O DOMU

Chata jest stara, bardzo stara. Na jednej z belek stropowych ma wyciosaną datę 1830. Gazety , którymi wyklejone były jej ściany są równie wiekowe.Pieczołowicie zdjęłam to co się dało zdjąć i zrobię z nich kiedyś piękny collage.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.

czwartek, 14 sierpnia 2014

NIE BĄDZ GAPĄ-NIE KRYJ PAPĄ...

Urwałam się ostatnio z domu na chwilę  i pojechałam pomieszkać w mojej ukochanej prowizorce.  To były piękne dni- pracowicie spędzone na porządkach rozmaitych, ale też na  bujaniu się w hamaku./NARESZCIE/
Ale do czasu...
We wtorek nastąpiło tzw  oberwanie się chmury  i padało straszliwie . I w trakcie tegoż okazało się że natychmiast , już i teraz- muszę wracać do domu i organizować ekipę dekarzy bo zasadniczo w Chacie nie ma miejsca  na które  się nie  leje.
Na dachu leży papa, ale spokojnie  mogła by nie leżeć bo rezultat byłby taki sam. Czyli żaden.
Dach jest jak sito  i to z bardzo dużymi oczkami.
Wróciłam więc szybciutko i zaczęłam działać.Ekipa się znalazła, gont  wybrany i zamówiony, gonty kalenicowe też, orynnowanie, oblachowanie i  okna połaciowe.
UFF
Zaczynamy 27 sierpnia  plus minus.
I znowu wszystko na wariackich papierach - bo  dach miał być robiony ale pod koniec września....
Jednakowoż ... jeśli wszystko pójdzie jak należy - to znowu potężną robotę z  długiej listy będzie można wykreślić.
Już się nie mogę doczekać tego dachu  normalnie.
A teraz kilka zdjęć z mojego, prowizorycznego raju ...





I trochę zdjęć prowizorki nocą... Normalnie jak w starym zamku...

A teraz zdjęcie poglądowe dachu widzianego z dołu... ... Jest tego 400 m.kw. Będą mieli dekarze co robić choć się odgrażają że w 2 tygodnie skończą. ..
No zobaczymy...

I jeszcze chciałam pokazać jaką cudną patynę na mosiądzu udało mi się  uzyskać .
Niechcący zrobiłam bo  próbowałam czy się mosiadz do eco- printingu nadaje . / I owszem- nadaje się/

 Stara i ohydna ramka od lustra/ ?/ kupiona w miastkowskim skupie złomu.
...posypana solidnie solą kuchenną  i polana zwykłym octem. Zawinięta w folię na 3 tygodnie...

...następnie odwinięta i machnięta w kąt   na okres zimy..
...pokryła się patyną w tym cudnym turkusowym kolorze.
Proste i tanie.Nie trzeba czekać przez całą zimę bo efekt już po 3 tygodniach widać...
Teraz zabezpieczę lakierem matowym do metalu i będzie git.
I z dachem też będzie git...
I W OGÓLE JEST GIT I OGÓLNIE  ZAJEBIŚCIE
O czym Wam donosi ...
Wasza -
Gaja

czwartek, 8 maja 2014

BŁĘKITNA MARKIZA

Na ścianie bawełniany dywan  z nadrukami,-second hand 20 zł,,wełniany dywanik przy łózku ,-second hand 10 zł.
Niewiele w tym roku zrobię w Chacie. Niestety. Bo po pierwsze butik na Etsy otworzyłam.
A po drugie - galerię internetową swoją, autorską zaraz otwieram i wiecie co? Nie myslałam ze sklep internetowy to jest taka masakryczna robota.... a zasadniczo pracy się nie boję. . Ogarnęłam z trudem... \
No i ten potworny bałagan i wszystko  porozp.... bo tu się zdjęcia nie udały , tu słonce za ostro świeciło  tam się skasowały przypadkiem...
 Rany Boskie.
Ja wiem ze to jest tzw pakiet startowy i się w końcu człowiek wyuczy ale nie było tak łatwo jak myślałam.
No  i przy tym ... jak sobie pomyślę ze kolejne lato mam spędzić na budowie i na dodatek z kompem na kolanach to ... chyba sobie zrobię urlop w tym sezonie
Zaplanowałam tylko piaskowanie , elektryczność , hydraulikę i nie chce się rozkręcać.
Ale żeby nie było że juz tak całkiem nic to trochę popracowałam nad tzw sypialnią.
Poduszki  second hand po 5 zł. Narzuta - 10 zł. Markiza z bawełnianych zasłon,-Second Hand   / 22 zł za kg

