
Pobudowlany skład drewniany  tu mam , ale juz pierwsze próby zagospodarowania i uporzadkowania poczyniłam.
Kuzyn Zbigniew D, ułozył mi kilka  cudnych stogów i  stałam sie fanka takiego sposobu przechowywania drewna. Nie potrzeba zadnej drewutni. Porzadnie ułozone i przykryte /wkrótce/ moga sobie stac kilka lat i naprawde fajnie wygladaja.
Cale to pobudowlane drewno tak ułoże i bede miala spokój, i opał na lata.Jeden  stóg zbudowany został  przy samym ganku ,zebym nie musiala daleko po drewno chodzic i to był fantastyczny pomysł.Trzeba mu tylko jakies pdłoże stałe zrobic. Kamienne moze... bo teraz na paletach stoi  i obciachowo to wyglada,

Stukam kopytkami ,wytrzymac nie moge i juz mnie nosi- jak widac. Jakbym za duzo czasu miała ., a nie jest tak, zapewniam - bo praca przy kolkcji zawsze bardzo absorbuje , i czas , i uwage żre.
Ale tytuł kolekcji jest  , BE HAPPY ,, i kolory wsciekłe, energetyczne ,wiec moze stad to wiosenne ADHD.


POZDRAWIAM WAS SERDECZNIE, KOLOROWO,WIOSENNIE I SŁONECZNIE.

WIDZIMY  SIE PO 24 MARCA.

WASZA - ,,BE HAPPY,,

GAJA

sobota, 3 września 2016

DETEKTYW INWEKTYW- CZYLI POST O TYM JAK BEATCE DRZEWO Z LASU UKRADLI I CO Z TEGO WYNIKŁO


Stan z dzisiejszego popołudnia
Jednego popołudnia przyjechała na rowerze G.-przyjaciółeczka moja serdeczna i zdyszana woła od progu..
Słuchaj ,, mój kuzyn widział dziś  rano jak w twoim lesie jeden facet z Zabruzd wycinał sosnę, a potem załadował ją i wywiózł traktorem.Kuzyn poznał jego traktor i wie co to za człowiek.
On mieszka tam pod lasem i jest ogólnie znany z tego ,że wycina cudze drzewa....

Nic z tego kochana - mówię.  Onegdaj pan S.-wyciął wszystkie moje sosny.Zobacz- tam leżą pocięte na bale, bo  dopiero co był tartak i pocięliśmy.Więc to ukradzione drzewo nie należy do mnie.To sosna sąsiada...

Ale G , nie odpuszcza .
Idz -mówi- do pana S.i się go zapytaj . Niech sprawdzi ,bo to nie może być tak ,że ci drzewo z lasu na bezczelnego wycinają a ty nic nie robisz..

Dobra,pódę i pogadam... odpowiadam dla świętego spokoju,ale pewna jestem, że to pomyłka , bo moje sosny  wycięte  jak jedna.
 I przy okazji dowiem się jeszcze ,jakim cudem pan S przywiózł 15 drzew a odznaczylismy 8.
Nie tylko Jezus Chrystus umiał dokonać cudownego rozmnożenia, bo pan S też to  potrafi jak widać...
Ciekawe który sąsiad przyleci z krzykiem...

Wiec idę i roztłumaczam panu S- jak jest... że była G, że kuzyn, że sosna , ple, ple ple...
Pan S.mówi  ,że  to ukradzione -stanowczo nie moje , tylko pana B.
A te 15 drzew rozmnożone z ośmiu -to dlatego, że zle policzyliśmy.
Ok ,,, no to luz,,, wracam do domu , myśląc, ze mam wolne popołudnie..

Oj naiwna ,naiwna, naiwna jak dziecko we mgle...

