O DOMU

Chata jest stara, bardzo stara. Na jednej z belek stropowych ma wyciosaną datę 1830. Gazety , którymi wyklejone były jej ściany są równie wiekowe.Pieczołowicie zdjęłam to co się dało zdjąć i zrobię z nich kiedyś piękny collage.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.

niedziela, 1 maja 2016

JADĄ WOZY KOLOROWE,,,,

Ganek wieczorem- widziany z okien jadalni.
Zabrałam się z wiosny za drobne sprawy montażowe w chacie. I za dopinanie do końca różnych pierdołów- co to ich była dłuuuga lista.
Oto ganek południowy z dodanymi kratkami do róż. Będzie trochę intymności i cudne  ,kwitnące jak szalone  krzewy  Flammentanz dostały podporę. Ta odmiana ma roczne przyrosty po 3, 5 metra. Zmierzyłam. Naprawdę tak ma. Niedługo weszła by mi do domu a tak ma się po czym wspinać. Jeden pęd jest aż na dachu. Widać miejsce  odpowiednie i nawóz niezły znalazłam plus obornik . Kwitnie jak wariat.. Pokażę w sezonie.

Mój syn Stefan z kuzynem Zbigniewem D.zamontowali te kratki , walcząc z grawitacją i przyjmując różne pozycje baletowe...
Dzięki Bogu - kuzyn Zbigniew manualny jest i wszystko,, umi,,bo jest komu te różne,domowe rzeczy poprzyczepiać , powiesić- a nie zawsze lekkie są.

Tu widzimy kuzyna Zbigniewa - jak wykonuje ekwilibrystykę na drabince ,przy okazji montując karnisze .No i proszsz...prosto są przyczepione. A dwa lata wisiały krzywo..
.
 Zasłonki i firanki do kuchni  są zrobione i czekają , ale zdjęcie całości będzie pózniej- bo własnie  szaleje pan od kominków i tak jak myślałam szlag trafił całe moje sprzątanie. Nawet jest chyba gorzej niż było...

Jesienią robiłam ostatnie wylewki i znowu jest  dziura. Bo teraz, żeby  zrobić odbiór techniczny domu -kominki musza mieć dolot powietrza z zewnątrz. No i własnie Pan Jarosław z firmy Skolimowski Kominki- taki dolot uczynił. Potem oczywiście posprzątał i dziura zniknęła ale siwy dym pozostał. Lecz nie skarzę się - bo w piatek i sobotę  przy swoim  ogniu siedziałam.
Bezcenne
Zwłaszcza gdy leje i zimno na dworze.
Oczywiście , to tylko pierwsza cześć zabudowy , ale grzeje mocno i do mojej sypialni też ciepłym powietrzem dmucha.
Tu już widać światło w tunelu , ale jeszcze jeden kominek jest do zrobienia .Wielki z narożnym wkładem. Zejdzie się ...
Wiec nie wieszam jeszcze firanek i zasłonek - nie ta pora.
Za to kupiłam łóżeczka.Trzy sztuki.

Pierwsze jest ,, ludwikowskie,, znaczy lampucerskie jak trzeba.Nogi nie bardzo krzywe na szczęście ,,boki wyścielone starym ,porwanym jedwabiem,który zaraz się zdejmie i obije  lnem aplikowanym w róże, Pomaluje może, a może nie - się zobaczy pózniej.

I jeszcze takie dwa  mebelki  kupiłam. Nawet już przyjechały... Fajne są te wygięte  elementy i rzeżbki .
Łóżka maja rzecz bezcenną- a mianowicie ruchome stelaże , dzięki którym można podnosić poduszkę do góry. Gotowe do wstawienia. Super..
Aha i  fotel do kuchni przyjechał.
Kupiłam ze dwa miesiące temu , ale nie miałam miejsca w samochodzie żeby przywieżć. Zawsze  jest załadowany pod gwizdek i psy też przecież muszą jechać.Wystarczy ,że widzą wynoszone pudła albo padnie komenda,, jechać na wieś,,- to  kolejka do drzwi się ustawia i tylko skomlenie i jazgot słychać
Może powinnam kupić sobie cygański karawan?



