Nareszcie...Łazienka jest na finiszu. W sobotę odpalamy prysznic , umywalkę i mam nadzieję- sedes.Intensywnie pracujemy z moim synem przy mozaikach i jest nadzieja, że cała ta zadyma ,trwająca przeszło 4 tygodnie-nareszcie się zakończy.
Złapałam się we własne sidła. Mam tak niestety, że w każdym majstrze widzę utrudzonego człowieka... a powinnam widzieć kogoś ,kto przyszedł do pracy i tę pracę ma wykonać w rozsądnym terminie.
Ja żaś lubię bardzo się litować i się zaczyna.
Może kawy , herbaty,kanapeczkę zrobić. ?może zaliczkę?
I pan majster kawkę wypija, bierze zaliczkę a potem przychodzi do pracy o 11,następnie o 12 , a o 13 idzie do sklepu na piwko i pozostaje tam do 16...
Znacie???
Na skutek takiego rozwoju sytuacji musiałam zmienić pana Józka na pana Leszka ,bo się pan Józek rozbuchał kiejby jałowica na koniczynie i układał 12 płytek tygodniowo.
U nas na wsi mówi się ,że kto ma złote ręce - ten ma brylantowe gardło i to się niestety sprawdziło..Jest pewna niedogodność w tym, że nie da się pracować siedząc pod sklepem w gronie zaprzyjażnionych pijaczków i plotąc o d...Maryni. FAJNY SWOJSKI KLIMAT, ALE ZA TO JA NIE PŁACĘ.
I niniejszym zakończyłam etap kawek, kanapeczek oraz zatrudniania rożnych okolicznych ,złotych rączek z brylantowym gardłem.Szkoda czasu na bałwanów , a remisja w pijaństwie- to rzecz przejściowa , która mija wraz z dopływem gotówki.
Jednakowoż z łazienką dobijamy do mety. Chyba też się w tę sobotę czegoś mocniejszego napiję....
Teraz przyszła pora na kuchnię.Muszę w trybie pilnym podjąć decyzję co do koloru podłogi i płytek na ścianę bo pan Leszek ma teraz czas i można by już kuchnię zrobić.
NIESAMOWITE...Co?
Szybko poszło...
Piękne..
Zabraliśmy się więc za przymiary.
Tu widać mojego syna Piotra ,który razem z S. przymierzają okap nad kuchnię. Niestety zestaw jest zbyt monumentalny , kolumny trzeba będzie skrócić i znowu mnie czeka kurs do stolarza.
Mozaikę do kuchni juz pokazywałam- wiem. Ale teraz dostała czarną fugę. Nawet mi się to podoba ... zwłaszcza ,że kupiłam czarny,kamienny zlewozmywak i czarną płytę kuchenną.
Meble będą jasne .Cała ta moja zbieranina- okap,kredensy, komody, zostanie pomalowana na jeden, , być może kremowy kolor , a następnie postarzona.
Płytki na ścianę nad kuchnią wybrałam fazowane i subtelne.Myślę o kremowych, przymierzałam białe i jest średnio. Szare od Zienia - sprawiają wrażenie brudnych. Odpadają- niestety.
Podłogę widzę raczej ciemną... może w tym odcieniu zieleni po prawo... Albo jeszcze poszukam.Nie mam wiele czasu bo od poniedziałku wchodzimy do kuchni z ostatnią wylewką..ale poszukam.
Zaczęłam urządzać drugą sypialnię. I to będzie koniec pomieszczeń mieszkalnych chwilowo -bo jeden pokój zajęliśmy na pracownię. Oczywiście w przyszłym roku wszystko powędruje do ,,Różowego Kundla,, ale teraz jeszcze się musimy pomęczyć...
Kupiłam więc wygodne , pojedyncze, stare łózko, materac. Ubrałam pościel i...
... Niunia natychmiast je pokochała..Musi być faktycznie wygodne...
Nie trzeba specjalnie psa szukać gdy tak sobie znika. Wiadomo gdzie jest... Zwyczajnie robi przerwę i śpi snem sprawiedliwego...
Aha..i byli jeszcze elektrycy. Skończyli podłączać kuchnię na co nalegałam z uwagi na zbliżającą się ostatnią izolacje i wylewkę.Sporo mieli roboty przy tym , bo za wszelka cenę chciałam uniknąć przedłużaczy i póżniejszych ,wszędobylskich kabli. W związku z tym na każdej ścianie mam po kilka gniazd wtykowych.
A oprócz tego - pan Rafał , / elektryk/ założył mi i podłączył w sypialni stary żyrandol- totalne vintage. Szklane body z rupieciarni za 20 zł plus kinkieciki po dwa złote .Efekt mnie pozytywnie zaskoczył , ale szanownym odwiedzającym chciałam zaprezentować niezwykłe, profesjonalne podłączenie obiektu. PRAWDZIWIE KORONKOWA ROBOTA PRAWDA??Kocham to męskie zamiłowanie do prowizorki.
Jak widać na trzeżwo niektórym też nieżle wychodzi...Może powinni się napić zawczasu.