Bo panu S coś nie dawało spokoju..Wsiadł na swój  czerwony motor marki Honda, wcisnął na głowę biały kask , starannie zapiał pod brodą skórzane paski, dociagnął sprzączki i pojechaaaaaaał na drugi koniec wsi porozmawiać z panem G
 .Bo pan G ma  84 lata ,posiada las obok mojego i dokładnie wie gdzie przebiegają granice naszych działek.
I z tej rozmowy  wynikły dwa fakty...
Że po pierwsze primo- ja mam dwa razy tyle lasu niż myślałam,że mam.
A PO DRUGIE PRIMO -ŻE TO BYŁA JEDNAK MOJA SOSNA.

I wówczas pan S. oczien wnerwiłsia/jak mawiał jeden znajomy aktor - któremu się zdawało ,że zna rosyjski/
Bo nie będzie tu jakiś ch...j z Zabruzd pluł nam w twarz...
Wsiadł pan S ponownie na swój czerwony motor marki Honda i wcisnął biały kask na głowę.. Pojechał do tego gościa spod lasu i nie wiem co mu nawinął ,ale  po godzinie facet znalazł się na  moim ganku , przeprosił i wypłacił mi należność za drzewo.
Cała akcja trwała nie więcej niż 6 godzin..

Policja?  a po co Policja ...?
Wystarczył jeden detektyw inwektyw ... plus czerwony motocykl marki Honda i biały kask.na mądrej głowie pana S.

Ściskam
wasza - bogatsza o sto złotych i pół hektara lasu.

-GAJA

ps
Kuzyna przyjaciółeczki w życiu na oczy moje nie widziałam. W sąsiedniej wsi mieszka./ podobno/.Za lasem.Nie mam pojęcia najmniejszego co i gdzie posiada.
On zaś zna mój stan posiadania o wiele dokładniej niż ja- jak się okazuje.
A wniosek z tego taki płynie, że jak by się tu, w Zwoli- człowiek z kimś zadał... no z mężczyzną jakimś, intymne- dla przykładu... To po godzinie  - w Zabruzdach, Swidrze i Baczkowie wiedzieli by ile razy gość szczytował..
Oj ,muszę, kurde- uważać..
Oto piętro pracowni.Widać na co poszły sosny?








niedziela, 24 lipca 2016

CO PANIĄ INSPIRUJE?



Oto jedno z najczęstszych pytań zadawanych przez dziennikarzy i komentatorów mojej radosnej twórczośći..
,, CO PANIĄ INSPIRUJE?
A zaraz potem zykle pytają..
SKĄD TE KOLORY I JAKIM CUDEM UDAJE SIĘ PANI JE POŁĄCZYĆ?
Oto odpowiedz...








Mój ogród,
Letni, monotematyczny , rózany i  liliowcowy,
Morze kwiatów,
Falbanki, platki, oczka i gardziele do uwielbiania , podziwiania i obcałowywania.
Jedyne miejsce gdzie tak naprawdę się modlę. Bo choć nie jestem bardzo religjna -tutaj, w moim ogrodzie , szczerze dziękuję Bogu za jego dzieło...

O liliowcach zaś - mam w tym roku pewną historie do opowiadania
Jest w Polsce kobieta , pani która hoduje przepiękne, własne odmiany, siewki i rejestruje je w Stanach Zjednoczonych . To jest długa i kosztowna procedura  i w związku z tym zarejestrowane liliowce pani Grażyny Świątkowskiej  mają światową cenę/ ok 100 dol.za sadzonkę/
Na odmianę ,, Warmia,, czekałam dwa lata.
Warto było, bo ta odmiana wiąże nasiona- co u nowoczesnych krzyżówek nie zdarza się często. Jak każdy miłośnik - chcę mieć własne siewki i zapylam, zapylam i nic. A ,, WARMIA,, cytując panią Grażynę-,,przyjmuje wszystko niczym w domu rozpusty,,
Więc kupiłam.
Posadziłam w pełnym słońcu - tak jak liliowce lubią.
Trzęsłam się -bo drogi i wyczekany
Aż pewnego wieczoru moja Niunia postanowiła sobie schować kość na póżniej
W ogrodzie...
Który ma  powierzchnię 3, 500 m/kw
Gdzie zakopała??
NO??
Oczywiście na ,, WARMII,, kawałkujac sadzonkę na drobne odcinki- swoimi wielkimi.wilczymi łapskami ..
No to koniec... myslę sobie. Tego żadna roślina nie zniesie. Liliowce wytrzymują rozjechanie traktorem ,koniem, autem ale psie łapy i na kawałki - to chyba za wiele.
Ręce mi opadły ,ale resztki wsadziłam w ziemię... bo na kompost  sto dolców to mi szkoda było wyrzucić.
I co?
Jest ,, Warmia,,
Słaba, pojedyncza sadzoneczka ale jest.Tyle , że nie kwitła.... no jeszcze czego...
O kochane moje liliowce - nie do zabicia.
Polecam do każdego ogrodu- z wyjątkiem miejsc w pełnym cieniu.
Na szczęście stają się coraz bardziej popularne i łatwo je kupić ,np na Allegro..
Kiedy kwitną, miesiącami,w masie , setkami pąków -to jest dopiero widok i inspiracja...
Sciskam
Wasza szczęśliwa
Gaja