Twarzowe.. prawda?
Ściskam
Gaja

czwartek, 28 kwietnia 2016

,,SPOD ŚCIEGU,,CZYLI JAK PODAROWAŁAM SOBIE ODROBINĘ LUKSUSU/ ZNOWU/


Oto praktyczny rezultat ostatnich ćwiczeń.Etui na aparat fotograficzny i cudna torba/ kieszeniowiec na przydasie.
Wykonane z tkanin, lnów, bawełny ,kawałków haftów , koronek z panelami z autorskiego druku. Przeszywane prosto , w całości.

Pokrowiec na aparat fotograficzny.  Od niedawna mam nowego canona 600 D a dotychczas używałam firmy Fuiji. Canon jest aparatem zdecydowanie lepszym , ale  awaryjnym. Obiektyw  zepsuł się po dwóch miesiącach używania i akurat wtedy gdy modelki wychodziły na podest. No stosowniejszego momentu nie było..
Ale już na samym  początku  mojej z Canonem znajomości. - zepsuł się pokrowiec. ...Oczywiście strzelił główny suwak  jako że torba była generalnie żle zaprojektowana i za mała na  aparat. Więc zrobiłam sobie porządne etui  -bo  sprzęt fotograficzny powinien być przechowywany w pokrowcu. Mój jest trochę większy od oryginału , mieści swobodnie wszystkie kable i ładowarkę. Wyścielony  został kilkoma warstwami pikówki- dla większego bezpieczeństwa sprzętu. 
Z tyłu kieszonka na porządny suwak. Dwie po bokach i długi pasek. Można nosić przełożony przez pierś i mieć wolne ręce.Do prania w pralce.


I odrobinę luksusu podarowałam sobie - wreszcie , bo popełniłam coś bez czego nie wiem jak żyłam dotychczas - a mianowicie płócienny kieszeniowiec na wszystkie podstawowe rzeczy przydatne w moich artystycznych działaniach.
Podstawowe.


Kieszenie na nożyczki, okularki/ niestety/ i nici. Wielka kieszeń na szkicownik .

Słodka książeczka na igły i szpilki z zapięciem na guzik z masy perłowej. Wszyta na stałe, nie zgubi się


Kieszenie na akwarelowe kredki, cienkopisy i ołówki, na temperówkę , centymetr i klej. 
Kiszenie na wszystko...


Bazą całości - jest len, naszywany ,aplikowany kawałkami starych haftów, koronek czy tkanin z totalnego odzysku. Wykończony cieniutka koronką z recyklingu. Każda kieszeń jest zapinana na patki i guziki z masy perłowej. 
Całość bardzo pakowna i do noszenia w formie torebki na długim regulowanym pasku.

W  związku z zaposiadaniem pokrowca- kieszeniowca doczekałam dnia  gdy nie będę znaczyć trasy swojego przejścia -zgubionymi mazakami , cienkopisami i notatkami. Wszystko mam teraz w jednym , zamkniętym na głucho, wygodnym  etui.
A luksus?- TRZY DNI ROBOTY.
Całe trzy dni dla siebie???? Prawie jak SPA...


ŚCISKAM
GAJA

wtorek, 26 kwietnia 2016

OPOWIEŚCI MALOWANE IGŁĄ/ OD MASZYNY/

Czas jakiś temu dostałam z Amazona dwie książki, które jak się okazało stały się dla mnie bardzo ważne.

,, STITCH STORIES ,, - autorstwa Cas Holmes  i ,,CONNECTED CLOTH,, Cas Holmes i Anne Kelly.
Twórczość Cas Holmes miałam okazję wielokrotnie podziwiać w czasie londyńskich targów w Alexandra Palace.
Niezwykłe ,subtelne, przezierne kolaże z elementami haftu i druków, cieniowane, transparentne- robiły zawsze duże wrażenie i były niezwykle inspirujące.