Trzymajcie kciuki za sobotę.
Sciskam
Wasza- Gaja
,,SZUKAŁEM TEGO W PARYŻU, SZUKAŁEM W BERLINIE I RZYMIE. A TO ZA OKNEM BYŁO . I MIAŁO POLSKIE IMIĘ,, JULIAN TUWIM
O DOMU
Chata jest stara, bardzo stara. Na jednej z belek stropowych ma wyciosaną datę 1830. Gazety , którymi wyklejone były jej ściany są równie wiekowe.Pieczołowicie zdjęłam to co się dało zdjąć i zrobię z nich kiedyś piękny collage.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.
czwartek, 20 sierpnia 2015
niedziela, 26 lipca 2015
TRA- LA-LALA..
Oto zarys mozaiki do dolnej łazienki w Chacie.Temat oczywiście będzie kontynuowany, bo teraz już mniej -więcej wiadomo jaką ma mieć wielkość.A ponieważ wykonane zostały ostatnie wylewki - należy dokonać wyboru terakoty i glazury.
Zestaw nr jeden . Szara terakota z wzorem w deski oraz beżowa glazura. Wszystko matowe i zgrzebne.Kolor podłogi i wzór znakomicie nawiązuje do surowych bali na jednej ze ścian.Drewno jest na razie brudne, ale nie wiem czy będę zdzierać tę szarą patynę. Może umyję tylko.
Tu widać lepiej o co mi chodzi. Sciana z bali u góry zdjęcia. Na środku terakoty i lale ,a po lewo glazura.
Zestaw w beżu- jak dla mnie zbyt monotonny. Ale małżonkowi się ten najbardziej podoba..
Zestaw w bieli . Nieco szpitalnie - ale obleci. Glazura musi być matowa bo w połysku wygląda fatalnie ...
No i co wybrać? Serce moje mówi, że szarość na podłodze i beż na ścianach... tylko może troszkę jaśniejszy. Stary dla odmiany chce to udawane, naturalne drewno ,a biel daje najlepsze tło dla mozaiki...
Nie jest łatwo wybrać...
No i ściany znowu były kute pomimo, że tynk świeżo położony.Należało bowiem dodać gniazd wtykowych ,bo ile by ich nie zrobić- zawsze brakuje. A poza tym trzy pokoje można już użytkować i natychmiast było wiadomo gdzie należy gniazda dorobić . Instalacja elektryczna świeżo zrobiona a już przedłużacze trzeba ciągnąć,więc elektrycy kilka gniazd dodali.
A poza tym założyli przełączniki - które mój małżonek z Anglii dostarczył..
Dlaczego z Anglii??? A widzieliście ile kosztują w Polsce włączniki stylizowane na stare???
Wyszukałam trzy dostępne rodzaje.Jedne piękne, Porcelana ,miedz i drewno.
Bajka.
190 zł za włącznik.
Drugie nawiązujące do dawnych- bakielitowych , z plastiku, paskudne po 150zł.
I przepiękny włącznik marki Fontini za jedyne 422 zł
No... są granice szajby...więc małżonek szanowny udał się do supermarketu w Kettering i nabył te widoczne na zdjęciu po 7, 50 funta. Czyli za ok 40 zł . Różnica finansowa znaczna...
Wiem , wiem ... bardzo są błyszczące , ale zaraz się troszkę przykurzą -jako ze budowa w trakcie .
Muszą być stylizowane włączniki... zwykłe plastikowe wyglądają tu fatalnie , tragicznie.A ścianę elektrycy kuli -bo angielskie kontakty mają inne puszki. Dużo większe od naszych i kwadratowe..
Teraz o rezultatach czyszczenia..
Oto jeden z kątów w mojej sypialni już opracowany,ale jeszcze przed woskowaniem.
I ten sam kąt przed czyszczeniem z brudem i smołowaniem.
Zrezygnowałam z piaskarki . Czyścimy szlifierką kątową i drucianymi szczotkami.Rezultat jest bardzo dobry w mojej ocenie- lecz na wszystkim mam gruby kożuch kurzu. Następnym zakupem do chaty będzie odkurzacz...,
Tyle dobrych wiadomości.
Ostatni news jest taki ,że wody w rurach jak nie było - tak nie ma. Albowiem pojawiła się jakaś nieszczelność, bliżej nie wiadomo dlaczego i gdzie.. I żeby ustalić to ,, gdzie,, należy wszystko przekopać od początku.
Nosz k..mać..
Pisałam ostatnio o zakończeniu kopania?? ? Pobożne życzenie...
Ide się zastrzelić...
Sciskam
Gaja
ps No to jaką łazienkę mam zrobić? Beż? szary? czy matowej bieli szukać?
Zestaw nr jeden . Szara terakota z wzorem w deski oraz beżowa glazura. Wszystko matowe i zgrzebne.Kolor podłogi i wzór znakomicie nawiązuje do surowych bali na jednej ze ścian.Drewno jest na razie brudne, ale nie wiem czy będę zdzierać tę szarą patynę. Może umyję tylko.
