O DOMU

Chata jest stara, bardzo stara. Na jednej z belek stropowych ma wyciosaną datę 1830. Gazety , którymi wyklejone były jej ściany są równie wiekowe.Pieczołowicie zdjęłam to co się dało zdjąć i zrobię z nich kiedyś piękny collage.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.

niedziela, 17 kwietnia 2016

PÓKI ŚWIECĄ ŚWIATŁA LAMPY I CHOĆ ZOSTAŁ JEDEN WIDZ ... TO DO SZCZĘŚCIA NIE POTRZEBA NIC....

Dorobiłam się wreszcie kuchni.
Takiej z kuchenką, mikrofalami, zlewozmywakiem i nawet z ciepłą wodą.
NO LUDZIE KOCHANI CO ZA WYPAS I WYGODA JAKA.
Ustawiłam na miejscu wszystkie kredensy  ,krzesła i stoły. Porozkładałam obrusy i pozapalałam lampy.
 I zemdlałam ze szczęścia.
Cały wieczór kontemplowałam swój stan zamiast np . sprzątać ... No co?? sobota była...
.
Potem powyjmowałam z pudeł bibeloty, umyłam i dawaj ustawiać  w nowym kredensie a tu- niespodzianka.Kredens - wielki, , kolonialny, pakowny  kupiłam . Można by w nim schować  wszystko co wyjęte ale.... ze sklepu kluczy nie przysłali.  Wszystkie szafki  zamknięte na głucho.i żaden klucz nie pasuje- nawet te uniwersalne.
No ... skubany .. jaki solidny???
Kuzyn zawołany na pomoc  - zaproponował ,że rozbroi zawiasy , wyjmie drzwiczki i w ten sposób otworzy , ale się nie zgodziłam w obawie że  może go potem do kupy nie złożyć
 Historia zna takie przypadki.
Facet jak może coś spieprzyć to na pewno spieprzy  Nie zaryzykuję, poczekam aż klucze przyślą ze sklepu..
Ale   na blaciku  ustawiłam sobie kolekcję karafek z prasowanego szkła. Nawet nie wiedziałam, że je mam.
. Bardzo lubię prasowane szkło bo do wszystkiego pasuje   Na starociach jest tego pełno. W sklepach zresztą tez, ale ja wole to z historią.Jest stosunkowo tanie , bez zadęcia i znakomicie mi się zestawia z meblami i wzorzystymi skorupami .
Szkoda ze musi stać na wierzchu - znowu się grubą warstwą budowlanego kurzu pokryje...
Bo generalnie jest to czas wielkiego sprzątania  totalnego, pobudowlanego syfu. Nie jest łatwo stajnię Augiasza ogarnąć...Łapy w cemencie do łokci.
Jednakowoż miałam trochę zabawy -bo odkryłam w jednym z pudeł zestaw niesamowitych ,błękitnych  talerzy.
TA  TA
TADAMMM...

Ten z Kamilą i Charlesem - to mój faworyt..
A jej wysokość to za młodu nawet niezła była...

Tak, wiem, że talerze są paskudne, ale nie wyrzucę bo firma zacna a jedna z górnych łazienek  ma być niebieska. Wprawdzie miało być w stylu Delft , ale będzie z elementami English China.

 Jeszcze jedną niespodziankę dziś się wydarzyła - i to było zadośćuczynienie za  kożuch z kurzu na mojej twarzy. Znalazłam bowiem taki kufer...
Że go miałam -  pamiętam i że był wybity lnem w róże. Ale że w środku schowałam tysiąc kłębków tkanin pociętych na pasiaki - no to mi jakoś umknęło.





Tylko krosna rozstawiać i tkać tkać tkać...Ale niestety  chwilowo nic z tego -bo w środę wchodzi pan od kominków. I znowu diaks, cięcie podłogi,kucie świeżo otynkowanych kominów,cement,  kurz  i syf,
Po co ja sprzątałam???
Chyba po to żeby chociaż przez kilka chwil było normalnie w tym moim cyrku

Sciskam
Wasza utytłana w kurzu i cemencie-

Gaja.

sobota, 19 marca 2016

CO TAK DŁUGO ?