W Google sporo jest na jej temat -bo to bardzo pracowita pani jest . Zachęcam do zapoznania się z  jej niezwykłą , intymną, osobistą twórczością.
Anne Kelly - stoi  trochę w cieniu swojej sławniejszej koleżanki. Bo jak z lektury wynika -panie pracują, tworzą wspólnie i bardzo polecają ten typ artystycznych  relacji - jako szalenie inspirujące działania.





W moim przypadku- twórczość Anne Kelly sprawiła ,ze doznałam tzw iluminacji i z pewnoscią będzie to miało  wpływ na dalsze moje działania.
 Anne używa techniki kolażu, fantastycznie łączy ze sobą kawałki starych map, skrawki tkanin, zdjęcia a jej twórczość ma subtelny , osobisty wyraz i jest opowieścią o życiu autorki.  O jej kobiecości, intymności i wrażliwości.
Ale popatrzcie na ŚCIEG
Anne używa  jednostajnego ściegu hafciarskiego , którym fenomenalnie łączy , zespala wszystkie fragmentu układanki i tworzy jednolitą, wykończoną tkaninę.
Oglądąjąc jej prace doznałam tzw odkrycia roku.
Tkanina artystyczna, sztuka włókna to zaraz  po modzie  następna moja miłość i pasja. Interesuje mnie , czytam, oglądam i sama robię. Najbardziej fascynują mnie te techniki, które są prostą formą zapisu.
ZAPISU TU I TERAZ,
ZAPISU CHWILI , STANU, UCZUĆ W TYM MOMENCIE.
Collage jest jedna z nich- ulubioną  , ale  wyrafinowaną i trudną  sztuką . Komu się wydaje, że wystarczy tylko złożyć do kupy parę ścinków- niech spróbuje i zobaczy...
Tyle że ułożyć- to jedno Układanie, komponowanie .to jest czysta przyjemność i zabawa ale  potem trzeba to jakoś połączyć ,pozszywać i wtedy  czar pryska, Kolor nitki i ścieg potrafią narobić dużej szkody . a ornamenty obleciane dookoła precyzyjnym zygzakiem  stają się ważniejsze od pozostałych
JA BYŁAM DOTYCHCZAS MISTRZYNIĄ ŚCIEGU...
Kurcze.. doprowadziłam swój zygzak do perfekcji... i po co.
Anne zaś  ze ściegu  zrobiła dekorację,podporządkowała go sobie , swojej twórczości i jak dla mnie to jest genialne odkrycie.
Oczywiście zrobiłam próby...



Jako ŚCIEG wybrałam zwykłe proste przeszycie i rezultat mnie zachwycił. Jednostajne linie ujednolicają tkaninę, tworzą całość a jednocześnie rozmywają poszczególne elementy odbierając im sporo z pierwotnej wyrazistości- co ja odbieram na plus.
A rezultat tego wszystkiego taki jest ,że mogę się bez stresu przymierzyć do długo planowanej sagi pt,, W GŁĘBI DUSZY,, Tkanin, serwetek i ścinków nazbieranych- cala pólka , nici przyszykowane i nawet ŚCIEG wybrany...proszsz...co za ulga.

Grunt to sobie dobra książeczkę kupić bo tak naprawdę - w mojej twórczości , dla mnie, istotna  jest lekkość tworzenia i tzw  luz w nadgarstku.


ŚCISKAM 
WASZA
ZAINSPIROWANA  GAJA







niedziela, 17 kwietnia 2016

PÓKI ŚWIECĄ ŚWIATŁA LAMPY I CHOĆ ZOSTAŁ JEDEN WIDZ ... TO DO SZCZĘŚCIA NIE POTRZEBA NIC....

