O DOMU

Chata jest stara, bardzo stara. Na jednej z belek stropowych ma wyciosaną datę 1830. Gazety , którymi wyklejone były jej ściany są równie wiekowe.Pieczołowicie zdjęłam to co się dało zdjąć i zrobię z nich kiedyś piękny collage.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.

piątek, 26 lutego 2016

I NOWE, I STARE - SKROJONE MA MIARĘ



Stare , ręcznie kute zawiasy  przy okiennicach w Różowym Kundlu,,


 Dostałam właśnie projekty architektoniczne pracowni zwanej ,,PO RÓŻOWYM KUNDLEM..
Po prawo - zbuduję garaż i kamienną ścianę  bo- ceramika i piece  , a po lewo filcownię, tkalnię przędzalnię, farbiarnię i dużo, dużo   więcej. . Od południowej strony będzie  spora weranda albowiem, gdyż, ponieważ/jak mawiał jeden mój znajomy/ -czasem się  w mojej pracy używa substancji mocno śmierdzących .  Świetnie wiedzą  o tym te z kursantek , które się uczyły barwienia i odbarwiania tkanin.
Przy technice devore - tez bywa  nieżle bo się działa kwasem, a ten wchodzi w reakcje i cuchnie straszliwie . Na takie przypadki- weranda będzie jak znalazł.
A POZA TYM - FAJNIE BĘDZIE POSIEDZIEĆ  I POGADAĆ POD DASZKIEM-LATEM W UPALE...ALBO W DESZCZU
,,Moje,, dziewczyny, zazwyczaj uwielbiają swoje towarzystwo, a niekończące się rozmowy -to stały /oprócz szkolenia/- element warsztatów.
 Ja zaś- uwielbiam ,,moje,, dziewczyny i uwielbiam jak one się uwielbiają...bo się nam tworzy taka , cudna,kreatywna , rękodzielnicza sitwa.
Mam w tym swój mały udział . W każdym zakątku kraju są osoby, które szkoliłam i jestem z tego dumna
Aha ,na wypadek mrozów w sierpniu- przewidziano centralnie położony  kominek z dystrybucją gorącego powietrza.
I proszę się nie śmiać..
Był ze dwa lata temu kurs slashing,u  na początku sierpnia. Lało rzęsiście  i było 6/sześć/ stopni na plusie.
W kurtkach i rękawiczkach - trudno się robi precyzyjne szycie...

Dokumenty ,mapki- w zasadzie gotowe do składania wniosku  o pozwolenie na budowę. Teraz pozostało tylko poszukać ekipy do przestawienia tego co na zdjęciu -w celu zbudowania tego co na projekcie.
Z chałupki została już zdjęta cała elewacja  i nie jest żle . Drewno w stanie przyzwoitym . Podwaliny i  ocap-/ czyli to co u góry/ trzeba będzie wymienić. Potrzebne będą też nowe belki i ściany szczytowe.
Ale  z tym już sobie częściowo poradziłam ,bo drzewa zostały ścięte i porżnięte na deski i krokwie.
Teraz  wszystko sobie spokojnie podsycha - poprzekładane jak trzeba


Jeden wielki skład z drewnem mam na placu. I rozjeżdzone   na maksa ,więc jak tylko obeschnie - trzeba wzywać Koparkowego .
Taak - dawno koparki u mnie nie było...stęskniłam się.
Ale na szczęście moje wielkie- nie musiałam się spotykać z ,, Szalonym Leśniczym ,, bo kochany  pan S.  ulitował się  i załatwił za mnie wszystkie formalności związane z wycinką drzew.

Patrzę sobie na to drewno i coś mi się zdaje, że za mało będzie....
Wszystkie krokwie dachu do wymiany, Dach nad garażem , weranda, pełne  odeskowanie  pod gont. Belki konstrukcyjne wewnętrzne.
Tak na optykę- to nie wystarczy.
Trzeba będzie jeszcze parę sosen położyć..

