O DOMU

Chata jest stara, bardzo stara. Na jednej z belek stropowych ma wyciosaną datę 1830. Gazety , którymi wyklejone były jej ściany są równie wiekowe.Pieczołowicie zdjęłam to co się dało zdjąć i zrobię z nich kiedyś piękny collage.
Blisko dwustuletnia willa stojąca wcześniej u podnóża Bieszczad, została na nowo posadowiona na kawałku ziemi bardzo bliskiej mojemu sercu - otrzymanym w spadku po tej gałęzi rodziny z którą się szczególnie utożsamiam ,a zasady i tradycje w niej panujące stały się w większości moimi tradycjami.
Ziemia ta w której spędziłam dzieciństwo ,jest miejscem , które mnie wychowało i ukształtowało moją artystyczną wrażliwość, gdzie nadal mogę oddychać pełna piersią , jestem u siebie W DOMU i swoja.
Tutaj... mimo, że mam własne nazwisko , odniosłam znaczące sukcesy zawodowe i mam blisko 25 letni artystyczny dorobek - tutaj jestem nadal ,, Beatą od Rogalskich,, . W słowach tych zawiera się datowana od 1780 roku historia i nieposzlakowana opinia mojej rodziny. Jestem z tego dumna i nie ma dla mnie większego komplementu .
Dom stał w Krośnie do lata 2012 - kiedy go kupiłam, rozebrałam i przeniosłam w okolice Garwolina- realizując swoje marzenia o posiadaniu starego, . drewnianego domu, miejscu do własnej pracy twórczej, o szkole rękodzieła i przestrzeni gdzie będę mogła wyeksponować latami zbierane tkaniny, ubiory i inne kobiece utensylia , gdzie da się z tym wszystkim pięknie i spokojnie żyć.
Budowa a raczej odbudowa- trwa i będzie jeszcze długo trwać- bo nie chcę niczego robić pochopnie , mam zamiar starannie wykonać wszystkie etapy a w starym ,drewnianym domu nie da się niczego przyspieszyć.
Idea tej budowy jest taka ,żeby to co się da- było oryginalne , z epoki, ale też drugiej ręki, z recyclingu i używane.
Mam więc pewien ambitny dość program, bo dom ma blisko 400 mkw powierzchni ...
Blog jest poświęcony zmaganiom z w/w materią, ale też mówi o mojej dumie i radości jaką odczuwam uczestnicząc w odtwarzaniu maluśkiego kawałka naszego , mojego, polskiego dziedzictwa- który jest mi dany... Zapraszam.

niedziela, 19 lipca 2015

TO SIĘ WYYTNIE...

I się wycięło. Scieżki w betonowej wylewce - żeby położyć kanalizację.Takiego kurzu jaki powstał przy tej robocie - to ja jeszcze w swoim życiu nie widziałam. Prawdziwy ,,siwy dym,,


Oto zdjecie łazienki. Podłoga jest jak sitko. W kuchni tez nie lepiej i salon rozcięty na pół. Wiem wiem ... trzeba to było kanalizację zrobić przy budowie fundamentu- tyle ze wówczas ja nie miałam bladego pojecia gdzie bedzie łazienka . a  majstrzy mówili  ,, to się pózniej wytnie,,
Dobra wiadomośc jest taka ,że piasek  z izolacji pod pierwszą wylewką nie opadł nawet na centymetr. Nie na darmo jezdziłam do Ryk po zagęszczarki.
Jak widać zrobilismy spore postępy,Kanalizacja i woda  praktycznie skonczona, Jeszcze tylko polożą ostanią izolacje i wyleją warstwę betonu i można płytki układać. Jutro jadę wybierać terakotę... 
TRZY SEZONY CZEKAŁAM NA TEN MOMENT I JESTEM W NIEBIE.