Dorobiłam się wreszcie kuchni.
Takiej z kuchenką, mikrofalami, zlewozmywakiem i nawet z ciepłą wodą.
NO LUDZIE KOCHANI CO ZA WYPAS I WYGODA JAKA.
Ustawiłam na miejscu wszystkie kredensy  ,krzesła i stoły. Porozkładałam obrusy i pozapalałam lampy.
 I zemdlałam ze szczęścia.
Cały wieczór kontemplowałam swój stan zamiast np . sprzątać ... No co?? sobota była...
.
Potem powyjmowałam z pudeł bibeloty, umyłam i dawaj ustawiać  w nowym kredensie a tu- niespodzianka.Kredens - wielki, , kolonialny, pakowny  kupiłam . Można by w nim schować  wszystko co wyjęte ale.... ze sklepu kluczy nie przysłali.  Wszystkie szafki  zamknięte na głucho.i żaden klucz nie pasuje- nawet te uniwersalne.
No ... skubany .. jaki solidny???
Kuzyn zawołany na pomoc  - zaproponował ,że rozbroi zawiasy , wyjmie drzwiczki i w ten sposób otworzy , ale się nie zgodziłam w obawie że  może go potem do kupy nie złożyć
 Historia zna takie przypadki.
Facet jak może coś spieprzyć to na pewno spieprzy  Nie zaryzykuję, poczekam aż klucze przyślą ze sklepu..
Ale   na blaciku  ustawiłam sobie kolekcję karafek z prasowanego szkła. Nawet nie wiedziałam, że je mam.
. Bardzo lubię prasowane szkło bo do wszystkiego pasuje   Na starociach jest tego pełno. W sklepach zresztą tez, ale ja wole to z historią.Jest stosunkowo tanie , bez zadęcia i znakomicie mi się zestawia z meblami i wzorzystymi skorupami .
Szkoda ze musi stać na wierzchu - znowu się grubą warstwą budowlanego kurzu pokryje...
Bo generalnie jest to czas wielkiego sprzątania  totalnego, pobudowlanego syfu. Nie jest łatwo stajnię Augiasza ogarnąć...Łapy w cemencie do łokci.
Jednakowoż miałam trochę zabawy -bo odkryłam w jednym z pudeł zestaw niesamowitych ,błękitnych  talerzy.
TA  TA
TADAMMM...

Ten z Kamilą i Charlesem - to mój faworyt..
A jej wysokość to za młodu nawet niezła była...

Tak, wiem, że talerze są paskudne, ale nie wyrzucę bo firma zacna a jedna z górnych łazienek  ma być niebieska. Wprawdzie miało być w stylu Delft , ale będzie z elementami English China.

 Jeszcze jedną niespodziankę dziś się wydarzyła - i to było zadośćuczynienie za  kożuch z kurzu na mojej twarzy. Znalazłam bowiem taki kufer...
Że go miałam -  pamiętam i że był wybity lnem w róże. Ale że w środku schowałam tysiąc kłębków tkanin pociętych na pasiaki - no to mi jakoś umknęło.





Tylko krosna rozstawiać i tkać tkać tkać...Ale niestety  chwilowo nic z tego -bo w środę wchodzi pan od kominków. I znowu diaks, cięcie podłogi,kucie świeżo otynkowanych kominów,cement,  kurz  i syf,
Po co ja sprzątałam???
Chyba po to żeby chociaż przez kilka chwil było normalnie w tym moim cyrku

Sciskam
Wasza utytłana w kurzu i cemencie-

Gaja.

sobota, 19 marca 2016

CO TAK DŁUGO ?