czwartek, 14 stycznia 2016

HALINA-LWIE SERCE

Tuż przed świętami Panowie S, przywieżli  ze wsi stare , dwustuletnie deski, które pierwotnie stanowiły sufit w Chacie . Grube, piękne, spatynowane jak trzeba, będą teraz podłogą- po stosownej obróbce .  Złożone i okryte starannie -czekały od lata na transport do stolarza. Przy przekładaniu do samochodu okazało się, że pod nimi , w jamie- ,bezdomna suczka powiła dwa szczeniaki płci żeńskiej. Malutkie, zaniedbane, okleszczone biedactwa. Dzikie ,nieufne, gryzące potworki - nie bardzo nawet wychudzone...  widać matka dbająca była. Niestety suczki nie ma - gdzieś biedna przepadła.
Pojechałam tam natychmiast. Jedno ze szczeniąt trafiło do państwa S, którzy wprawdzie mają już kilka psów ,ale wzięli jeszcze jednego.
Bogu dzięki -są na tym łez padole dobrzy ludzie..
 Drugie szczenię zabrałam ja. Najpierw dwa dni trwały próby odłowienia tego -skrajnie dzikiego i nieufnego stwora  którego mordka tak pięknie teraz z  fałd śpiwora wystaje.
Oto Halina- czyli czwarty już zwierzak na pokładzie.
Od świąt minęło  sporo czasu , ale nadal nie ma mowy żeby Mała dała do siebie podejść czy wziąć na ręce. Miesiące bez człowieka zrobiły swoje. Kiedy widzi ,że ktoś z domowników zbliża się do niej -ucieka w panice. Strach jest silniejszy-  jak dotąd  . Jedyne miejsce gdzie  jesteśmy w konfidencji to moje łóżko.

Oto zdjęcie które zatytułowałam,,NIEZBĘDNIK PROJEKTANTA.,, Przedstawia  zawartość łózka ,utensylia i towarzystwo .
Tak się teraz pracuje nad nową kolekcją mili państwo.
Do mojego łóżka Halina ma stosunek nabożny. Tu następuje mizianie, wywalanie brzucha do masowania, zaglądanie w oczy, przytulanie i spanie z chrapaniem. To jest miejsce na totalne oswajanie .W łóżku- dzika i nieufna  Halina zmienia się w miękką,przeciągającą się pieszczochę - zwaną Serdelem.