Tu widać lepiej o co mi chodzi. Sciana z bali u góry zdjęcia. Na środku terakoty i lale ,a po lewo glazura.
Zestaw w beżu- jak dla mnie zbyt monotonny. Ale małżonkowi się ten najbardziej podoba..
Zestaw w bieli . Nieco szpitalnie - ale obleci. Glazura musi być matowa bo w połysku wygląda fatalnie ...
No i co wybrać? Serce moje mówi, że szarość na podłodze i beż na ścianach... tylko może troszkę jaśniejszy. Stary dla odmiany chce to udawane, naturalne drewno ,a biel daje najlepsze tło dla mozaiki...
Nie jest łatwo wybrać...
No i ściany znowu były kute pomimo, że tynk świeżo położony.Należało bowiem dodać gniazd wtykowych ,bo ile by ich nie zrobić- zawsze brakuje. A poza tym trzy pokoje można już użytkować i natychmiast było wiadomo gdzie należy gniazda dorobić . Instalacja elektryczna świeżo zrobiona a już przedłużacze trzeba ciągnąć,więc elektrycy kilka gniazd dodali.
A poza tym założyli przełączniki - które mój małżonek z Anglii dostarczył..
Dlaczego z Anglii??? A widzieliście ile kosztują w Polsce włączniki stylizowane na stare???
Wyszukałam trzy dostępne rodzaje.Jedne piękne, Porcelana ,miedz i drewno.
Bajka.
190 zł za włącznik.
Drugie nawiązujące do dawnych- bakielitowych , z plastiku, paskudne po 150zł.
I przepiękny włącznik marki Fontini za jedyne 422 zł
No... są granice szajby...więc małżonek szanowny udał się do supermarketu w Kettering i nabył te widoczne na zdjęciu po 7, 50 funta. Czyli za ok 40 zł . Różnica finansowa znaczna...
Wiem , wiem ... bardzo są błyszczące , ale zaraz się troszkę przykurzą -jako ze budowa w trakcie .
Muszą być stylizowane włączniki... zwykłe plastikowe wyglądają tu fatalnie , tragicznie.A ścianę elektrycy kuli -bo angielskie kontakty mają inne puszki. Dużo większe od naszych i kwadratowe..
Teraz o rezultatach czyszczenia..
Oto jeden z kątów w mojej sypialni już opracowany,ale jeszcze przed woskowaniem.
I ten sam kąt przed czyszczeniem z brudem i smołowaniem.
Zrezygnowałam z piaskarki . Czyścimy szlifierką kątową i drucianymi szczotkami.Rezultat jest bardzo dobry w mojej ocenie- lecz na wszystkim mam gruby kożuch kurzu. Następnym zakupem do chaty będzie odkurzacz...,
Tyle dobrych wiadomości.
Ostatni news jest taki ,że wody w rurach jak nie było - tak nie ma. Albowiem pojawiła się jakaś nieszczelność, bliżej nie wiadomo dlaczego i gdzie.. I żeby ustalić to ,, gdzie,, należy wszystko przekopać od początku.
Nosz k..mać..
Pisałam ostatnio o zakończeniu kopania?? ? Pobożne życzenie...
Ide się zastrzelić...
Sciskam
Gaja
ps No to jaką łazienkę mam zrobić? Beż? szary? czy matowej bieli szukać?
niedziela, 19 lipca 2015
TO SIĘ WYYTNIE...
I się wycięło. Scieżki w betonowej wylewce - żeby położyć kanalizację.Takiego kurzu jaki powstał przy tej robocie - to ja jeszcze w swoim życiu nie widziałam. Prawdziwy ,,siwy dym,,
Musiałam przyspieszyć prace przy dekorach do łazienki .Tu widać głowę od lali -która zamieszka pod prysznicem. Jeszcze jest przed wypałem - wiec bardzo delikatna.
Końcowa wysokość ok 140 cm. Robiona jest w częściach i potraktowana jak mozaika- czyli że będzie partami klejona do ściany i fugowana. Oczywiście najpierw wypał, szkliwienie i złocenie....
W czasie gdy ja się rozkosznie babrzę w glinie - Pan Koparkowy znowu rozkopuje mój ogród . Tym razem trzeba było położyć kable elektryczne do domofonu i bramy..To jest widok dla kogoś kto ma stalowe nerwy.Ja nie wytrzymałam i uciekłam do pracowni...
Oprócz wykopów układano we właściwym miejscu - kręgi do studni,które ważyły tonę..
I jeszcze jedna rzecz niezwykle ważna została wykonana..Wkopano rury zaopatrujące cały ogród w wodę I nawet są już zamontowane krany.
Albowiem zdarzyło się tak ,że przyleciał na krótki urlop mój maż, a ponieważ susza jest okropna - to został poproszony o pomoc i podlanie kilku miejsc- w tym ogródka z borówkami amerykanskimi, co to na końcu ogrodu są....
Po kilku rundkach- małżonek szanowny zażądał wezwania koparki i rozłożenia rur w najdalszym nawet ogrodzie , bo jak powiedział ,, nie będzie z konewkami latał.,,
POMOGŁO???