A w Kurnej Chacie? Nic na razie nie robię-  bo przygotowania do nowej budowy zajmują mi tę resztkę czasu ,która  mi pozostała - jako ze pokaz za chwilę.
Ale nie wytrzymałam i kredensik do kuchni kupiłam ..
Będzie pasował do rzeżbionego okapu - raczej



Odgrażałam się , że wszystkie meble przemaluję na jasno, ale kredens śliczny jest i chyba muszę to przemyśleć. Plus też taki , że widmo secesji - zostało zażegnane i można nad kuchnią układać kafle z  krowami i pastuszkami.Secesyjne lampy się przewiesi gdzie indziej...
Ściskam
Gaja

niedziela, 21 lutego 2016

WZIĘTE Z SUFITU

Byłam znowu u  stolarza- Pana Adamczyka z Celestynowa. To jest zawsze  jedna z większych przyjemności związanych z moją budową. Głównym powodem było zamówienie skrzyneczek do ekspozycji fragmentu kolekcji starych lalek.
Tu widzimy pierwsze trzy - które będą umieszczone w przeszklonych kasetkach.Tę z prawej - dostałam od Haneczki - mojej cudnej przyjaciółki i bratniej duszy. Nie znam jej wartości, ale dla mnie jest niezwykle cenna a poza tym -rzadka. Egzotyczna, z biskwitowa twarzą i oryginalnym ubraniem. Musi być eksponowana w zamknięciu- bo kurz i możliwość uszkodzenia. 
Srodkową kupiłam kilka lat temu w UK ,w antykwariacie. Lata trzydzieste  i  ubranie trzeba uszyć, ale mam sporo nazbieranych , starych haftów, batystów -więc się to  zrobi niebawem.
Od dawna śledzę strony poświęcone starym lalczynym ubrankom i idea jest ,ale czasu nie ma - bo kolekcja, zadęcie, buty , nakrycia głowy i cały ten pokazowy  cyrk- tuż tuż.
Lalka po lewej została kupiona na targu staroci. Jest z paper- mache i musiała być przechowywana w wilgoci -bo twarz bardzo spękana.Wygląda to dość upiornie , ale jest autentyczne i naprawiać nie będę. Należało pomyśleć jednak o zamkniętej skrzyneczce - żeby nie pogarszać sprawy.Ubranie jest  współczesne, wiec  trzeba będzie przyodziać porządnie , po projektancku.
A pamiętacie dziewczyny -jaka to była przyjemność bawić się lalkami, ? Szyć im piękne ubrania/?Ja   będę to robić znowu i to na legalu.
Cudny powrót do czasów dzieciństwa...
Mówiłam,  że miałam świetny pomysł z tą budową??
Poza lalkami - przywieżliśmy  do pana Adamczyka  drewno na podłogi parteru.
Kiedyś były to deski a raczej grube dechy tworzące sufit.  Zakładając ze zostały położone przy budowie domu- pochodzą z 1830 roku. Za moment - będą miały 200 lat.
NO LUDZIE KOCHANI... DWUSTULETNIA PODŁOGA- CO ZA WYPAS.... 
Oczywiście kilka razy była o nie awantura i w ostatniej chwili zostały z krzykiem wydarte  z łap kolejnej ekipy- która chciała zrobić z nich podpory, albo szalunek ,albo rusztowania. 
I było patrzone na mnie jak na wariatkę -bo  o co chodzi tej babie ? PO CO KOMU TAKIE STARE DESKI. ??
A teraz stolarz oszlifował , przyciął je starannie i popatrzcie jaka będzie podłoga.
To jest świerk, Pożółkły ze starości , stwardniały  szlachetny i piękny.W oryginale dechy były długie i szerokie ,ale pan Adamczyk jest z tych majstrów ,z dawnego pokolenia- co musi być wszystko  równe , bez dziur , krzywizn i wyszlifowane na glanc. Wiec mowy nie było żeby dziury po nyplach/ tyblach załatać i zostawić. Drewno zostało  pocięte na krótkie i węższe fragmenty ,ale to chyba dobrze bo lekko krzywe dechy  były.
To tylko mały fragment obrobionego na nowo - dwustuletniego surowca. Zdaje się ,że na cały parter wystarczy
No czy nie cudnie. ?
Poza obróbką podłóg- pan Adamczyk przerobił mi jeszcze szafkę pod płytę kuchenną.Dołozył  30 cm ,, do pleców,,pogłębił blat , wyciął otwór na kuchnię i zrobił nowe półki.

Szafka w stylu kolonialnym - będzie dobrą podstawa do masywnego , rzeżbionego okapu.To był ostatni  brakujący element z wyposażenia kuchni, bo zmywarka też już dostała starą obudowę .. Pozostało tylko zamontować to wszystko razem i pomalować na jasno.
I  niejako z biegu pooprawiałam trochę starych , nazbieranych tekstyliów.Padło na gorsety,które włożyłam  w ramki,na płasko.