Dzisiaj pokażę szanownym odwiedzającym i czytającym - co robię w przerwach pomiędzy budowaniem  a raczej odbudowywaniem Chaty.
Otóż- od dwudziestu siedmiu lat zajmuję się projektowaniem mody- a dokładnie mody unikatowej, ubrań personalnych i scenicznych. Zrobiłam w życiu moim ,54 letnim - przeszło 40 kolekcji ,które pokazywane były w ramach wszystkich najważniejszych imprez modowych w Polsce , z Poland Fashion Week - włącznie ./ I znalazłam sie dwukrotnie w najbardziej elitarnym gronie - czyli w Alei Projektantów./
Z tytułu swojej pracy odwiedziłam też kilka stolic zagranicznych .Trzykrotnie pokazywałam kolekcje w Berlinie , dwukrotnie w Wiedniu w tym raz na zamku Shonbrunn.
Pokaz w Madrycie  odbył się  w obecności członkini hiszpańskiej rodziny królewskiej i po tej prezentacji  Jej Wysokość zażądała  widzenia się ze mną i wyraziła chęć zakupu . Nigdy więcej w życiu swom   nie będę miała takich nóg z waty -jak wtedy , gdy oddzielnym wejściem ,po strzeżonych schodach, schodziłam na to spotkanie....
Odwiedzałam tez kraje dalekie- byłam z kolekcją na Syberii, w Irkucku - nad jeziorem Bajkał i w Bracku.Aha  i jeszcze w Karlskronie też mnie oglądali.
Fajną mam pracę - prawda?
Też mi się podoba.
Poznaję mnóstwo ciekawych,twórczych ludzi...
Całe życie się bawię i jeszcze mi nieżle płacą...
Żyć nie umierać... tylko ciekawe skąd wziął się ten kręgosłup szyjny w totalnej rozsypce?






Oto  zdjęcia najnowszej kolekcji ,, Spod Śniegu,, Premierowy pokaz odbył się przedwczoraj- w ramach imprezy AMBER LOOK 2016- czyli gali targów Amberiff.
Waliza z kolekcją ważyła 30 kilo plus dwie torby dodatkowe...

To jest post  specjalny dla tych którzy pytają dlaczego moja budowa tak długo trwa.
Więc po pierwsze- wcale nie tak znowu długo ,bo dopiero cztery sezony.. A ze dom jest wielki/ 386 m .kw  plus konieczność uzbrojenia terenu - to się jeszcze zejdzie.Zwłaszcza, gdy wszystko się robi starannie .
Zaś po drugie - czasem muszę popracować . a ponieważ ubrania tworzę unikatowe, wypracowane, z ręcznie robionych, autorskich tkanin- to również się schodzi dłużej niż wówczas gdy się bierze  gotowca z półki.
Po trzecie wreszcie- najważniejsze.. NIE JESTEM ROBOTEM .
I tyle .