Wygląda na to, że na razie koniec kopania. Jeśli się nic nowego nie urodzi to dopiero w nastepnym sezonie będziemy robić wykopy pod fundamenty i przyłącza do pracowni.
Nie powiem że będę tęsknić..
I jak widać zaczęlismy ogrodzenie. Tzn pan Jozef S.zaczął. Od ulicy jest na razie 6 słupków z kamienia naturalnego, ale chyba 3 jeszcze trzeba dobudować- bo optycznie będzie lepiej i przęsła pomiędzy będą krótsze. PODMURÓWKI NIE BĘDZIE BO NA CMENTARNE PARKANY MAM UCZULENIE.
Przestrzenie pomiędzy słupkami - zostaną wypełnione klasycznymi, wiejskimi sztachetami, pomalowanymi na biało.
A,propos pana JÓZEFA S. ze Zwoli Poduchownej.. Pierwszy raz mam majstra ,co jest tak uważny dla roślin.
To co rozmaici panowie wyprawiali w ogrodzie, skrajny brak poszanowania dla otoczenia, przyrody i cudzej pracy- to przechodzi ludzkie pojecie...
Parkowanie ciężkiego sprzętu na magnolii, wylewanie wapna gaszonego pod iglaki przy ganku czy parkowanie motoroweru na rabacie z liowcami sprowadzanymi ze Stanów po 100 dolarów za sadzonkę- to są przykłady tylko z tego sezonu. I zaznaczam że wszystkie w/w roślny rosną z dala od tras przelotowych a wydzielonego terenu na parkowanie jest z hektar..
A pan Józef S . budując w rabacie z liowcami -słupki z kamienia o parametrach 40 na 60 złamał JEDEN pęd kwiatowy.
MOŻNA??
I jeszcze powiedział,, ze widzi jak ja kocham te kwiaty i on by nie mógł zniszczyć tego ,co jest dla mnie takie ważne..
MOZNA KURDE??
Muszę się udać do monopolowego po tzw ,, flachę,, dla Pana Józefa S
Należy mu się.
Tu widać rabatę z liliowcami w trzecim roku od posadzenia.Kwiatowe szaleństwo się powoli robi . O to mniej więcej chodziło ,żeby dookoła domu było morze kwiatów, ale ta rabata trzy tygodnie temu została kompletnie rozkopana bo podłączano kanalizację. Rośliny zostały wykopane z pędami kwiatowymi ,a następnie posadzone powtórnie. I JAK WIDAĆ NIE ZUWAZYŁY... bo kwitną jak wariaty. To są własnie liliowce i za to je kocham.
Ale róże angielskie też są niezłe.. Teraz znowu poszukuję angielskich- pnących żeby mi się przewalały przez ogrodzenie i moje białe sztachety .Nie jest łatwo...
Taki widok mnie powitał gdy przyjechałam ostatnio. a jeszcze nie ma szczytu kwitnienia i sucho...
Dobrze...dobrze , kończę już tego przydługiego posta bo mnie przestaniecie czytać..
ALE - LUDZIEEEE -JA W SOBOTĘ WODĘ W DOMU ODPALAM...
Ściskam
Gaja
Oto zdjecie łazienki. Podłoga jest jak sitko. W kuchni tez nie lepiej i salon rozcięty na pół. Wiem wiem ... trzeba to było kanalizację zrobić przy budowie fundamentu- tyle ze wówczas ja nie miałam bladego pojecia gdzie bedzie łazienka . a majstrzy mówili ,, to się pózniej wytnie,,
Dobra wiadomośc jest taka ,że piasek z izolacji pod pierwszą wylewką nie opadł nawet na centymetr. Nie na darmo jezdziłam do Ryk po zagęszczarki.
Jak widać zrobilismy spore postępy,Kanalizacja i woda praktycznie skonczona, Jeszcze tylko polożą ostanią izolacje i wyleją warstwę betonu i można płytki układać. Jutro jadę wybierać terakotę...
TRZY SEZONY CZEKAŁAM NA TEN MOMENT I JESTEM W NIEBIE.
Musiałam przyspieszyć prace przy dekorach do łazienki .Tu widać głowę od lali -która zamieszka pod prysznicem. Jeszcze jest przed wypałem - wiec bardzo delikatna.
Końcowa wysokość ok 140 cm. Robiona jest w częściach i potraktowana jak mozaika- czyli że będzie partami klejona do ściany i fugowana. Oczywiście najpierw wypał, szkliwienie i złocenie....
W czasie gdy ja się rozkosznie babrzę w glinie - Pan Koparkowy znowu rozkopuje mój ogród . Tym razem trzeba było położyć kable elektryczne do domofonu i bramy..To jest widok dla kogoś kto ma stalowe nerwy.Ja nie wytrzymałam i uciekłam do pracowni...
Oprócz wykopów układano we właściwym miejscu - kręgi do studni,które ważyły tonę..
I jeszcze jedna rzecz niezwykle ważna została wykonana..Wkopano rury zaopatrujące cały ogród w wodę I nawet są już zamontowane krany.