Tu się nie boimy, nie uciekamy a wyciągnięte ręce nie są zagrożeniem ,lecz służą do głaskania.
Ale - jeju- jak to małe chrapie...Gdyby to był mój mąż- udusiła bym poduszką.
 Popatrzcie jak to jest, że u zwierząt wcale mi to nie przeszkadza,- wręcz ułatwia zasypianie.Tyle że muszę uważać jak się układam ,bo zawsze gdzieś jest Halina.
Z tym moim łóżkiem to w ogóle sprawa jest przedziwna.
Wielkie , rzeżbione ręcznie w ptaki i zakrętasy,  z  kolumnami i baldachimem -poczęło i  wychowało ze mną dwóch synów. Wytrzymało ich  choroby , wygłupy i harce. Było świadkiem wzlotów i upadków, tu następowały czułości i zwierzenia a moi chłopcy mogli  się wylegiwać , spać i  chronić w nim  przez długie lata.
Pozwalałam  im na to.
Wprawdzie po tym jak mi pewna moja koleżanka zrobiła pranie mózgu -że ,, jak to?? takie stare chłopaki i w łóżku ?z matką? no coś podobnego?/?,,- poszłam do psychologa i zapytałam czy coś żle robię- bo mi intuicja podpowiadała zgoła inaczej.. A pani psycholog odpowiedziała, że jak najbardziej dobrze- bo liczą się intencje. I jeśli moje dzieci znajdują tu bliskość  i bezpieczeństwo to niech się tak dzieje dopóki same z łóżka nie pójdą.
I chłopcy w swoim czasie poszli , ale jeszcze  lubią się przytknąć , choć na chwilę.
 Położyć się w nogach, strategicznie  - w zasięgu matczynych rak bo może po główce smyrnie... i opowiedzieć jak było na imprezie z której własnie nad ranem wracają.To nic ,że widno już jest... Matka ma nienormowany czas pracy..Do południa się wyśpi.

Jakiś czas temu mnie zgniewało... to łóżko jest wielkie, ciężkie -oznajmiłam, ze rozbieram . Dekory wmontuję w ściany w Chacie, a tu kupie normalne.. no powiedzmy 130 cm.
Rany Boskie co się działo..
Zapanowało święte oburzenie . Mam absolutnie zakazane  myślenie o podobnych breweriach...
Nawet mój maż powiedział ze ,, ON ZABRANIA,,
Przysięgam , że  w moim małżeńskim życiu - to był pierwszy wypadek kiedy mąż czegokolwiek zabronił.
Chyba przyjdzie mi uszanować.... w mordę jeża.....

A poza tym gdzieś muszę oswajać mojego nowego psa...

Niunia- też się pięknie  małą zajęła. Czasem śpią razem, przytulają się i bawią- bo duża suczka ma dopiero półtora roku. Kiedy widzę Halinę wczepioną swoimi mlecznymi zębami w niuńskie czarne fafle- myślę sobie ,że ,,Stara,, ma nieskończone pokłady cierpliwości. Dobrze wybrałam dużą sukę. Poprosiłam hodowcę o najłagodniejszego psa z miotu i on przyniósł Niunię. Pokochałyśmy się od pierwszego wejrzenia i mimo ,że po chwili  pan pokazał pozostałe szczenięta - widziałam już tylko ją.  Wprawdzie mój mądry,myślący, subtelny Owczarek Niemiecki - na psa stróżującego się nie bardzo nadaje -bo reprezentuje zerowy poziom agresji, ale za to jest wielkim przyjacielem domu i czułą opiekunką


Psem stróżującym zostanie   u nas w domu Halina.- to jest pewne Na każdy szmer, hałas - to małe stworzenie reaguje przerażliwym  jazgotem. Będzie  klasycznym ,,dzwonkiem,,Na obcych też szczeka przy czym jako ,, obcy ,, są traktowani wszyscy- poza mną. Tak wiec co rano mój syn Stefan jest systematycznie obszczekiwany.
Niestety nie cała rodzina jest zachwycona pojawieniem się nowego domownika....
Brunhilda postanowiła się dobrowolnie internować . Dobre do tego jest każde  pudełko czy reklamówka/ o ile jest wystarczająco duża/- byle tylko nie widzieć tego małego  potwora...
Jak widać na zdjęciu sytuacja w domu ma się całkiem przyjemnie .. tylko na kanapie miejsca dla mnie brakuje.
I kto tu właściwie jest czyim właścicielem???
Ściskam
Wasza Gaja
PS
Jak już wspomniałam - Halina nazywana jest pieszczotliwie ,, Serdelem,, Ciekawe dlaczego???
Ps 2 -update z ostatniej chwili

Pies jest dziki, pies jest zły...pies ma bardzo ostre kły....