Sciskam
Gaja
żródło zdjeć - naszemiasto.pl

piątek, 26 lutego 2016

I NOWE, I STARE - SKROJONE MA MIARĘ



Stare , ręcznie kute zawiasy  przy okiennicach w Różowym Kundlu,,


 Dostałam właśnie projekty architektoniczne pracowni zwanej ,,PO RÓŻOWYM KUNDLEM..
Po prawo - zbuduję garaż i kamienną ścianę  bo- ceramika i piece  , a po lewo filcownię, tkalnię przędzalnię, farbiarnię i dużo, dużo   więcej. . Od południowej strony będzie  spora weranda albowiem, gdyż, ponieważ/jak mawiał jeden mój znajomy/ -czasem się  w mojej pracy używa substancji mocno śmierdzących .  Świetnie wiedzą  o tym te z kursantek , które się uczyły barwienia i odbarwiania tkanin.
Przy technice devore - tez bywa  nieżle bo się działa kwasem, a ten wchodzi w reakcje i cuchnie straszliwie . Na takie przypadki- weranda będzie jak znalazł.
A POZA TYM - FAJNIE BĘDZIE POSIEDZIEĆ  I POGADAĆ POD DASZKIEM-LATEM W UPALE...ALBO W DESZCZU
,,Moje,, dziewczyny, zazwyczaj uwielbiają swoje towarzystwo, a niekończące się rozmowy -to stały /oprócz szkolenia/- element warsztatów.
 Ja zaś- uwielbiam ,,moje,, dziewczyny i uwielbiam jak one się uwielbiają...bo się nam tworzy taka , cudna,kreatywna , rękodzielnicza sitwa.
Mam w tym swój mały udział . W każdym zakątku kraju są osoby, które szkoliłam i jestem z tego dumna
Aha ,na wypadek mrozów w sierpniu- przewidziano centralnie położony  kominek z dystrybucją gorącego powietrza.
I proszę się nie śmiać..
Był ze dwa lata temu kurs slashing,u  na początku sierpnia. Lało rzęsiście  i było 6/sześć/ stopni na plusie.
W kurtkach i rękawiczkach - trudno się robi precyzyjne szycie...

Dokumenty ,mapki- w zasadzie gotowe do składania wniosku  o pozwolenie na budowę. Teraz pozostało tylko poszukać ekipy do przestawienia tego co na zdjęciu -w celu zbudowania tego co na projekcie.
Z chałupki została już zdjęta cała elewacja  i nie jest żle . Drewno w stanie przyzwoitym . Podwaliny i  ocap-/ czyli to co u góry/ trzeba będzie wymienić. Potrzebne będą też nowe belki i ściany szczytowe.
Ale  z tym już sobie częściowo poradziłam ,bo drzewa zostały ścięte i porżnięte na deski i krokwie.
Teraz  wszystko sobie spokojnie podsycha - poprzekładane jak trzeba


Jeden wielki skład z drewnem mam na placu. I rozjeżdzone   na maksa ,więc jak tylko obeschnie - trzeba wzywać Koparkowego .
Taak - dawno koparki u mnie nie było...stęskniłam się.
Ale na szczęście moje wielkie- nie musiałam się spotykać z ,, Szalonym Leśniczym ,, bo kochany  pan S.  ulitował się  i załatwił za mnie wszystkie formalności związane z wycinką drzew.

Patrzę sobie na to drewno i coś mi się zdaje, że za mało będzie....
Wszystkie krokwie dachu do wymiany, Dach nad garażem , weranda, pełne  odeskowanie  pod gont. Belki konstrukcyjne wewnętrzne.
Tak na optykę- to nie wystarczy.
Trzeba będzie jeszcze parę sosen położyć..

A w Kurnej Chacie? Nic na razie nie robię-  bo przygotowania do nowej budowy zajmują mi tę resztkę czasu ,która  mi pozostała - jako ze pokaz za chwilę.
Ale nie wytrzymałam i kredensik do kuchni kupiłam ..
Będzie pasował do rzeżbionego okapu - raczej



Odgrażałam się , że wszystkie meble przemaluję na jasno, ale kredens śliczny jest i chyba muszę to przemyśleć. Plus też taki , że widmo secesji - zostało zażegnane i można nad kuchnią układać kafle z  krowami i pastuszkami.Secesyjne lampy się przewiesi gdzie indziej...
Ściskam
Gaja