Albowiem zdarzyło się tak ,że przyleciał na krótki urlop mój maż, a ponieważ susza jest okropna - to został poproszony o pomoc i podlanie kilku miejsc- w tym ogródka z borówkami amerykanskimi, co to na końcu ogrodu są....
Po kilku rundkach- małżonek szanowny zażądał wezwania koparki i rozłożenia rur w najdalszym nawet ogrodzie , bo jak powiedział ,, nie będzie z konewkami latał.,,
POMOGŁO???
Wygląda na to, że na razie koniec kopania. Jeśli się nic nowego nie urodzi to dopiero w nastepnym sezonie będziemy robić wykopy pod fundamenty i przyłącza do pracowni.
Nie powiem że będę tęsknić..
I jak widać zaczęlismy ogrodzenie. Tzn pan Jozef S.zaczął. Od ulicy jest na razie 6 słupków z kamienia naturalnego, ale chyba 3 jeszcze trzeba dobudować- bo optycznie będzie lepiej i przęsła pomiędzy będą krótsze. PODMURÓWKI NIE BĘDZIE BO NA CMENTARNE PARKANY MAM UCZULENIE.
Przestrzenie pomiędzy słupkami - zostaną wypełnione klasycznymi, wiejskimi sztachetami, pomalowanymi na biało.
A,propos pana JÓZEFA S. ze Zwoli Poduchownej.. Pierwszy raz mam majstra ,co jest tak uważny dla roślin.
To co rozmaici panowie wyprawiali w ogrodzie, skrajny brak poszanowania dla otoczenia, przyrody i cudzej pracy- to przechodzi ludzkie pojecie...
Parkowanie ciężkiego sprzętu na magnolii, wylewanie wapna gaszonego pod iglaki przy ganku czy parkowanie motoroweru na rabacie z liowcami sprowadzanymi ze Stanów po 100 dolarów za sadzonkę- to są przykłady tylko z tego sezonu. I zaznaczam że wszystkie w/w roślny rosną z dala od tras przelotowych a wydzielonego terenu na parkowanie jest z hektar..
A pan Józef S . budując w rabacie z liowcami -słupki z kamienia o parametrach 40 na 60 złamał JEDEN pęd kwiatowy.
MOŻNA??
I jeszcze powiedział,, ze widzi jak ja kocham te kwiaty i on by nie mógł zniszczyć tego ,co jest dla mnie takie ważne..
MOZNA KURDE??
Muszę się udać do monopolowego po tzw ,, flachę,, dla Pana Józefa S
Należy mu się.
Tu widać rabatę z liliowcami w trzecim roku od posadzenia.Kwiatowe szaleństwo się powoli robi . O to mniej więcej chodziło ,żeby dookoła domu było morze kwiatów, ale ta rabata trzy tygodnie temu została kompletnie rozkopana bo podłączano kanalizację. Rośliny zostały wykopane z pędami kwiatowymi ,a następnie posadzone powtórnie. I JAK WIDAĆ NIE ZUWAZYŁY... bo kwitną jak wariaty. To są własnie liliowce i za to je kocham.
Ale róże angielskie też są niezłe.. Teraz znowu poszukuję angielskich- pnących żeby mi się przewalały przez ogrodzenie i moje białe sztachety .Nie jest łatwo...
Taki widok mnie powitał gdy przyjechałam ostatnio. a jeszcze nie ma szczytu kwitnienia i sucho...
Dobrze...dobrze , kończę już tego przydługiego posta bo mnie przestaniecie czytać..
ALE - LUDZIEEEE -JA W SOBOTĘ WODĘ W DOMU ODPALAM...
Ściskam
Gaja
niedziela, 5 lipca 2015
Z PORADNIKA STAREGO CHEMIKA....
CZYLI POST O TYM JAK BEATKA WOSK DO DREWNA ROBIŁA I CO Z TEGO WYNIKŁO.
Najpierw kilka zdjęć z ogrodu- który kwitnie jak szalony i cieszy oko.Dobrą ziemię tu mam, cięzką i dosyć żyzną . To nie są otwockie piaski...
Lilie, liliowce, iglaki i byliny kochają to miejsce , tyle że paskudna susza jest w okolicy . Rury do wody- są już wprawdzie wyprowadzone do ogrodu, ale woda na razie tylko z węża, z głównego ujęcia.Może za jakieś dwa tygodnie, po zamontowaniu hydroforu- pojawi się w rurach.
Ale nie o tym miało być...
Do rzeczy...
Wosk do drewna , do mebli ostatnio robiłam. O przyczynach tego desperackiego kroku - za chwilę. Teraz przepis , jako, że się proces powiódł.
Należy posiadać.
Wosk pszczeli naturalny/ kupujemy u pszczelarza mniej więcej po 30 zł za kg./
Terpentyna lub terpentyna balsamiczna - w sklepie z farbami po 22 zł za litr/ W Otwocku/
Najpierw kilka zdjęć z ogrodu- który kwitnie jak szalony i cieszy oko.Dobrą ziemię tu mam, cięzką i dosyć żyzną . To nie są otwockie piaski...