Na pierwszy ogień poszły dwa łowickie, krakowski i żywiecki. A poza tym znalazłam w kącie zapomniany, malowano - haftowany portret góralskiej parki. Troszkę nie w moim stylu , ale technika ciekawa.

Twarze zostały  namalowane, reszta jest starannie haftowana jedwabiem. Zapewne ślubne,góralskie monidło.   Ramy nieco tandetne ale oryginalne - więc zmieniać nie będę
Dobrze się bawię ostatnio .Prawda?
To takie ,, struganie ołówków ,,przed rozpoczęciem sezonu budowlanego...

Ściskam
Wasza- GAJA

czwartek, 14 stycznia 2016

HALINA-LWIE SERCE

Tuż przed świętami Panowie S, przywieżli  ze wsi stare , dwustuletnie deski, które pierwotnie stanowiły sufit w Chacie . Grube, piękne, spatynowane jak trzeba, będą teraz podłogą- po stosownej obróbce .  Złożone i okryte starannie -czekały od lata na transport do stolarza. Przy przekładaniu do samochodu okazało się, że pod nimi , w jamie- ,bezdomna suczka powiła dwa szczeniaki płci żeńskiej. Malutkie, zaniedbane, okleszczone biedactwa. Dzikie ,nieufne, gryzące potworki - nie bardzo nawet wychudzone...  widać matka dbająca była. Niestety suczki nie ma - gdzieś biedna przepadła.
Pojechałam tam natychmiast. Jedno ze szczeniąt trafiło do państwa S, którzy wprawdzie mają już kilka psów ,ale wzięli jeszcze jednego.
Bogu dzięki -są na tym łez padole dobrzy ludzie..
 Drugie szczenię zabrałam ja. Najpierw dwa dni trwały próby odłowienia tego -skrajnie dzikiego i nieufnego stwora  którego mordka tak pięknie teraz z  fałd śpiwora wystaje.
Oto Halina- czyli czwarty już zwierzak na pokładzie.
Od świąt minęło  sporo czasu , ale nadal nie ma mowy żeby Mała dała do siebie podejść czy wziąć na ręce. Miesiące bez człowieka zrobiły swoje. Kiedy widzi ,że ktoś z domowników zbliża się do niej -ucieka w panice. Strach jest silniejszy-  jak dotąd  . Jedyne miejsce gdzie  jesteśmy w konfidencji to moje łóżko.

Oto zdjęcie które zatytułowałam,,NIEZBĘDNIK PROJEKTANTA.,, Przedstawia  zawartość łózka ,utensylia i towarzystwo .
Tak się teraz pracuje nad nową kolekcją mili państwo.
Do mojego łóżka Halina ma stosunek nabożny. Tu następuje mizianie, wywalanie brzucha do masowania, zaglądanie w oczy, przytulanie i spanie z chrapaniem. To jest miejsce na totalne oswajanie .W łóżku- dzika i nieufna  Halina zmienia się w miękką,przeciągającą się pieszczochę - zwaną Serdelem.


Tu się nie boimy, nie uciekamy a wyciągnięte ręce nie są zagrożeniem ,lecz służą do głaskania.
Ale - jeju- jak to małe chrapie...Gdyby to był mój mąż- udusiła bym poduszką.
 Popatrzcie jak to jest, że u zwierząt wcale mi to nie przeszkadza,- wręcz ułatwia zasypianie.Tyle że muszę uważać jak się układam ,bo zawsze gdzieś jest Halina.
Z tym moim łóżkiem to w ogóle sprawa jest przedziwna.
Wielkie , rzeżbione ręcznie w ptaki i zakrętasy,  z  kolumnami i baldachimem -poczęło i  wychowało ze mną dwóch synów. Wytrzymało ich  choroby , wygłupy i harce. Było świadkiem wzlotów i upadków, tu następowały czułości i zwierzenia a moi chłopcy mogli  się wylegiwać , spać i  chronić w nim  przez długie lata.
Pozwalałam  im na to.
Wprawdzie po tym jak mi pewna moja koleżanka zrobiła pranie mózgu -że ,, jak to?? takie stare chłopaki i w łóżku ?z matką? no coś podobnego?/?,,- poszłam do psychologa i zapytałam czy coś żle robię- bo mi intuicja podpowiadała zgoła inaczej.. A pani psycholog odpowiedziała, że jak najbardziej dobrze- bo liczą się intencje. I jeśli moje dzieci znajdują tu bliskość  i bezpieczeństwo to niech się tak dzieje dopóki same z łóżka nie pójdą.
I chłopcy w swoim czasie poszli , ale jeszcze  lubią się przytknąć , choć na chwilę.
 Położyć się w nogach, strategicznie  - w zasięgu matczynych rak bo może po główce smyrnie... i opowiedzieć jak było na imprezie z której własnie nad ranem wracają.To nic ,że widno już jest... Matka ma nienormowany czas pracy..Do południa się wyśpi.