niedziela, 21 lutego 2016

WZIĘTE Z SUFITU

Byłam znowu u  stolarza- Pana Adamczyka z Celestynowa. To jest zawsze  jedna z większych przyjemności związanych z moją budową. Głównym powodem było zamówienie skrzyneczek do ekspozycji fragmentu kolekcji starych lalek.
Tu widzimy pierwsze trzy - które będą umieszczone w przeszklonych kasetkach.Tę z prawej - dostałam od Haneczki - mojej cudnej przyjaciółki i bratniej duszy. Nie znam jej wartości, ale dla mnie jest niezwykle cenna a poza tym -rzadka. Egzotyczna, z biskwitowa twarzą i oryginalnym ubraniem. Musi być eksponowana w zamknięciu- bo kurz i możliwość uszkodzenia. 
Srodkową kupiłam kilka lat temu w UK ,w antykwariacie. Lata trzydzieste  i  ubranie trzeba uszyć, ale mam sporo nazbieranych , starych haftów, batystów -więc się to  zrobi niebawem.
Od dawna śledzę strony poświęcone starym lalczynym ubrankom i idea jest ,ale czasu nie ma - bo kolekcja, zadęcie, buty , nakrycia głowy i cały ten pokazowy  cyrk- tuż tuż.
Lalka po lewej została kupiona na targu staroci. Jest z paper- mache i musiała być przechowywana w wilgoci -bo twarz bardzo spękana.Wygląda to dość upiornie , ale jest autentyczne i naprawiać nie będę. Należało pomyśleć jednak o zamkniętej skrzyneczce - żeby nie pogarszać sprawy.Ubranie jest  współczesne, wiec  trzeba będzie przyodziać porządnie , po projektancku.
A pamiętacie dziewczyny -jaka to była przyjemność bawić się lalkami, ? Szyć im piękne ubrania/?Ja   będę to robić znowu i to na legalu.
Cudny powrót do czasów dzieciństwa...
Mówiłam,  że miałam świetny pomysł z tą budową??
Poza lalkami - przywieżliśmy  do pana Adamczyka  drewno na podłogi parteru.
Kiedyś były to deski a raczej grube dechy tworzące sufit.  Zakładając ze zostały położone przy budowie domu- pochodzą z 1830 roku. Za moment - będą miały 200 lat.
NO LUDZIE KOCHANI... DWUSTULETNIA PODŁOGA- CO ZA WYPAS.... 
Oczywiście kilka razy była o nie awantura i w ostatniej chwili zostały z krzykiem wydarte  z łap kolejnej ekipy- która chciała zrobić z nich podpory, albo szalunek ,albo rusztowania. 
I było patrzone na mnie jak na wariatkę -bo  o co chodzi tej babie ? PO CO KOMU TAKIE STARE DESKI. ??
A teraz stolarz oszlifował , przyciął je starannie i popatrzcie jaka będzie podłoga.
To jest świerk, Pożółkły ze starości , stwardniały  szlachetny i piękny.W oryginale dechy były długie i szerokie ,ale pan Adamczyk jest z tych majstrów ,z dawnego pokolenia- co musi być wszystko  równe , bez dziur , krzywizn i wyszlifowane na glanc. Wiec mowy nie było żeby dziury po nyplach/ tyblach załatać i zostawić. Drewno zostało  pocięte na krótkie i węższe fragmenty ,ale to chyba dobrze bo lekko krzywe dechy  były.
To tylko mały fragment obrobionego na nowo - dwustuletniego surowca. Zdaje się ,że na cały parter wystarczy
No czy nie cudnie. ?
Poza obróbką podłóg- pan Adamczyk przerobił mi jeszcze szafkę pod płytę kuchenną.Dołozył  30 cm ,, do pleców,,pogłębił blat , wyciął otwór na kuchnię i zrobił nowe półki.

Szafka w stylu kolonialnym - będzie dobrą podstawa do masywnego , rzeżbionego okapu.To był ostatni  brakujący element z wyposażenia kuchni, bo zmywarka też już dostała starą obudowę .. Pozostało tylko zamontować to wszystko razem i pomalować na jasno.
I  niejako z biegu pooprawiałam trochę starych , nazbieranych tekstyliów.Padło na gorsety,które włożyłam  w ramki,na płasko.