No bo czasem się jednak na budowę jeżdzi i nawet nocuje....więc zaczęłam od uszycia błękitnej markizy nad łózko ... żeby mi się trociny z belek sufitowych na głowę nie sypały....Synkowie wspięli się wysoko i przybili gwożdziami... no i śpię niczym hurysa..
Łózko - Allegro 450 zł, szafka 60 zł. Lampa  stojaca 80 zł ze staroci w Otwocku.
Lampa ze sceną pasterską - 120 zł. Stara  kłkowa firanka- 8 , 50 second hand
.Lampa przy łóżku i inne błękitne utensylia...wszystko vintage..
Na tym zdjęciu widać ze ściany potrzebują natychmiastowego piaskowania i naprawdę od tego muszę zacząć....
Star lalka 12 zł. Starocie wOtwocku,Poduchy second hand w Miastkowie.
 Moje królewskie, błekitne łoże i ręcznie robiona lalka - w granacie . Poduchy takoż w blekitach i narzuty,,
,
Z  tkanin pozyskanych w okolicznych second handach poszyłam  sobie   woreczki na bieliznę itp.

Dodaj napis
Książeczka przy łóżeczku to , Second skin,, INDII FLINT... bo kurs eco printingu za pasem i trzeba się nastroić mentalnie. A poza tym liście już są na drzewach i zaraz będę farbować, farbować , farbować..

Normalnie jakaś ostra faza na niebieski  jest, bo moje najnowsze   zdobycze są takoż w błękicie- głównie. Oto stare , wiejskie , ręcznie tkane lny - prześcieradła i sienniki...
Jakie cudne faktury i te niebieskie paski...

A na koniec mój faworyt . Stary, lniany worek z nadrukowanymi napisami. Zaraz zrobię z niego  plecak wykończony beżową skórą.
Zapraszam na Etsy
Uściski
Gaja

sobota, 22 lutego 2014

,,JESZCZE BĘDZIE PRZEPIĘKNIE, JESZCZE BĘDZIE NORMALNIE....,,

Hallo.
Wczoraj paczka przyszła z Ameryki...A w paczce były ślicznosci do Chaty następujące...
Niezwykłej wprost urody czepek  z buduaru jakiejś elegantki z lat 30 tych,rękawiczki na drobniuśkie rączki  i prześliczny czepeczek dla maluśkiej dziewczynki.No cudo nad cudami , z atłasową wstążką i różyczką-do natychmiastowego włożenia  w ramki.
Na dużym czepku  stosowne zdobienia i zwisy..
Torebki do kolekcji wieczorowych cacek z lat 50 tych i 60 tych. Ta ze złotą ramką jest  szczególna bo ma w  środku to małe cudeńko i jest pokrywana 24 karatowym złotem... No Ameryka normalnie.
A kolekcję torebek pokazywałam???  Była ?? czy nie było??
Centralnie widzimy starą lokówkę do robienia fal nad czołem.Z wtyczką elektryczną. Nasze wtyczek nie miały.... a to zdaje się z tego powodu, że światło nie wszędzie było.
 Cudne, stareńkie okularki w oryginalnym etui. Delikatna robota i pozłacane oprawki. Na wierzchu logo twórcy...

Półmiski z prasowanego szkła na stół w Chacie. Ten z kropeczkami na brzegu to mój faworyt.
Mam już sporą zastawę z takiego szkła. Jest stare , stylowe , polskie , holenderskie, angielskie i niemieckie , a teraz  dojechało z USA.Fantastycznie mi się wpisuje w estetykę  mojej starej ,wiejskiej chałupy..