Ale nie o tym miało być...
Do rzeczy...
Wosk do drewna , do mebli ostatnio robiłam. O przyczynach tego desperackiego kroku - za chwilę. Teraz przepis , jako, że się proces powiódł.
Należy posiadać.
Wosk pszczeli naturalny/ kupujemy u pszczelarza mniej więcej po 30 zł za kg./
Terpentyna lub terpentyna balsamiczna - w sklepie z farbami po 22 zł za litr/ W Otwocku/
Pięknie pachnący, pszczeli wosk rozgrzewamy w garnku. Trwa to 5 minut.Zaleca się przecedzenie wosku w celu usunięcia paprochów, ale ja przelałam ostrożnie do drugiego garnka,pozostawiając brudy na dnie.Następnie dolewamy terpentynę ... i .....
Po zastygnięciu - w zależności od proporcji użytych składników , mamy wosk w płynie lub w paście.
Użyto
na wosk w płynie-
1 część wosku pszczelego / 3 części terpentyny
na wosk w paście
330 gr wosku pszczelego/ 0,5 l terpentyny.
Przepis na wosk płynny pochodzi od mojego ulubionego stolarza. Zaś wosk w paście- jest wynikiem tego ,że nie zauważyłam że trzymam w reku butelkę 0,5 litra a nie litrową. Pasta sprawuje się świetnie do tego stopnia , że zaraz zrobię z tego przepisu wosk postarzający i wybielający... Po co mi jakieś Autentico albo Anne Sloane ...
Ściany w Chacie- czyszczone były ostatnio.Tu widać je w pełnej starej krasie.Resztki gazet, farby, koszmarne , grube, czarne smołowanie i brud.
Tu widzimy ścianę po oczyszczeniu , z dziurami po kornikach i śladami po gwożdziach, ale ta ciemniejsza deska, z charakterem - jest pokryta MOIM woskiem . Fakt- drewno trochę ciemnieje , ale pasta pięknie podkreśla słoje i z defektów tworzy dekorację ,zaś ściana przyjemnie pachnie.
Wnioski.
Zrobię samodzielnie wosk do zabezpieczenia ścian w mojej chacie PONIEWAŻ...
1 Nie będę wdychać, ani mieszkać z całą tablicą Mendelejewa-bo wiem czego używam.
Przy okazji testowania wosku- sprawdziłam także luksusowy , drogi, zakupiony w dobrym sklepie z farbami- olej do drewna tzw naturalny. Nooo. to na pewno nie jest produkt eko sądząc po zapachu / smrodzie/
2 Wosk i terpentyna znakomicie działają anty- kornikowo. Stolarz twierdzi ,że to wystarczy na długie lata.
3. Ekonomia . To jest stosunkowo tanie zabezpieczenie - co jest dla mnie ważne .
Bo proszę sobie wyobrazić, wielkie powierzchnie starych ,drewnianych ścian wewnętrznych , wymagających starannego wykończenia. Postanowiłam bowiem,że pomimo totalnych dziur , 200 letnie bale mają pozostać odsłonięte.I zwiazaną z tym konieczność zakupu kilogramów wosku w marketach budowlanych , lub craft sklepie- po 60 zł za puszeczke 0,5kg
Nawet nie chce mi się liczyć..... i po co...
Sciskam
GAJA
Ps. Wady też są.Dosyć długo to schnie, a zanim wyschnie jest lepkie. I lepiej wygląda wypolerowane ale o tym wkrótce.
wtorek, 30 czerwca 2015
PRACOWNIA POD RÓŻOWYM KUNDLEM.
Szukałam kreatywnej, dzwięcznej i wpadającej w ucho nazwy dla pracowni.
Miało być ,,Pod Różowym Pudlem,, Trudno o bardziej kobiecą nazwę -co to lampucerska jest jak trzeba. Ale przyjaciółce Iwonce się przejęzyczyło, zastąpiła pudla- kundlem i zaraz potem umarłyśmy ze śmiechu....
Lampucerski jest, swojski i wiejski..I pewnie tak już zostanie.
Chałupę nową, drugą kupiłam na pracownię. Starą, stuletnią,małą. Nijak się nie ma do mojego 400 metrowego potwora. Oryginalna, bez przeróbek,
Zachowana cała wewnętrzna stolarka i część zewnętrznej także. Mam nadzieję, że nie ulegnie destrukcji przy przenoszeniu. Może ..jeśli zatrudnię miejscową, zwolską ekipę ,która zna moją paranoiczną cześć i uwielbienie dla staroci,, może uda się ocalić oryginalne okna, drzwi i okiennice.
Generalnie nieżle zachowane są ściany z bali.Ku mojemu zdumieniu częsci pod oknami praktycznie bez spróchnień. Od północy tradycyjnie najgorzej , ale tam na szczęście nie było okien. Podwaliny do wymiany i zdaje sie ze trzeba będzie podniesc do góry o bal lub dwa bo niskawo jest.