Jakiś czas temu mnie zgniewało... to łóżko jest wielkie, ciężkie -oznajmiłam, ze rozbieram . Dekory wmontuję w ściany w Chacie, a tu kupie normalne.. no powiedzmy 130 cm.
Rany Boskie co się działo..
Zapanowało święte oburzenie . Mam absolutnie zakazane  myślenie o podobnych breweriach...
Nawet mój maż powiedział ze ,, ON ZABRANIA,,
Przysięgam , że  w moim małżeńskim życiu - to był pierwszy wypadek kiedy mąż czegokolwiek zabronił.
Chyba przyjdzie mi uszanować.... w mordę jeża.....

A poza tym gdzieś muszę oswajać mojego nowego psa...

Niunia- też się pięknie  małą zajęła. Czasem śpią razem, przytulają się i bawią- bo duża suczka ma dopiero półtora roku. Kiedy widzę Halinę wczepioną swoimi mlecznymi zębami w niuńskie czarne fafle- myślę sobie ,że ,,Stara,, ma nieskończone pokłady cierpliwości. Dobrze wybrałam dużą sukę. Poprosiłam hodowcę o najłagodniejszego psa z miotu i on przyniósł Niunię. Pokochałyśmy się od pierwszego wejrzenia i mimo ,że po chwili  pan pokazał pozostałe szczenięta - widziałam już tylko ją.  Wprawdzie mój mądry,myślący, subtelny Owczarek Niemiecki - na psa stróżującego się nie bardzo nadaje -bo reprezentuje zerowy poziom agresji, ale za to jest wielkim przyjacielem domu i czułą opiekunką


Psem stróżującym zostanie   u nas w domu Halina.- to jest pewne Na każdy szmer, hałas - to małe stworzenie reaguje przerażliwym  jazgotem. Będzie  klasycznym ,,dzwonkiem,,Na obcych też szczeka przy czym jako ,, obcy ,, są traktowani wszyscy- poza mną. Tak wiec co rano mój syn Stefan jest systematycznie obszczekiwany.
Niestety nie cała rodzina jest zachwycona pojawieniem się nowego domownika....
Brunhilda postanowiła się dobrowolnie internować . Dobre do tego jest każde  pudełko czy reklamówka/ o ile jest wystarczająco duża/- byle tylko nie widzieć tego małego  potwora...
Jak widać na zdjęciu sytuacja w domu ma się całkiem przyjemnie .. tylko na kanapie miejsca dla mnie brakuje.
I kto tu właściwie jest czyim właścicielem???
Ściskam
Wasza Gaja
PS
Jak już wspomniałam - Halina nazywana jest pieszczotliwie ,, Serdelem,, Ciekawe dlaczego???
Ps 2 -update z ostatniej chwili

Pies jest dziki, pies jest zły...pies ma bardzo ostre kły....