Musiałam przyspieszyć prace przy dekorach do łazienki .Tu widać głowę od lali -która zamieszka pod prysznicem. Jeszcze jest przed wypałem - wiec bardzo delikatna.
Końcowa wysokość ok 140 cm. Robiona jest w częściach i potraktowana jak mozaika- czyli że będzie partami klejona do ściany i fugowana. Oczywiście najpierw wypał, szkliwienie i złocenie....



W czasie gdy ja się rozkosznie babrzę w glinie - Pan Koparkowy znowu rozkopuje mój ogród . Tym razem trzeba było położyć kable elektryczne do domofonu i bramy..To jest widok dla kogoś kto ma stalowe nerwy.Ja nie wytrzymałam i uciekłam do pracowni...

Oprócz wykopów układano we  właściwym miejscu - kręgi do studni,które ważyły tonę..

I jeszcze jedna rzecz niezwykle ważna została wykonana..Wkopano rury zaopatrujące cały ogród w wodę I nawet są już zamontowane krany.
Albowiem zdarzyło się tak ,że przyleciał na krótki urlop mój maż, a ponieważ susza jest okropna - to został poproszony o pomoc i podlanie kilku miejsc- w tym ogródka z borówkami amerykanskimi, co to na końcu ogrodu są....
Po kilku rundkach- małżonek szanowny zażądał wezwania koparki i  rozłożenia  rur w najdalszym nawet  ogrodzie , bo jak powiedział ,, nie będzie z konewkami latał.,,
POMOGŁO???
Wygląda  na to, że na razie koniec kopania. Jeśli się nic nowego nie urodzi to dopiero w nastepnym sezonie będziemy robić wykopy  pod fundamenty i przyłącza do pracowni.
Nie powiem że będę tęsknić..
I jak widać  zaczęlismy ogrodzenie. Tzn pan Jozef S.zaczął. Od ulicy jest na razie 6 słupków  z kamienia naturalnego, ale chyba 3 jeszcze trzeba dobudować- bo optycznie będzie lepiej i przęsła pomiędzy będą krótsze. PODMURÓWKI NIE BĘDZIE BO NA CMENTARNE PARKANY MAM UCZULENIE.
Przestrzenie pomiędzy słupkami - zostaną wypełnione klasycznymi, wiejskimi sztachetami, pomalowanymi na biało.

A,propos pana JÓZEFA S. ze Zwoli Poduchownej.. Pierwszy raz mam  majstra ,co jest tak uważny dla roślin.
To co rozmaici panowie wyprawiali w ogrodzie, skrajny brak poszanowania dla otoczenia, przyrody i cudzej pracy- to przechodzi ludzkie pojecie...
Parkowanie  ciężkiego sprzętu na magnolii, wylewanie wapna gaszonego pod iglaki przy ganku czy parkowanie motoroweru na rabacie z liowcami sprowadzanymi ze Stanów po 100 dolarów za sadzonkę- to są przykłady tylko z tego sezonu. I zaznaczam że wszystkie w/w roślny rosną z dala od tras przelotowych a wydzielonego terenu na parkowanie jest z hektar..
A pan Józef S . budując w rabacie z liowcami -słupki z kamienia o parametrach 40 na 60 złamał JEDEN  pęd kwiatowy.
MOŻNA??
I jeszcze powiedział,, ze widzi  jak ja kocham te kwiaty i on by nie mógł zniszczyć tego ,co jest dla mnie takie ważne..
MOZNA KURDE??
Muszę się udać do monopolowego po tzw ,, flachę,, dla Pana Józefa S
Należy mu się.
Tu widać rabatę z liliowcami w trzecim roku od posadzenia.Kwiatowe szaleństwo się powoli robi . O to mniej więcej chodziło ,żeby dookoła domu było morze kwiatów, ale ta rabata  trzy tygodnie temu została kompletnie  rozkopana bo podłączano kanalizację. Rośliny zostały wykopane z pędami kwiatowymi ,a następnie posadzone powtórnie. I JAK WIDAĆ NIE ZUWAZYŁY... bo kwitną jak wariaty. To są własnie liliowce i za to je kocham.