Dzisiaj pokażę szanownym odwiedzającym i czytającym - co robię w przerwach pomiędzy budowaniem  a raczej odbudowywaniem Chaty.
Otóż- od dwudziestu siedmiu lat zajmuję się projektowaniem mody- a dokładnie mody unikatowej, ubrań personalnych i scenicznych. Zrobiłam w życiu moim ,54 letnim - przeszło 40 kolekcji ,które pokazywane były w ramach wszystkich najważniejszych imprez modowych w Polsce , z Poland Fashion Week - włącznie ./ I znalazłam sie dwukrotnie w najbardziej elitarnym gronie - czyli w Alei Projektantów./
Z tytułu swojej pracy odwiedziłam też kilka stolic zagranicznych .Trzykrotnie pokazywałam kolekcje w Berlinie , dwukrotnie w Wiedniu w tym raz na zamku Shonbrunn.
Pokaz w Madrycie  odbył się  w obecności członkini hiszpańskiej rodziny królewskiej i po tej prezentacji  Jej Wysokość zażądała  widzenia się ze mną i wyraziła chęć zakupu . Nigdy więcej w życiu swom   nie będę miała takich nóg z waty -jak wtedy , gdy oddzielnym wejściem ,po strzeżonych schodach, schodziłam na to spotkanie....
Odwiedzałam tez kraje dalekie- byłam z kolekcją na Syberii, w Irkucku - nad jeziorem Bajkał i w Bracku.Aha  i jeszcze w Karlskronie też mnie oglądali.
Fajną mam pracę - prawda?
Też mi się podoba.
Poznaję mnóstwo ciekawych,twórczych ludzi...
Całe życie się bawię i jeszcze mi nieżle płacą...
Żyć nie umierać... tylko ciekawe skąd wziął się ten kręgosłup szyjny w totalnej rozsypce?






Oto  zdjęcia najnowszej kolekcji ,, Spod Śniegu,, Premierowy pokaz odbył się przedwczoraj- w ramach imprezy AMBER LOOK 2016- czyli gali targów Amberiff.
Waliza z kolekcją ważyła 30 kilo plus dwie torby dodatkowe...

To jest post  specjalny dla tych którzy pytają dlaczego moja budowa tak długo trwa.
Więc po pierwsze- wcale nie tak znowu długo ,bo dopiero cztery sezony.. A ze dom jest wielki/ 386 m .kw  plus konieczność uzbrojenia terenu - to się jeszcze zejdzie.Zwłaszcza, gdy wszystko się robi starannie .
Zaś po drugie - czasem muszę popracować . a ponieważ ubrania tworzę unikatowe, wypracowane, z ręcznie robionych, autorskich tkanin- to również się schodzi dłużej niż wówczas gdy się bierze  gotowca z półki.
Po trzecie wreszcie- najważniejsze.. NIE JESTEM ROBOTEM .
I tyle .

Sciskam
Gaja
żródło zdjeć - naszemiasto.pl

piątek, 26 lutego 2016

I NOWE, I STARE - SKROJONE MA MIARĘ



Stare , ręcznie kute zawiasy  przy okiennicach w Różowym Kundlu,,


 Dostałam właśnie projekty architektoniczne pracowni zwanej ,,PO RÓŻOWYM KUNDLEM..
Po prawo - zbuduję garaż i kamienną ścianę  bo- ceramika i piece  , a po lewo filcownię, tkalnię przędzalnię, farbiarnię i dużo, dużo   więcej. . Od południowej strony będzie  spora weranda albowiem, gdyż, ponieważ/jak mawiał jeden mój znajomy/ -czasem się  w mojej pracy używa substancji mocno śmierdzących .  Świetnie wiedzą  o tym te z kursantek , które się uczyły barwienia i odbarwiania tkanin.
Przy technice devore - tez bywa  nieżle bo się działa kwasem, a ten wchodzi w reakcje i cuchnie straszliwie . Na takie przypadki- weranda będzie jak znalazł.
A POZA TYM - FAJNIE BĘDZIE POSIEDZIEĆ  I POGADAĆ POD DASZKIEM-LATEM W UPALE...ALBO W DESZCZU
,,Moje,, dziewczyny, zazwyczaj uwielbiają swoje towarzystwo, a niekończące się rozmowy -to stały /oprócz szkolenia/- element warsztatów.
 Ja zaś- uwielbiam ,,moje,, dziewczyny i uwielbiam jak one się uwielbiają...bo się nam tworzy taka , cudna,kreatywna , rękodzielnicza sitwa.
Mam w tym swój mały udział . W każdym zakątku kraju są osoby, które szkoliłam i jestem z tego dumna
Aha ,na wypadek mrozów w sierpniu- przewidziano centralnie położony  kominek z dystrybucją gorącego powietrza.
I proszę się nie śmiać..
Był ze dwa lata temu kurs slashing,u  na początku sierpnia. Lało rzęsiście  i było 6/sześć/ stopni na plusie.
W kurtkach i rękawiczkach - trudno się robi precyzyjne szycie...