Na pierwszy ogień poszły dwa łowickie, krakowski i żywiecki. A poza tym znalazłam w kącie zapomniany, malowano - haftowany portret góralskiej parki. Troszkę nie w moim stylu , ale technika ciekawa.

Twarze zostały  namalowane, reszta jest starannie haftowana jedwabiem. Zapewne ślubne,góralskie monidło.   Ramy nieco tandetne ale oryginalne - więc zmieniać nie będę
Dobrze się bawię ostatnio .Prawda?
To takie ,, struganie ołówków ,,przed rozpoczęciem sezonu budowlanego...

Ściskam
Wasza- GAJA

czwartek, 14 stycznia 2016

HALINA-LWIE SERCE

Tuż przed świętami Panowie S, przywieżli  ze wsi stare , dwustuletnie deski, które pierwotnie stanowiły sufit w Chacie . Grube, piękne, spatynowane jak trzeba, będą teraz podłogą- po stosownej obróbce .  Złożone i okryte starannie -czekały od lata na transport do stolarza. Przy przekładaniu do samochodu okazało się, że pod nimi , w jamie- ,bezdomna suczka powiła dwa szczeniaki płci żeńskiej. Malutkie, zaniedbane, okleszczone biedactwa. Dzikie ,nieufne, gryzące potworki - nie bardzo nawet wychudzone...  widać matka dbająca była. Niestety suczki nie ma - gdzieś biedna przepadła.
Pojechałam tam natychmiast. Jedno ze szczeniąt trafiło do państwa S, którzy wprawdzie mają już kilka psów ,ale wzięli jeszcze jednego.
Bogu dzięki -są na tym łez padole dobrzy ludzie..
 Drugie szczenię zabrałam ja. Najpierw dwa dni trwały próby odłowienia tego -skrajnie dzikiego i nieufnego stwora  którego mordka tak pięknie teraz z  fałd śpiwora wystaje.
Oto Halina- czyli czwarty już zwierzak na pokładzie.
Od świąt minęło  sporo czasu , ale nadal nie ma mowy żeby Mała dała do siebie podejść czy wziąć na ręce. Miesiące bez człowieka zrobiły swoje. Kiedy widzi ,że ktoś z domowników zbliża się do niej -ucieka w panice. Strach jest silniejszy-  jak dotąd  . Jedyne miejsce gdzie  jesteśmy w konfidencji to moje łóżko.

Oto zdjęcie które zatytułowałam,,NIEZBĘDNIK PROJEKTANTA.,, Przedstawia  zawartość łózka ,utensylia i towarzystwo .
Tak się teraz pracuje nad nową kolekcją mili państwo.
Do mojego łóżka Halina ma stosunek nabożny. Tu następuje mizianie, wywalanie brzucha do masowania, zaglądanie w oczy, przytulanie i spanie z chrapaniem. To jest miejsce na totalne oswajanie .W łóżku- dzika i nieufna  Halina zmienia się w miękką,przeciągającą się pieszczochę - zwaną Serdelem.