Ale róże angielskie też są niezłe.. Teraz znowu poszukuję angielskich- pnących żeby mi się przewalały przez ogrodzenie i moje białe sztachety .Nie jest łatwo...
Taki widok mnie powitał gdy przyjechałam  ostatnio. a jeszcze nie ma szczytu kwitnienia i sucho...

Dobrze...dobrze , kończę już tego przydługiego posta bo  mnie przestaniecie czytać..

ALE -       LUDZIEEEE    -JA W SOBOTĘ WODĘ W DOMU ODPALAM...

Ściskam
Gaja



niedziela, 5 lipca 2015

Z PORADNIKA STAREGO CHEMIKA....

CZYLI POST O TYM JAK BEATKA WOSK DO DREWNA ROBIŁA I CO Z TEGO WYNIKŁO.
Najpierw kilka zdjęć z ogrodu- który kwitnie jak szalony i cieszy oko.Dobrą ziemię tu mam, cięzką i dosyć żyzną . To nie są  otwockie piaski...


Lilie, liliowce, iglaki i byliny  kochają to miejsce , tyle że paskudna susza jest w okolicy . Rury do wody- są już wprawdzie  wyprowadzone do ogrodu, ale woda na razie tylko z węża, z głównego ujęcia.Może za jakieś dwa tygodnie, po zamontowaniu hydroforu- pojawi się w rurach.
Ale nie o tym  miało być...
Do rzeczy...
Wosk do drewna , do mebli ostatnio robiłam. O przyczynach tego desperackiego kroku - za chwilę. Teraz przepis , jako, że się proces powiódł.

Należy posiadać.
Wosk pszczeli naturalny/ kupujemy u pszczelarza mniej więcej po 30 zł za kg./
Terpentyna  lub terpentyna balsamiczna - w sklepie z farbami po 22 zł za litr/ W Otwocku/





Pięknie pachnący, pszczeli wosk   rozgrzewamy w garnku. Trwa to  5 minut.Zaleca się przecedzenie wosku w celu usunięcia paprochów, ale ja przelałam ostrożnie do drugiego garnka,pozostawiając brudy  na dnie.Następnie dolewamy terpentynę ... i .....


Po zastygnięciu - w zależności od proporcji użytych składników ,  mamy wosk w płynie lub w paście.
Użyto
 na wosk w płynie- 
1 część wosku pszczelego / 3 części terpentyny
na wosk w paście
330 gr wosku pszczelego/ 0,5 l terpentyny.
Przepis na wosk płynny pochodzi od mojego ulubionego stolarza. Zaś wosk w paście- jest  wynikiem tego ,że nie zauważyłam że trzymam w reku butelkę 0,5 litra a nie litrową. Pasta sprawuje się świetnie do tego stopnia , że zaraz zrobię z tego przepisu wosk postarzający i wybielający... Po co mi jakieś Autentico albo Anne Sloane ...
Ściany w Chacie- czyszczone były ostatnio.Tu widać je w pełnej starej krasie.Resztki gazet, farby, koszmarne , grube, czarne smołowanie i  brud. 
Tu widzimy ścianę po oczyszczeniu , z dziurami po kornikach i śladami po gwożdziach, ale ta ciemniejsza deska, z charakterem - jest pokryta MOIM woskiem . Fakt- drewno trochę ciemnieje , ale pasta pięknie podkreśla słoje  i z defektów tworzy dekorację  ,zaś ściana  przyjemnie  pachnie.
Wnioski.
Zrobię samodzielnie  wosk do zabezpieczenia ścian w mojej chacie PONIEWAŻ...