Dokumenty ,mapki- w zasadzie gotowe do składania wniosku  o pozwolenie na budowę. Teraz pozostało tylko poszukać ekipy do przestawienia tego co na zdjęciu -w celu zbudowania tego co na projekcie.
Z chałupki została już zdjęta cała elewacja  i nie jest żle . Drewno w stanie przyzwoitym . Podwaliny i  ocap-/ czyli to co u góry/ trzeba będzie wymienić. Potrzebne będą też nowe belki i ściany szczytowe.
Ale  z tym już sobie częściowo poradziłam ,bo drzewa zostały ścięte i porżnięte na deski i krokwie.
Teraz  wszystko sobie spokojnie podsycha - poprzekładane jak trzeba


Jeden wielki skład z drewnem mam na placu. I rozjeżdzone   na maksa ,więc jak tylko obeschnie - trzeba wzywać Koparkowego .
Taak - dawno koparki u mnie nie było...stęskniłam się.
Ale na szczęście moje wielkie- nie musiałam się spotykać z ,, Szalonym Leśniczym ,, bo kochany  pan S.  ulitował się  i załatwił za mnie wszystkie formalności związane z wycinką drzew.

Patrzę sobie na to drewno i coś mi się zdaje, że za mało będzie....
Wszystkie krokwie dachu do wymiany, Dach nad garażem , weranda, pełne  odeskowanie  pod gont. Belki konstrukcyjne wewnętrzne.
Tak na optykę- to nie wystarczy.
Trzeba będzie jeszcze parę sosen położyć..

A w Kurnej Chacie? Nic na razie nie robię-  bo przygotowania do nowej budowy zajmują mi tę resztkę czasu ,która  mi pozostała - jako ze pokaz za chwilę.
Ale nie wytrzymałam i kredensik do kuchni kupiłam ..
Będzie pasował do rzeżbionego okapu - raczej



Odgrażałam się , że wszystkie meble przemaluję na jasno, ale kredens śliczny jest i chyba muszę to przemyśleć. Plus też taki , że widmo secesji - zostało zażegnane i można nad kuchnią układać kafle z  krowami i pastuszkami.Secesyjne lampy się przewiesi gdzie indziej...
Ściskam
Gaja