Albo może i normalnie - tyle że w Chacie sufit jest bardzo wysoko i potężne drzwi, futryny,więc teraz w tej małej chałupce dostaję klaustrofobii.
Prawdziwie,, Rózowy Kundel.,,
Od wiosny zaczynam od początku tę polkę... pozwolenia, fundamenty, rozłozyć, przewieżć, złożyc,,, itp.itd
Wprawdzie Pan Krzysztof S już sie zabrał za rozbiórkę , bo poprosiłam o jak najostrożniejsze zdjęcie szalówki z frontu i strony od podwórka/ foto/
Słońce, deszcz , żywica i czas - utworzyły na niczym nie zabezpieczonych, sosnowych deskach piękne wzory i dały patynę nie do podrobienia. Szalówka zostanie starannie zabezpieczona woskiem pszczelim i położona jako sufit w moim pokoju w Chacie.
Mam w tablecie piękne zdjęcie tej ściany... Ale tablet jest nowy i twierdzi, że nie mam uprawnień do obsługiwania swojego bloga.Jutro poproszę synusia o pomoc i może się uzupełni materiał zdjęciowy.
W ,, Różowym Kundlu,, zachowała się piękna , gruba podłoga i sufit -myślę że do uratowania.Wnętrze jest tradycyjne -dwie izby , komora i mała sionka.
Cieszyłam się że Chatka jest tak blisko.Miałam nadzieje ,że uda się ją przestawić w całości. Ale teraz widzę ,że chyba będziemy rozbierać i zestawiać na nowo, uzupełniając uszkodzenia i zniszczenia.
Jezu, trzeba będzie do lasu po drzewo i znowu spotkanie z Szalonym Leśniczym...
Nie opowiadałam o Szalonym Leśniczym???
NAPRAWDE??
Moi kochani sąsiedzi, wiem ze czytacie mojego bloga i jest mi z tego powodu baardzo miło.
Więc uprzejmie proszę ,,nie pukać mi się w głowę .Już sie napukaliscie gdy przywiozłam i zestawiałam Chatę . A teraz co?Stoi ?
ANO STOI ... I TO JAK....
Zdaje się że wołam na puszczy.....
Ściskam
Wasza
Gaja
Miało być ,,Pod Różowym Pudlem,, Trudno o bardziej kobiecą nazwę -co to lampucerska jest jak trzeba. Ale przyjaciółce Iwonce się przejęzyczyło, zastąpiła pudla- kundlem i zaraz potem umarłyśmy ze śmiechu....
Lampucerski jest, swojski i wiejski..I pewnie tak już zostanie.
Chałupę nową, drugą kupiłam na pracownię. Starą, stuletnią,małą. Nijak się nie ma do mojego 400 metrowego potwora. Oryginalna, bez przeróbek,
Zachowana cała wewnętrzna stolarka i część zewnętrznej także. Mam nadzieję, że nie ulegnie destrukcji przy przenoszeniu. Może ..jeśli zatrudnię miejscową, zwolską ekipę ,która zna moją paranoiczną cześć i uwielbienie dla staroci,, może uda się ocalić oryginalne okna, drzwi i okiennice.
| OKIENNICE I STARE,KUTE ZAWIASY |
Generalnie nieżle zachowane są ściany z bali.Ku mojemu zdumieniu częsci pod oknami praktycznie bez spróchnień. Od północy tradycyjnie najgorzej , ale tam na szczęście nie było okien. Podwaliny do wymiany i zdaje sie ze trzeba będzie podniesc do góry o bal lub dwa bo niskawo jest.
Albo może i normalnie - tyle że w Chacie sufit jest bardzo wysoko i potężne drzwi, futryny,więc teraz w tej małej chałupce dostaję klaustrofobii.
Prawdziwie,, Rózowy Kundel.,,
Od wiosny zaczynam od początku tę polkę... pozwolenia, fundamenty, rozłozyć, przewieżć, złożyc,,, itp.itd
Wprawdzie Pan Krzysztof S już sie zabrał za rozbiórkę , bo poprosiłam o jak najostrożniejsze zdjęcie szalówki z frontu i strony od podwórka/ foto/
Słońce, deszcz , żywica i czas - utworzyły na niczym nie zabezpieczonych, sosnowych deskach piękne wzory i dały patynę nie do podrobienia. Szalówka zostanie starannie zabezpieczona woskiem pszczelim i położona jako sufit w moim pokoju w Chacie.
Mam w tablecie piękne zdjęcie tej ściany... Ale tablet jest nowy i twierdzi, że nie mam uprawnień do obsługiwania swojego bloga.Jutro poproszę synusia o pomoc i może się uzupełni materiał zdjęciowy.
W ,, Różowym Kundlu,, zachowała się piękna , gruba podłoga i sufit -myślę że do uratowania.Wnętrze jest tradycyjne -dwie izby , komora i mała sionka.
Cieszyłam się że Chatka jest tak blisko.Miałam nadzieje ,że uda się ją przestawić w całości. Ale teraz widzę ,że chyba będziemy rozbierać i zestawiać na nowo, uzupełniając uszkodzenia i zniszczenia.