Tu się nie boimy, nie uciekamy a wyciągnięte ręce nie są zagrożeniem ,lecz służą do głaskania.
Ale - jeju- jak to małe chrapie...Gdyby to był mój mąż- udusiła bym poduszką.
 Popatrzcie jak to jest, że u zwierząt wcale mi to nie przeszkadza,- wręcz ułatwia zasypianie.Tyle że muszę uważać jak się układam ,bo zawsze gdzieś jest Halina.
Z tym moim łóżkiem to w ogóle sprawa jest przedziwna.
Wielkie , rzeżbione ręcznie w ptaki i zakrętasy,  z  kolumnami i baldachimem -poczęło i  wychowało ze mną dwóch synów. Wytrzymało ich  choroby , wygłupy i harce. Było świadkiem wzlotów i upadków, tu następowały czułości i zwierzenia a moi chłopcy mogli  się wylegiwać , spać i  chronić w nim  przez długie lata.
Pozwalałam  im na to.
Wprawdzie po tym jak mi pewna moja koleżanka zrobiła pranie mózgu -że ,, jak to?? takie stare chłopaki i w łóżku ?z matką? no coś podobnego?/?,,- poszłam do psychologa i zapytałam czy coś żle robię- bo mi intuicja podpowiadała zgoła inaczej.. A pani psycholog odpowiedziała, że jak najbardziej dobrze- bo liczą się intencje. I jeśli moje dzieci znajdują tu bliskość  i bezpieczeństwo to niech się tak dzieje dopóki same z łóżka nie pójdą.
I chłopcy w swoim czasie poszli , ale jeszcze  lubią się przytknąć , choć na chwilę.
 Położyć się w nogach, strategicznie  - w zasięgu matczynych rak bo może po główce smyrnie... i opowiedzieć jak było na imprezie z której własnie nad ranem wracają.To nic ,że widno już jest... Matka ma nienormowany czas pracy..Do południa się wyśpi.

Jakiś czas temu mnie zgniewało... to łóżko jest wielkie, ciężkie -oznajmiłam, ze rozbieram . Dekory wmontuję w ściany w Chacie, a tu kupie normalne.. no powiedzmy 130 cm.
Rany Boskie co się działo..
Zapanowało święte oburzenie . Mam absolutnie zakazane  myślenie o podobnych breweriach...
Nawet mój maż powiedział ze ,, ON ZABRANIA,,
Przysięgam , że  w moim małżeńskim życiu - to był pierwszy wypadek kiedy mąż czegokolwiek zabronił.
Chyba przyjdzie mi uszanować.... w mordę jeża.....

A poza tym gdzieś muszę oswajać mojego nowego psa...

Niunia- też się pięknie  małą zajęła. Czasem śpią razem, przytulają się i bawią- bo duża suczka ma dopiero półtora roku. Kiedy widzę Halinę wczepioną swoimi mlecznymi zębami w niuńskie czarne fafle- myślę sobie ,że ,,Stara,, ma nieskończone pokłady cierpliwości. Dobrze wybrałam dużą sukę. Poprosiłam hodowcę o najłagodniejszego psa z miotu i on przyniósł Niunię. Pokochałyśmy się od pierwszego wejrzenia i mimo ,że po chwili  pan pokazał pozostałe szczenięta - widziałam już tylko ją.  Wprawdzie mój mądry,myślący, subtelny Owczarek Niemiecki - na psa stróżującego się nie bardzo nadaje -bo reprezentuje zerowy poziom agresji, ale za to jest wielkim przyjacielem domu i czułą opiekunką


Psem stróżującym zostanie   u nas w domu Halina.- to jest pewne Na każdy szmer, hałas - to małe stworzenie reaguje przerażliwym  jazgotem. Będzie  klasycznym ,,dzwonkiem,,Na obcych też szczeka przy czym jako ,, obcy ,, są traktowani wszyscy- poza mną. Tak wiec co rano mój syn Stefan jest systematycznie obszczekiwany.
Niestety nie cała rodzina jest zachwycona pojawieniem się nowego domownika....
Brunhilda postanowiła się dobrowolnie internować . Dobre do tego jest każde  pudełko czy reklamówka/ o ile jest wystarczająco duża/- byle tylko nie widzieć tego małego  potwora...
Jak widać na zdjęciu sytuacja w domu ma się całkiem przyjemnie .. tylko na kanapie miejsca dla mnie brakuje.
I kto tu właściwie jest czyim właścicielem???
Ściskam
Wasza Gaja
PS
Jak już wspomniałam - Halina nazywana jest pieszczotliwie ,, Serdelem,, Ciekawe dlaczego???
Ps 2 -update z ostatniej chwili

Pies jest dziki, pies jest zły...pies ma bardzo ostre kły....