1 Nie będę wdychać, ani mieszkać z całą tablicą Mendelejewa-bo wiem czego używam.
 Przy okazji testowania wosku- sprawdziłam także luksusowy ,  drogi, zakupiony w dobrym sklepie z farbami- olej do drewna tzw  naturalny. Nooo. to na pewno nie jest produkt eko sądząc po zapachu / smrodzie/

2 Wosk i terpentyna znakomicie działają anty- kornikowo. Stolarz twierdzi ,że to wystarczy na długie lata.

3. Ekonomia . To jest stosunkowo tanie zabezpieczenie  - co  jest dla mnie ważne .

Bo proszę sobie wyobrazić,  wielkie powierzchnie   starych ,drewnianych ścian wewnętrznych , wymagających starannego wykończenia. Postanowiłam bowiem,że pomimo totalnych dziur ,  200 letnie  bale  mają pozostać odsłonięte.I  zwiazaną z tym konieczność  zakupu kilogramów wosku  w marketach budowlanych , lub craft sklepie- po 60 zł za puszeczke 0,5kg
Nawet nie chce mi się liczyć..... i po co...
Sciskam
GAJA
Ps. Wady też są.Dosyć długo to schnie, a zanim wyschnie jest lepkie. I lepiej wygląda wypolerowane ale o tym wkrótce.

wtorek, 30 czerwca 2015

PRACOWNIA POD RÓŻOWYM KUNDLEM.

Szukałam kreatywnej, dzwięcznej i wpadającej w ucho nazwy dla pracowni.
Miało być ,,Pod Różowym Pudlem,,   Trudno o bardziej kobiecą nazwę -co to lampucerska jest jak trzeba. Ale przyjaciółce Iwonce się przejęzyczyło, zastąpiła pudla- kundlem i zaraz potem umarłyśmy ze śmiechu....
Lampucerski jest, swojski i wiejski..I pewnie tak już zostanie.



Chałupę nową, drugą kupiłam na pracownię. Starą, stuletnią,małą. Nijak się nie ma do mojego 400 metrowego potwora. Oryginalna, bez przeróbek,

Zachowana cała wewnętrzna stolarka i część  zewnętrznej także. Mam nadzieję, że  nie ulegnie destrukcji przy przenoszeniu. Może ..jeśli zatrudnię miejscową, zwolską ekipę ,która zna moją paranoiczną cześć i uwielbienie  dla staroci,, może uda się ocalić oryginalne okna, drzwi i okiennice.
OKIENNICE I  STARE,KUTE ZAWIASY

Generalnie  nieżle zachowane są ściany z bali.Ku mojemu zdumieniu  częsci pod oknami praktycznie bez spróchnień. Od północy tradycyjnie najgorzej , ale tam na szczęście nie było okien. Podwaliny do wymiany i zdaje sie ze trzeba będzie podniesc do góry o bal lub dwa bo niskawo jest.
Albo może i normalnie - tyle że w Chacie  sufit jest bardzo wysoko i potężne drzwi, futryny,więc  teraz w tej małej chałupce dostaję klaustrofobii.
Prawdziwie,, Rózowy Kundel.,,
Od wiosny zaczynam od początku tę polkę... pozwolenia, fundamenty, rozłozyć, przewieżć, złożyc,,, itp.itd

Wprawdzie Pan Krzysztof S już sie zabrał za rozbiórkę , bo poprosiłam o jak najostrożniejsze zdjęcie szalówki z frontu i strony od podwórka/ foto/
Słońce, deszcz , żywica i czas - utworzyły na niczym nie zabezpieczonych, sosnowych  deskach piękne wzory i dały patynę nie do podrobienia. Szalówka zostanie starannie zabezpieczona woskiem pszczelim i położona jako sufit w moim pokoju w Chacie.
Mam w tablecie piękne zdjęcie tej ściany... Ale tablet jest nowy i twierdzi, że nie mam uprawnień do obsługiwania swojego bloga.Jutro poproszę synusia o pomoc i może się uzupełni materiał zdjęciowy.
W ,, Różowym Kundlu,, zachowała się piękna , gruba podłoga i sufit -myślę że do uratowania.Wnętrze jest tradycyjne -dwie izby , komora i mała sionka.
Cieszyłam się że Chatka  jest tak blisko.Miałam nadzieje ,że uda się  ją przestawić w całości. Ale teraz widzę ,że chyba będziemy rozbierać i zestawiać na nowo, uzupełniając  uszkodzenia i zniszczenia.
Jezu,  trzeba będzie do lasu po drzewo i znowu spotkanie z Szalonym Leśniczym...
Nie opowiadałam o Szalonym Leśniczym???
NAPRAWDE??