niedziela, 20 grudnia 2015

ZŁOTO /Z SH/ DLA WYTWAŁYCH

Po second handach chodzę niejako - zawodowo. Od lat kupuję tam co ciekawsze tkaniny, hafty i dodatki -typu okucia,klamry etc.Ostatnio te działania bardzo przybrały na sile - jako że mam duży dom  do wyposażenia, a program jaki jest - to każdy czytelnik mojego bloga wie.
 Nie , snu mi z powiek nie spędza fakt , że to co kupuję jest nie wiadomo  skąd. Piorę,myję starannie i używam.
Faktem jest ,że okoliczne  second handy są na medal i kupuję w nich prawdziwe skarby.
Kilimy  12 zł za kg
Kolory trochę przekłamane ale urodę tkanin widać- mam nadzieję.
 Ręcznie tkana i podhaftowywana tkanina, Gigantyczna i piękna. Pierwotnie musiała być jakąś dekoracją na konia albo wielbłąda, Ma 2,80 na 1,40. kosztowała 100 zł bo po 12 zł za kg.U mnie bedzie traktowana jako kilim, a to z powodu braku wielbłąda - oczywiście.Zdjęcie niestety nie oddaje szlachetności ręcznie tkanej materii.
Prawdziwe , staroświeckie lny z wzorami vintage i haftowane poduszki- to już standard. Mam tego tyle ,ze  nie mieszczą się w wielkiej bibliotecznej szafie- która bieliżniarke chwilowo udaje. Ale jak się to wszystko rozejdzie po pokojach to i tak mało będzie - wiec ciągle kupuję.
Haftowane , stare  poduchy zostaną zaprezentowane wiosną , cała kolekcja. Sama z chęcią sobie na nie popatrzę i pomyślę co dalej.
Zaopatrzenie w moich ulubionych sklepach zawsze było świetne, ale ostatnio przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Po pierwsze kupiłam kilkadziesiąt metrów przepięknej pasmanterii .. a wystarczy popatrzeć w necie na cenę takich dodatków - żeby zrozumieć dlaczego ten zakup ucieszył mnie szczególnie,,,
A oprócz tego na półce , a raczej na stercie -leżały sobie spokojnie i czekały na mnie cepeliowskie sumaki.
TERAZ BĘDZIE SERIA ZDJĘĆ.




Wszystkie sygnowane z logo CEPELIA LEZAJSK. Skąd to się wzięlo w SH w Miastkowie na Boga???
Kupiłam 31  sumaków. TAK. 31 - NIE MA POMYŁKI. Wzięłam wszystkie.
W końcu ,kiedyś  biblioteka w  tym domu zacznie działać. I trzeba będzie kupić jakieś kanapy, sofy i fotele a potem zrobić im nowo- stare ,  wyszukane, autorskie obicie...

Na przykład  takie patchworkowe, Wiem ,wiem -to straszliwie ograny temat jest.. Ale jakby tak zamiast oklepanego ,obcego nam Suzani - wrzucić nasze swojskie , polskie sumaki z kogutami, babami z maselnicą czy nawet rycerzem to by  chyba fajnie było ? No i kolor subtelniejszy by  to dzieło miało
I co wy na to?
Dobry pomysł?
Fajnie się będzie wtulić w taką sofkę z ksiażeczką o rękodziele??


A teraz będzie niespodzianka . Ogłaszam candy. Jeden sumak z wojem do wylosowania. Spory jest, sygnowany , z frędzlami/140/42/
 Można mieć na własność swojego rycerza, Biały koń zostanie dodany gratis - jak tylko się w SH taki sumak trafi....
Zasady jak zawsze.
Losowanie w Sylwestra.
Ściskam
Wasza - Gaja
Ps. Spoko...kanap wprawdzie  jeszcze nie ma, ale książeczki są . Pełno jest. Następny post o nowych craftowych ksiażeczkach

czwartek, 19 listopada 2015

KRAJOBRAZ Z BANANEM W TLE.


Pojechałam tam znowu wczoraj ..na tę ukochaną wichurę moją..,,,Wsiadam do samochodu wściekła  i  zaczyna  się..
Nie -mówię  do siebie -kurwa -nie jadę,..
Po co ?znowu ???
Kurwa mać ...
O nie ....
Całą wiosnę i lato i jesień tam siedziałam,
Siedziałam,,, he he- dobre sobie...
Mam dosyć ,  leje  trzeci dzień, będzie błoto, mokro  i zimno.
Znowu se całe buty w glinie upaprzę i potem dwa miesiące nie będę mogła tego całkiem zmyć
Gdzie w czarnym płaszczu,,, zdejmuj zaraz .
Starą kufajkę  załóż idiotko ,, bo tylko to się nadaje na te cementy i wapno..
Cały samochód gratów - trzeba to będzie przenieść  po tym błocie
A było w domu zostać, nałożyć sobie na twarz maseczkę. Mogłaś leżeć i pachnieć...
Weż  od razu kup coś w aptece na korzonki- bo ci kręgosłup  strzeli jak nic ...
Było  mieszkanie w apartamentowcu kupić, Starczyło by ci na wypasione 100m  , Miała byś spokój a zimą ciepły i suchy garaż
Tu jeszcze ze dwa lata ciężkiej  harówki.... wykończysz się babo ...
Po co się  na to zadupie pchałaś...