I  na dodatek dostałam wiekowy,oryginalny  amerykański patchwork z lat 30 -tych. Moje marzenie i  kolejna rzecz do natychmiastowego włożenia w ramki gdyż nie godzi się używać obiektów prawie muzealnych.
A teraz słowo o Pani co te dary przysłała...
Anka... moja siostrzana połówka .

Jest przy mnie może ze 3 dziewczyny takie od zawsze i na zawsze , którym nie trzeba tłumaczyć co autor miał na myśli i  wszystko interpretują na korzyść oskarżonego.
Anka stanowi trzon tej małej grupy która  się z   odniesienia stała już pierwotną..
Wyjechała wiele lat temu do Stanów za chlebem ... ale kiedy przylatuje do Polski , do domu - moje   życie zaczyna biec innym trybem...
To jest dziewczyna która nie stwarza problemów tam gdzie ich nie ma, Do której można wpaść bez umawiania się tydzień naprzód i wpisywania w harmonogram.Najwyżej będzie w koszuli nocnej ... a i tak przyjmie Cię lepiej niż Królowa Angielska
To jest dziewczyna  , która posiadła rzadką umiejętność sprawiania radości ludziom dla  samej tej radości..
Panna do tańca i do różańca jak mówią .. tyle ze obie nie przepadamy za różańcem..
Jak nam się pypeć zrobił to obu na prawej nodze i na łydce po zewnętrznej stronie.
Poważnie.
Gdyby przyszło kiedyś konie kraść to Bogu dzięki - mam do kogo zadzwonić.
Anuś Kochana . Dziękuję najserdeczniej .
Przylatuj szybko.
Gaja

czwartek, 12 września 2013

DOM WARIATÓW

Było tak. Przyjechała ekipa montująca okno do  głównej lukarny. Panowie są  bardzo sympatyczni i uważni . Można zapytać i poradzić się w różnych budowlanych sprawach , co też czynię.
W  trakcie prac któryś z panów  zauważył ,że  jedna belka stropowa  nie jest przymocowana i sobie luzno lata ,więc chciał ją przykręcić  i się przyjrzał dokładniej. Wówczas  się  okazało że  jest wyrwana z zaczepów niczym ramię ze stawu  .I  ściana boczna lukarny ma odchylenie 10 cm na 1 metrze / razy 4 /a co za tym idzie - nie wiadomo jakim cudem  jeszcze  stoi , choć z prawej strony już się zrobiła beczkowata.
A teraz zamieszczę zdjęcie całości żeby było wiadomo jakiej wielkości  i proporcji jest ta lukarna
Mogę sobie tylko wyobrazić co by się stało gdyby się przewróciła. Więc wezwałam na cito nadzór techniczny , a ten  natychmiast wezwał ekipę która  budowała  mój dom . Oczywiście nie obyło się bez awantury- bo główny majster był wściekły ,że musi poprawiać swoją robotę i  zapytał kto mu za to zapłaci .Wówczas ja z kolei dostałam piany , jako że zapłaciłam w ubiegłym roku okrągła sumkę za montaż  mojej chałupy i miałam nadzieję, że  trochę postoi ,a tu taka niespodzianka. Dałam wiec wyraz swojemu oburzeniu - co jest mam nadzieję zrozumiałe...No i nadzór techniczny też się wypowiedział,więc nerwowo i stresowo było...
A potem sie zaczęła ganianina , albowiem należało znowu do tartaku po drewno  się udać i całą okolicę zwiedziłam w poszukiwaniu okuć.Dość powiedzieć, że w miejscu gdzie była jedna belka - jest ich teraz 6 . Wiec jak się miało to trzymać?
Dzięki Bogu ,że  teraz się ta usterka ujawniła- bo jakby tak śnieg duży zimą spadł -to bym dopiero miała dach.
Tak wygląda od środka rzeczona lukarna- która będzie mieścić bibliotekę.
Reasumując . Zanim zbudowałam ten dom -  już go muszę remontować, co mnie nie nastraja radością niestety . Jestem  też zwyczajnie zmęczona i zgoniona  ,bo  znowu sporo pary poszło w gwizdek.Uwierzcie-  zagrożenie katastrofą budowlaną to jest olbrzymi stres  ... więc następnego dnia miałam 38 st. gorączki i objawy ostrego zatrucia.
Ale okno mam cudne.Co?
Uściski
Gaja