Moi kochani sąsiedzi, wiem ze czytacie mojego bloga i jest mi z tego powodu baardzo miło.
Więc uprzejmie proszę  ,,nie pukać mi się w głowę .Już sie napukaliscie gdy przywiozłam i zestawiałam Chatę . A teraz co?Stoi ?
ANO  STOI ... I TO JAK....

Zdaje się że wołam na puszczy.....

Ściskam
Wasza
Gaja

niedziela, 21 czerwca 2015

WIEJSKO, SIELSKO, ANIELSKO



W Chacie   ostatnio- spory ruch .Pomijając działania koparkowe,wykonane zostały instalacje  elektryczne wewnętrzne i zewnętrzne ,a ja z rozpędu poprosiłam o zamontowanie kinkietów i żyrandoli.
Tak , wiem -trzeba to będzie zdjąć przy montażu elewacji, ale trudno... Muszę mieć w życiu jakieś przyjemności, a do nich zaliczam oglądanie mojego domu w ślicznym oświetleniu. Jakoś  łatwiej  wizualizuje mi się wówczas efekt końcowy.
Jednakowoż dom jest totalnie okablowany ,a to jeszcze nie koniec. Na jesieni dojdą  przewody od instalacji p- poż i monitoringu.
Kinkiety otrzymane w prezencie od Joanny- siostry mojej przyjaciółeczki Ani.
Abażurki lekko buduarowe z second handu- wygladają świetnie ale pewnie zostaną zastąpione porcelanowymi.
Teraz mam pilniejsze  rzeczy na głowie- a mianowicie HYDRAULIKA.
Jak widać powoli acz skutecznie zmierzam ku wylewkom i tzw - wykończeniówce.
Wybudowane zostały ścianki działowe parteru i położone wewnętrzne tynki pokojów .
Pozostałe ściany zostaną otynkowane - gdy zakończone będą instalacje. Nie chcę się śpieszyć zanadto - bo już zdarzyło się, że trzeba było skuwać świeżo położony tynk . A podobno wszystko  zostało zrobione...


Moja sypialnia jest już prawie gotowa. Mam betonową podłogę- bo zrobiliśmy ostatnią wylewkę . Ściany są wykonczone pięknym, grubym tynkiem i pomalowane na biało. Druty  sterczące ze ścian - wyznaczają miejsce na kinkiety co to ich jeszcze nie ma..

Wiecie jak trudno było zamówić taki gruby, chropowaty tynk???. Było kilku majstrów i nasłuchałam się tekstów pt,, ja tak nie zrobię,, , ludzie powiedzą ze  ja tynkować nie umiem,,,, dziadostwo takie-  ja bym to cekolem pociągnął.,,.
NIE
NIE
NIE
 Żadnych cekoli i gładzi gipsowych tu nie będzie. Piasek gruby i nierówne zatarcie- to jest moja estetyka.  Tak chcialam i tak mam  w końcu zrobione. Ale nie było łatwo.

Bardzo jestem zadowolona z tego że kazałam od sypialni zacząć  Ilekroć odczuwam zmęczenie  -  zamykam moje piękne ,stare drzwi i znikam u siebie.

Szafę sobie kupiłam ostatnio. Starą z  kryształowym lustrem i inkrustacją. W środku - na przepięknych , ręcznie malowanych wieszakach- autorstwa Grażynki Kulig, wiszą moje lniane ubrania.