Pośród  tego monologu, mijam  Celestynów i  Kolbiel ,a potem-gdzieś  na wysokości Puznówki   furia mnie powoli opuszcza  i   z bananem na twarzy zaczynam podśpiewywać  radośnie...
No do Zwoli jadę przecież , do mojego kochanego ,przepięknego domeczku,
Ciekawe co elektrycy zrobili?.Pan Rafał na pewno kontakty już pomontował wszystkie.
No cudne te kontakty pan mąż kupił...a pan Rafał to taki zdolny człowiek i tak fajnie woła do ojca z którym pracuje
 taaatoooo .TAAATOOOO.
 No normalnie kupa śmiechu...
Leje? no trudno, trudno... Buty się upierze  w pralce....to nic, że nowe .. Nawet lepiej może , bo tak zaraz szlak ich nie trafi,,, Jakby stare były to byś się musiała martwic ,, a że  nowe to luz.
O domek mój kochany ,,, Co ja za świetny pomysł miałam z tą budową.... teraz już będzie z górki ... Jeszcze tylko ze dwa lata..co tam dwa lata ,,Dałaś radę cztery to i dwa lata przelecą
 Ja to naprawdę szczęściarą jestem ...
No dojechałam... o jaki zajebisty mam dom...
O zamontowali kontakty ,,, noo cudnie  . ...światełka się świecą ..
.O  pstryk, pstryk, pstryk,,, świecą się wszędzie ...
 Co za klimat ,.
Jezu jak tu będzie pięknie, ale   mam fart,,,nooo.


 Ja nie wiem co to jest. Wiele osób odwiedzających naszą Zwolę- doświadcza jej magii .. Kiedyś  przed wiekami  było tu stare piastowskie grodzisko i są na tej wsi miejsca gdzie  wystarczy głębiej wbić szpadel. żeby wykopać coś ciekawego.. Może to genius loci, może wspomnienie szczęśliwego , spędzonego tu  dzieciństwa i bezwarunkowej miłości jaką mnie otaczano... ale w połowie  drogi  do domu - mam już na twarzy  szeroki uśmiech ,niezależnie od stopnia  zdenerwowania w chwili startu.
I zaraz jest wszystko tak jak być powinno. Jajeczka prosto od kury,miód prosto od pszczoły, pyszne ciasta u Ewy i równie pyszne gołąbki u Grażynki. Człowiek  chwilę u swoich posiedzi , pośmieje się , poplotkuje i zły czar pryska,,,

 A chata??Elektrycy zakończyli prace    w tym sezonie.I szczęśliwie na następną wiosnę niewiele już  zostało.
Pozapalałam sobie wszystkie lampy i cieszyłam się jak dziecko tym pięknym widokiem.Pan Rafał- elektryk przygadał mi ostatnio  /albowiem do mojego bloga się dokopał /że tak fotografuję dom - żeby elektryki nie było widać..
Wiec się poprawiam.
Rurki z przewodami wiszą z sufitu, ale  na wiosnę  zostaną ukryte  pomiędzy stropami .
I muszę o jednej jeszcze rzeczy powiedzieć.. bo to niesamowite jest...
Otóż  nie mam w domu żadnych widocznych przewodów , NIGDZIE. bo  całe okablowanie zostało poprowadzone po  ścianach zewnętrznych.
A  to wymyślił pan Rafał  i ja jestem zachwycona...
 Miałam zagwozdkę i stres , jak to paskudnie będzie z kablami w plastiku  na starej  drewnianej ścianie i już chciałam  miedziane  rurki kupować.A tak- wszystko się schowa przy  montażu elewacji.

Bo że elewacja jest potrzebna na cito  to się pokazało przy ostatniej ulewie..


Tak wygląda jedna ze ścian szczytowych...Ładne kwiatki prawda..?
Mam  o czym myśleć.. Co mi tam jakiś apartamentowiec  z suchym i ciepłym garażem.
Pozdrawiam jesiennie
wasza
GAJA

niedziela, 4 października 2015

DOZYNKI 2015


Zamykam powoli tegoroczny sezon budowlany. Sporo zrobiłam ...nie powiem ,ale też mocno zmęczyli mnie chłopaki w tym roku.A to  cementu im brakowało na 3 minuty przed zamknięciem składu budowlanego.,,,
Jak to jest na Boga...lata mijają , czas płynie , a majstrom się zawsze ten cement kończy tak nagle....
A to elektrycy i murarze tak budowali słupek na piekarnik i mikrofalę ,ze od maja do teraz nie było jak urządzeń podłączyć. Dopiero w ubiegłym tygodniu poradzili sobie z tym problemem.
I to nie jest tak ,że ja nie kontroluję i nie sprawdzam albo nie mam pojęcia...