Jezu, trzeba będzie do lasu po drzewo i znowu spotkanie z Szalonym Leśniczym...
Nie opowiadałam o Szalonym Leśniczym???
NAPRAWDE??
Moi kochani sąsiedzi, wiem ze czytacie mojego bloga i jest mi z tego powodu baardzo miło.
Więc uprzejmie proszę ,,nie pukać mi się w głowę .Już sie napukaliscie gdy przywiozłam i zestawiałam Chatę . A teraz co?Stoi ?
ANO STOI ... I TO JAK....
Zdaje się że wołam na puszczy.....
Ściskam
Wasza
Gaja
niedziela, 21 czerwca 2015
WIEJSKO, SIELSKO, ANIELSKO
W Chacie ostatnio- spory ruch .Pomijając działania koparkowe,wykonane zostały instalacje elektryczne wewnętrzne i zewnętrzne ,a ja z rozpędu poprosiłam o zamontowanie kinkietów i żyrandoli.
Tak , wiem -trzeba to będzie zdjąć przy montażu elewacji, ale trudno... Muszę mieć w życiu jakieś przyjemności, a do nich zaliczam oglądanie mojego domu w ślicznym oświetleniu. Jakoś łatwiej wizualizuje mi się wówczas efekt końcowy.
Jednakowoż dom jest totalnie okablowany ,a to jeszcze nie koniec. Na jesieni dojdą przewody od instalacji p- poż i monitoringu.
| Kinkiety otrzymane w prezencie od Joanny- siostry mojej przyjaciółeczki Ani. Abażurki lekko buduarowe z second handu- wygladają świetnie ale pewnie zostaną zastąpione porcelanowymi. |
Jak widać powoli acz skutecznie zmierzam ku wylewkom i tzw - wykończeniówce.
Wybudowane zostały ścianki działowe parteru i położone wewnętrzne tynki pokojów .
Pozostałe ściany zostaną otynkowane - gdy zakończone będą instalacje. Nie chcę się śpieszyć zanadto - bo już zdarzyło się, że trzeba było skuwać świeżo położony tynk . A podobno wszystko zostało zrobione...
Moja sypialnia jest już prawie gotowa. Mam betonową podłogę- bo zrobiliśmy ostatnią wylewkę . Ściany są wykonczone pięknym, grubym tynkiem i pomalowane na biało. Druty sterczące ze ścian - wyznaczają miejsce na kinkiety co to ich jeszcze nie ma..
Wiecie jak trudno było zamówić taki gruby, chropowaty tynk???. Było kilku majstrów i nasłuchałam się tekstów pt,, ja tak nie zrobię,, , ludzie powiedzą ze ja tynkować nie umiem,,,, dziadostwo takie- ja bym to cekolem pociągnął.,,.
NIE
NIE
NIE
Żadnych cekoli i gładzi gipsowych tu nie będzie. Piasek gruby i nierówne zatarcie- to jest moja estetyka. Tak chcialam i tak mam w końcu zrobione. Ale nie było łatwo.
Bardzo jestem zadowolona z tego że kazałam od sypialni zacząć Ilekroć odczuwam zmęczenie - zamykam moje piękne ,stare drzwi i znikam u siebie.
Szafę sobie kupiłam ostatnio. Starą z kryształowym lustrem i inkrustacją. W środku - na przepięknych , ręcznie malowanych wieszakach- autorstwa Grażynki Kulig, wiszą moje lniane ubrania.
Ta kremowa koszula- to Gudrun Sjoden - vintage .Moja ukochana Gudrun - kupiona za 6 zł w miastkowskim second handzie.
Sypialniana szafa cd- dekoracja z forniru i macicy perłowej.Ładnie. prosto i elegancko.Dobry to był zakup i potrzebny, nie żadna fanaberia bynajmniej , Ubrania się nie kurzą mimo, że dookoła kują i siwy dym.
Mam tylko zagwozdkę jak wykończyć okna w sypialni. Błękitnymi paskami czy lnem w róże?
Z paskami spokojniej i eleganciej, ale serce moje zdecydowanie bliżej róz. One tak pięknie prześwitują pod światło.
I tak słodko wygladają z bawełnianymi zasłonkami. Sielsko , wiejsko, anielsko.
Wszystkie tkaniny pochodzą z second handu w Żelechowie/ 22 zł za kg//
A to jest zdjęcie tarasu od łąki. Róza Flamentanz kwitnie jak szalona i dostała dwie jasno- różowe koleżanki do kompanii.
A tu widzimy mały, stary mebelek. Z pewnością usiądzie na nim jedna z moich elegantek z kolekcji lalek. Kupiłam na starociach. Zaplaciłam 40 zł. Pokrycie trzeba będzie zmienić....
Ostatnio oglądałam stare zdjęcia z początków bloga.
Ku pokrzepieniu serc.
Bo jak się patrzy z boku - to dość powoli idzie moja budowa.
Tyle że ...4 lata temu,,, w tym miejscu gdzie stoi dom -było czyste , szczere pole.
Ściskam
Gaja
Subskrybuj:
Posty (Atom)