niedziela, 20 grudnia 2015

ZŁOTO /Z SH/ DLA WYTWAŁYCH

Po second handach chodzę niejako - zawodowo. Od lat kupuję tam co ciekawsze tkaniny, hafty i dodatki -typu okucia,klamry etc.Ostatnio te działania bardzo przybrały na sile - jako że mam duży dom  do wyposażenia, a program jaki jest - to każdy czytelnik mojego bloga wie.
 Nie , snu mi z powiek nie spędza fakt , że to co kupuję jest nie wiadomo  skąd. Piorę,myję starannie i używam.
Faktem jest ,że okoliczne  second handy są na medal i kupuję w nich prawdziwe skarby.
Kilimy  12 zł za kg
Kolory trochę przekłamane ale urodę tkanin widać- mam nadzieję.
 Ręcznie tkana i podhaftowywana tkanina, Gigantyczna i piękna. Pierwotnie musiała być jakąś dekoracją na konia albo wielbłąda, Ma 2,80 na 1,40. kosztowała 100 zł bo po 12 zł za kg.U mnie bedzie traktowana jako kilim, a to z powodu braku wielbłąda - oczywiście.Zdjęcie niestety nie oddaje szlachetności ręcznie tkanej materii.
Prawdziwe , staroświeckie lny z wzorami vintage i haftowane poduszki- to już standard. Mam tego tyle ,ze  nie mieszczą się w wielkiej bibliotecznej szafie- która bieliżniarke chwilowo udaje. Ale jak się to wszystko rozejdzie po pokojach to i tak mało będzie - wiec ciągle kupuję.
Haftowane , stare  poduchy zostaną zaprezentowane wiosną , cała kolekcja. Sama z chęcią sobie na nie popatrzę i pomyślę co dalej.
Zaopatrzenie w moich ulubionych sklepach zawsze było świetne, ale ostatnio przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Po pierwsze kupiłam kilkadziesiąt metrów przepięknej pasmanterii .. a wystarczy popatrzeć w necie na cenę takich dodatków - żeby zrozumieć dlaczego ten zakup ucieszył mnie szczególnie,,,
A oprócz tego na półce , a raczej na stercie -leżały sobie spokojnie i czekały na mnie cepeliowskie sumaki.
TERAZ BĘDZIE SERIA ZDJĘĆ.




Wszystkie sygnowane z logo CEPELIA LEZAJSK. Skąd to się wzięlo w SH w Miastkowie na Boga???
Kupiłam 31  sumaków. TAK. 31 - NIE MA POMYŁKI. Wzięłam wszystkie.
W końcu ,kiedyś  biblioteka w  tym domu zacznie działać. I trzeba będzie kupić jakieś kanapy, sofy i fotele a potem zrobić im nowo- stare ,  wyszukane, autorskie obicie...

Na przykład  takie patchworkowe, Wiem ,wiem -to straszliwie ograny temat jest.. Ale jakby tak zamiast oklepanego ,obcego nam Suzani - wrzucić nasze swojskie , polskie sumaki z kogutami, babami z maselnicą czy nawet rycerzem to by  chyba fajnie było ? No i kolor subtelniejszy by  to dzieło miało
I co wy na to?
Dobry pomysł?
Fajnie się będzie wtulić w taką sofkę z ksiażeczką o rękodziele??


A teraz będzie niespodzianka . Ogłaszam candy. Jeden sumak z wojem do wylosowania. Spory jest, sygnowany , z frędzlami/140/42/
 Można mieć na własność swojego rycerza, Biały koń zostanie dodany gratis - jak tylko się w SH taki sumak trafi....
Zasady jak zawsze.
Losowanie w Sylwestra.
Ściskam
Wasza - Gaja
Ps. Spoko...kanap wprawdzie  jeszcze nie ma, ale książeczki są . Pełno jest. Następny post o nowych craftowych ksiażeczkach