niedziela, 21 lutego 2016

WZIĘTE Z SUFITU

Byłam znowu u  stolarza- Pana Adamczyka z Celestynowa. To jest zawsze  jedna z większych przyjemności związanych z moją budową. Głównym powodem było zamówienie skrzyneczek do ekspozycji fragmentu kolekcji starych lalek.
Tu widzimy pierwsze trzy - które będą umieszczone w przeszklonych kasetkach.Tę z prawej - dostałam od Haneczki - mojej cudnej przyjaciółki i bratniej duszy. Nie znam jej wartości, ale dla mnie jest niezwykle cenna a poza tym -rzadka. Egzotyczna, z biskwitowa twarzą i oryginalnym ubraniem. Musi być eksponowana w zamknięciu- bo kurz i możliwość uszkodzenia. 
Srodkową kupiłam kilka lat temu w UK ,w antykwariacie. Lata trzydzieste  i  ubranie trzeba uszyć, ale mam sporo nazbieranych , starych haftów, batystów -więc się to  zrobi niebawem.
Od dawna śledzę strony poświęcone starym lalczynym ubrankom i idea jest ,ale czasu nie ma - bo kolekcja, zadęcie, buty , nakrycia głowy i cały ten pokazowy  cyrk- tuż tuż.
Lalka po lewej została kupiona na targu staroci. Jest z paper- mache i musiała być przechowywana w wilgoci -bo twarz bardzo spękana.Wygląda to dość upiornie , ale jest autentyczne i naprawiać nie będę. Należało pomyśleć jednak o zamkniętej skrzyneczce - żeby nie pogarszać sprawy.Ubranie jest  współczesne, wiec  trzeba będzie przyodziać porządnie , po projektancku.
A pamiętacie dziewczyny -jaka to była przyjemność bawić się lalkami, ? Szyć im piękne ubrania/?Ja   będę to robić znowu i to na legalu.
Cudny powrót do czasów dzieciństwa...
Mówiłam,  że miałam świetny pomysł z tą budową??
Poza lalkami - przywieżliśmy  do pana Adamczyka  drewno na podłogi parteru.
Kiedyś były to deski a raczej grube dechy tworzące sufit.  Zakładając ze zostały położone przy budowie domu- pochodzą z 1830 roku. Za moment - będą miały 200 lat.
NO LUDZIE KOCHANI... DWUSTULETNIA PODŁOGA- CO ZA WYPAS.... 
Oczywiście kilka razy była o nie awantura i w ostatniej chwili zostały z krzykiem wydarte  z łap kolejnej ekipy- która chciała zrobić z nich podpory, albo szalunek ,albo rusztowania. 
I było patrzone na mnie jak na wariatkę -bo  o co chodzi tej babie ? PO CO KOMU TAKIE STARE DESKI. ??
A teraz stolarz oszlifował , przyciął je starannie i popatrzcie jaka będzie podłoga.
To jest świerk, Pożółkły ze starości , stwardniały  szlachetny i piękny.W oryginale dechy były długie i szerokie ,ale pan Adamczyk jest z tych majstrów ,z dawnego pokolenia- co musi być wszystko  równe , bez dziur , krzywizn i wyszlifowane na glanc. Wiec mowy nie było żeby dziury po nyplach/ tyblach załatać i zostawić. Drewno zostało  pocięte na krótkie i węższe fragmenty ,ale to chyba dobrze bo lekko krzywe dechy  były.
To tylko mały fragment obrobionego na nowo - dwustuletniego surowca. Zdaje się ,że na cały parter wystarczy
No czy nie cudnie. ?
Poza obróbką podłóg- pan Adamczyk przerobił mi jeszcze szafkę pod płytę kuchenną.Dołozył  30 cm ,, do pleców,,pogłębił blat , wyciął otwór na kuchnię i zrobił nowe półki.

Szafka w stylu kolonialnym - będzie dobrą podstawa do masywnego , rzeżbionego okapu.To był ostatni  brakujący element z wyposażenia kuchni, bo zmywarka też już dostała starą obudowę .. Pozostało tylko zamontować to wszystko razem i pomalować na jasno.
I  niejako z biegu pooprawiałam trochę starych , nazbieranych tekstyliów.Padło na gorsety,które włożyłam  w ramki,na płasko.

Na pierwszy ogień poszły dwa łowickie, krakowski i żywiecki. A poza tym znalazłam w kącie zapomniany, malowano - haftowany portret góralskiej parki. Troszkę nie w moim stylu , ale technika ciekawa.

Twarze zostały  namalowane, reszta jest starannie haftowana jedwabiem. Zapewne ślubne,góralskie monidło.   Ramy nieco tandetne ale oryginalne - więc zmieniać nie będę
Dobrze się bawię ostatnio .Prawda?
To takie ,, struganie ołówków ,,przed rozpoczęciem sezonu budowlanego...

Ściskam
Wasza- GAJA