czwartek, 8 sierpnia 2013

FIKU MIKU

Tytuł  posta zapożyczony z  dziecięcej wyliczanki o kominiarzu- bo właśnie kominy ukończyliśmy.
Sporo było przy tym zamieszania- bo kamionka do kanałów dymnych, specjalne wsady do przewodów wentylacyjnych itp itd.A poza tym upał był niemożebny..
 Pod dachem krytym czarną papą musiało być majstrowi - Pawłowi S. niezbyt komfortowo, ale  się nie skarżył i robota postępowała...
I tak oto zbudował dwa piękne, harmonijne kominy z czerwonej cegły i klinkieru.
A zaraz po kominach pan Krzysztof  S.wraz z moim synem zabrali siĘ za oszalowanie i wylewkę schodów od strony łąki

Zmęczyło mnie  wspinanie się po skarpach , cementu i żwiru też sporo zostało -no to zalaliśmy. Nawet już wchodziłam po nich raz-bardzo wygodne są. Jutro dostaną  balustradę,  tralki i poręcz  od wiosny czekają na montaż.
Szalenie jestem ciekawa  efektu końcowego- bo  to oznacza że ganek południowy będzie praktycznie skończony. Uff  ,kolejną rzecz z długiej listy można odhaczyć, gdyż płytek żadnych na ganku nie będzie. Po montażu balustrady damy zaprawę samopoziomującą i namaluje się perski dywan/ Z szablonów- oczywiście/
 Pośród rozp... budowlanej ,pomiędzy podjeżdzającymi samochodami z materiałami typu cegła pełna, czerwona, klinkier, kamionka, cement ... powstały nawet jakieś dzieło-sztuki..

 Oto szaliczek pt ,, Czerwone maki,,Wełna  owcza ręcznie przędziona plus czesanka. Filcowane.

I gotoweee... Nawet rusztowania się do twórczych działań przydały -bo było na czym dzieło wysuszyć.
 Poza tym piekielna susza jest -co owocuje pożarami w okolicy . Ostatnio straż wyjeżdza po 3 razy dziennie i nawet majster  z budowy  biegiem leciał -bo on strażak jest.
 Widok -gdy za wozem strażackim jedzie kilka samochodów i strażacy w pełnym umundurowaniu na motorach lub czym kto ma -bywa wprawdzie  dość zabawny , lecz   jest to sytuacja mocno przejmująca lękiem , budząca też wielki podziw i szacunek dla tych mężczyzn , którzy na sygnał  włączonej syreny rzucają wszystko- robotę , jedzenie ,rozrywkę czy sen i  lecą bo,, tam może człowiek  ginie,,/ cytat za majstrem Pawłem/
Siedzieliśmy ostatnio na ganku  z moimi synami, piliśmy przedwieczorną herbatkę,Dookoła spokój i cisza ,słychać tylko świerszcze i włączone dojarki , siano pachnie -bo świeżo skoszone...
Sielanka...
Nagle alarm i od włączenia syreny do wyjazdu wozu strażackiego minęło 3 minuty...
Oni - strażacy- robią to bezpłatnie i dobrowolnie ,a jako jedyną zapłatę za trud , stres i narażanie życia  mają  zasłużone uznanie i szacunek ludzki. I czasem jakąś uroczystość , medal albo puchar. Nasi zdobyli ostatnio na zawodach strażackich dwa puchary.Następnego dnia majster nie przyszedł do pracy -bo mówił ,że go strasznie bolał kręgosłup....Normalnie ruszyć się nie mógł.
Wysoce prawdopodobne.

 A po pracy  na budowie -rodzinka oddaje się zajęciom typu odpoczynek na hamaczku..

 Lub spanie na stole.
Albo kąpiemy się w rzece / myjąc naturalnym mydłem- naturalnie/
Matka-czyli ja, to sobie w ramach odpoczynku może  rabatkę opielić/ ktoś w końcu robić to powinien../.
Aha ... i światło podłączyła elektrownia  w swej wielkopańskiej , garwolińskiej łaskawości.
UFFF.
NARESZCIE...
Tyle nowości...
Uściski.
Gaja

czwartek, 11 lipca 2013

BABKI Z PIASKU..