 Nosz   kurde  ? od narzekania zaczęłam??A zawsze mówię ze moja szklanka jest w połowie pełna....


Pan Leszek praktycznie zakończył tynkowanie...Tu na tej ścianie będą małe poprawki bo powychodziły jakieś ciemne plamy a ja nie chcę tego tynku malować. Ludzie sobie robią malatury , przecierki -a u mnie samo wyszło... niechcący.To był ostatni kawałek nieotynkowany .. teraz to juz tylko kosmetyka.

Izolacje skończone.Ściany poczyszczone praktycznie... Tylko ta jedna została i będzie robiona w poniedziałek.
Przy wylewkach nie korzystałam z miksokreta. Zrobiliśmy to ,, ręcznie,, używając  betonu z betoniarki.Koszty takiej izolacji są o połowę tańsze.A poza tym można to było robić etapami , przenosząc meble i inne nazbierane graty na miejsca poprzednio  utwardzone.

Nawet meble niektore rozstawiłam juz poza kuchnią i mam namiastkę domu...


Podłoga w kuchni została ukończona i trzeba  zdecydować jak  ma wyglądać dywanik  na środku...U góry  widać przeszkliwione bazowe płytki  a poniżej moją własną majolikę na białej glinie.

Na bazie wzór wychodzi subtelniej , majolika jest totalnie folkowa i wyrazista...
Którą wersje wybrać. ??? Wzór oczywiście można zmienić , pewnie że zmienię , zrobię jakis prosty  rytm czy print z koronki ,ale który efekt jest lepszy??

Kuchenne biele wyjęte wreszcie z pudeł i przygotowane do rozstawienia..
Czy wiecie że to wszystko pochodzi ze staroci z second-handów i sklepów Ćzerwonego Krzyża?
Zbierałam przez lata. chowałam do pudeł nawet wtedy kiedy dom był jeszcze marzeniem...Gdy pisałam o Domu Którego Nie Ma, choć on był  , tylko- że w mojej duszy..
Każdy  przedmiot  kupiony do niego , DLA NIEGO... przybliżał mnie do celu.
To były takie małe kroczki ,,, małe dla ludzkości, ale wielkie dla człowieka.
A poza tym  program tej budowy   wszak jest taki, żeby to co się da było z odzysku, z drugiej reki i używane, bo Matka Ziemia jest już wystarczająco zaśmiecona.
Nawet pierwsze w tej kuchni przetwory się udało popełnić..Rzeczywiście w tym roku wysyp borowików niesamowity jest..
Kuchnia zyskała kilka nowych przydasi - jak widać... i staje się coraz bardziej przytulna.

Taak...piękny to był sezon...Z wielkiej prowizorycznej stodoły - zrobiłam dom. Jakkolwiek  masę pracy mam jeszcze.. to już jest dom.
Tu na tym zdjęciu świetnie widać jak było i jak jest.

W przyszłym roku czeka mnie monataż sufitów, elewacja,  podłogi , schody na piętro...i pracownia. Łatwizna.Ale w tym roku z betonami i kurzem już skończyłam.
A teraz ,, do zimy jeszcze do zrobienia  monitoring ,instalacja p-poż i chyba popełnię kominki.Wczoraj byli  majstrzy i poczyniliśmy pierwsze ustalenia w sprawie  kominków z dystrybucja gorącego powietrza / DGP/ -jakie mi się tu marzą  .
Temat jest, że tak powiem, gorący- bo zima za pasem..
Mój syn Stefan w czasie zabawy z psem  i jesienne mgły nad Wilgą.


A zdjęcie otwierąjące ten post przedstawia piękny chleb dożynkowy jaki kupiłam w małym sklepiku w mojej wsi. Wpadłam tam  któregoś dnia wieczorem,, tuż przed zamknięciem .. sklepik ma parametry trzy na dwa metry... A na półce taki chleb.
Czy ja mówiłam już że będę mieszkać w raju?? Mówiłam??
ŚCISKAM
WASZA
GAJA