Na budowie znowu zagościła koparka. Trzeba było podjazd poprawić i  wstępnie zagospodarować teren od łąki. Czyli że skarpy  powstały i kamienie duże zostały ułożone . Nawet już zrobiłam sporo nasadzeń.
Pan Koparkowy znowu dał się poznać ze swojej najlepszej strony i precyzyjnie , w wyznaczone miejsce położył spore głazy.Elewacja południowa zupełnie inaczej teraz wygląda. Północna zresztą też- a to za sprawą okien.
 Ta wielka góra żółtego żwiru jest podsypką pod schody, które niebawem powstaną- i będą prowadzić do południowego ogrodu i na łąki.
A na  północy bez zmian- tyle że cudne okna dodały domkowi charakteru.
Teraz chciałam  wam przekazać najnowsze plotki. Poszła wieść po wsi ,że stare okna do domu założyłam.
No czy to nie jest najpiękniejszy komplement?? Widocznie  wyglądają na  autentyczne. Bardzo, bardzo się z tego cieszę- bo to znaczy ,że warto było czekać od pazdziernika do czerwca, aż stolarz skończy swoją robotę. I tu  serdecznie pozdrawiam Pana Adamczyka z Celestynowa , który jest autorem i wykonawcą  mojej pięknej  stolarki . Niech  żyje 100 lat w zdrowiu- bo każda wizyta u niego sprawia, że nie tylko wzbogacam dom o rozmaite  wykończenia, ale też dowiaduję się nowych rzeczy o obróbce drewna, co w mojej pracy jest bezcenne.
Niestety kochani sąsiedzi, okna są nowe- albowiem oryginalne zostały przez poprzedniego właściciela   wymontowane , porąbane na opał i zastąpione plastikami. Przy zakupie domu zrezygnowałam więc z okien- jako że były okropne  i  dodatkowo płatne.
 W drewnianej chacie  sprzed 200 lat-  plastików bym nie zniosła. Mam swoje ograniczenia jak widać...
To łukowate cudo ,  jeszcze w wersji ,, in statu,, jest przeznaczone do największej lukarny nad gankiem -tej na wprost.  Wiem... wiem... otwór jest za mały , ale się go  powiększy przy montażu. Prawie gotowe ...zabrakło dwóch klamek, a że okres urlopowy wszędzie -więc czekamy na dostawę.

I widok z boku.Przepraszam za pierdolniczek na ganeczku ,ale jak to na budowie. Piły , wiertarki, etc.
Zakończyłam też montaż zewnętrznej  części instalacji elektrycznej, zwieńczonej  tablicą bezpieczników i gniazdami wtykowymi . Teraz czekamy na licznik, ale chyba się jeszcze trochę zejdzie bo elektrownia w Garwolinie  jest reliktem poprzedniej głęboko gomułkowskiej epoki.
Byłam tam ostatnio- przypomnieć panom ,że trzeba prąd podłączyć po 9 miesiącach od podpisania umowy .I odbyła się scena rodem z filmów Barei. Jedna teczka z 3 papierami w jednym kącie. Druga teczka z pięcioma kartkami w innym . Pan szukał. szukał i szukał , a jak  znalazł to orzekł że już, myk , natychmiast , do miesiąca zrobią odbiór techniczny przyłącza, a potem też szybciutko po następnym miesiącu podpiszą umowę i zaraz 2 tygodnie po tym  fakcie podłączą mi licznik ...
BOŻE ... SPUŚĆ BOMBĘ...
 Z ciekawostek ogrodniczo - przyrodniczych  pokażę orzechy na czerwonej leszczynie. Mam ich 20/ czerwonych - bo ogólnie posadziłam 100/ i są naprawdę małe -bo widocznie ziemia nie taka  jak lubią. Nie nawoziłam dotychczas ,ale zacznę, bo są w tym roku obsypane orzechami , które miały być małe , a są nadspodziewanie  duże. Jak smakują nie wiem , ale widać z fotki , że sie jesienią dowiem.
I  ptaszyska wypaliłam.Zostaną wmontowane w słupki ogrodzeniowe. To oczywiście pierwsza część bo będzie ich znacznie więcej.
A od poniedziałku stawiamy kominy. W sobotę przywiozą cegłę , cement i piasek i znowu się narobi bałaganu dookoła.
Będzie co sprzątać....
Uściski
Gaja

środa, 19 czerwca 2013

KOLOR NIEBA Z MOICH STRON

Wybrałam się ostatnio na długi spacer po okolicy. Nie tyle dla rozrywki i przyjemności - lecz z konieczności. W poniedziałek , bladym świtem  mój samochód miał awarię . Na szczęście tuż za bramą, wiec się obyło bez pomocy drogowej, ale na  plac budowy zostałam dowieziona przez ekipę od okien. Ich autem.
Jednakowoż tego dnia przypadała bardzo smutna  rocznica . 10 lat temu bowiem w wypadku zginął mój ukochany Brat - Tomek. Należało się udać na cmentarz i stosowne obrządki uczynić-  dla upamiętnienia i wspomnienia Jego Kochanej Osoby. Smutna to była okoliczność jak i  refleksje ponure- bo na cmentarnej  płycie stały 3 małe lampki i koniec .A podobno poprzedniego dnia  sporo osób z rodziny jego Matki się zjechało ..Znaczy - chyba w gości przyjechali jak zwykle.
Żal było na ten grób patrzeć i tyle.
Taki fantastyczny , kochany chłopak. Mądry, pracowity jak mrówka,dobry , ciepły , uczciwy  sprawiedliwy  i troskliwy . Brat, kuzyn , dla niektórych wujek i ojciec chrzestny , trzy lampczyny i ani jednego kwiatka. Żenada normalnie.
Ale jak trzeba  się pomądrzyć i mącić to się energię i pieniądze ma.
Sorki za tę prywatę ,ale  mi się ulało.
Spacer był długi,powolny... nigdzie mi się nie spieszyło Szłam sama polną drogą pośród dojrzewających zbóż i mogłam sobie spokojnie popłakać za Nim, za Jego Świetlistą Obecnością.
Za tą  utraconą miłością moją co to,, nie zazdrości , nie unosi się gniewem  i nie szuka poklasku.Prawdziwa jest, łaskawa jest, wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje,,- bo ten mój jasny Brat nauczył mnie właśnie  tak siebie kochać. Nie dało się inaczej.
 Każdego dnia dziękuję Bogu Najwyższemu za to, że był w moim życiu.
Że miałam Brata.
Z włosami w kolorze kłosów
Z oczami jak niebo....
Sól ziemi.
,, JEST W OCZACH TWYCH KOLOR NIEBA Z MOICH STRON,,..



A  w tym czasie na budowie sporo się działo...Panowie od montażu okien zabrali się do roboty i...
wypakowali okna z samochodu. Osiemnaście sztuk ,bo jedno jeszcze się robi. To główne , łukowate z biblioteki.
S. pilnuje żeby się nie przewróciły i podziwia.
Najpierw odbyło sie lekkie poszerzanie otworów.
A następmie montowanie nowych  futryn i ramiaków.
I ta- dammm.
Gdy tymczasem ja zajęłam się  urządzaniem tylnego tarasu...

Hamak - nówka z płótna zaglowego - 10 zł second hand. Stare sagany 25 zł skup złomu w Miastkowie


Ale... ale . Niech ten widok nikogo nie zmyli. To ze hamak wisi to nie znaczy ,że był używany. S zamontował haki, powiesiliśmy i sprawdziłam wytrzymałosc. Bardzo wygodnie jest, ale na bujanie sie muszę jeszce poczekać.
Tym razem nie było czasu, bo sprzątanie terenu i micha dla pracowników być musiała.
Jezu . Tak się cieszę ,że przebrnęłam wreszcie przez te cholerne okna, a  na poduchach zdążę jeszcze przecież  poleżeć.
Teraz pora na kominy.
Poduszki  lniane z haftem i szydełkowe- second hand  po 2 zł.
 Uściski
Gaja