Ta kremowa koszula- to Gudrun Sjoden - vintage .Moja ukochana Gudrun - kupiona za 6 zł w miastkowskim second handzie.
Sypialniana  szafa cd- dekoracja z forniru i macicy perłowej.Ładnie. prosto i elegancko.Dobry to był zakup i potrzebny, nie żadna fanaberia bynajmniej , Ubrania się nie kurzą mimo, że dookoła kują i siwy dym.
Mam tylko zagwozdkę jak wykończyć okna w sypialni. Błękitnymi paskami czy lnem w róże?
Z paskami spokojniej i eleganciej, ale serce moje zdecydowanie bliżej róz. One tak pięknie prześwitują pod światło.
I tak słodko wygladają z bawełnianymi zasłonkami. Sielsko , wiejsko, anielsko.
Wszystkie tkaniny pochodzą z second handu w Żelechowie/ 22 zł za kg//
A to jest zdjęcie tarasu od łąki.  Róza Flamentanz kwitnie jak szalona i dostała dwie jasno- różowe koleżanki do kompanii.

Ceramiczne ptaszyska  cierpliwie czekają na swoją kolej i budowę  ogrodzenia. Mają być zwieńczeniem słupków z kamienia.



A tu widzimy mały,  stary  mebelek. Z pewnością  usiądzie na nim jedna z moich elegantek  z kolekcji lalek. Kupiłam na starociach. Zaplaciłam 40 zł. Pokrycie trzeba będzie zmienić....



Ostatnio oglądałam stare  zdjęcia z  początków bloga.
Ku pokrzepieniu serc.
Bo jak się  patrzy z boku - to dość powoli idzie  moja budowa.
Tyle że ...4 lata temu,,, w tym miejscu  gdzie stoi dom -było czyste , szczere pole.

Ściskam
Gaja

niedziela, 14 czerwca 2015

ŁADNE KWIATKI....




 Na budowie znowu zagościła koparka.  Ciekawe czy sama skręca na mój plac bo już tyle razy tu była....
Wielkie i głębokie rowy były kopane . Podłączaliśmy wodę i kanalizację ,więc cały dzień spędziłam wysłuchując jazgotu wielkiej , zółtej maszyny.
Ale byli tacy co mieli gorzej...

Majster główny Michał S, spędził  pół dnia usiłując pokonać  fundament mojego domu.  Na tym zdjęciu widać jakiej głębokości zrobiono wykopy żeby szczęśliwie w końcu wodę   podłączyć.
To było na froncie robót za domem.Wszystko totalnie rozgrzebane , rowy, rury i studzienki.
Pod koniec dnia wszystko zostało zasypane, ale znowu mam okropny bałagan.

 Z przodu też było nieżle ,bo podłączona została kanalizacja i  należało również zrobić głęboki rów ,przy okazji niszcząc dwie  rabaty z przepięknymi, rozrośniętymi ,ukochanymi liliowcami u progu kwitnienia.
Serce mnie bolało i zeszłam z pola rażenia. Nie mogłam na to patrzeć... Trochę  karp wykopaliśmy , ale nie wszystkie dało się ocalić.
ZWOLA NEW LOOK

Sporo bieganiny miałam tego dnia, ale tez wielką ulgę poczułam gdy się w końcu udało wszystkie rury podpiąć ,  Kanalizacja i woda to ostatni etap instalacji i będzie można przejść do prac końcowych,a potem do urządzania i upiększania domu.
W ogrodzie zaczęło się już pięknie robić, Zakwitły ślicznie kosaćce i piwonie . Róże wyjątkowo bujne  w tym roku i otulona ich zapachem- czekam na liliowce.

Dobry to był pomysł żeby ogród założyć w trakcie budowy- bo choć niektóre rośliny chłopcy zniszczyli , to jednak większość ocalała i pozwala się cieszyć kwiatami.
Oto pnąca  róża herbatnia- prezent od Haneczki . Kwitnie i pięknie pachnie , tyle ze muszę jej zafundować podporę bo wzrost ma bujniejszy niż się spodziewałam.
I niezwykłej wprost urody, staroświecka róża angielska- którą posadziłam przy rzeżbionej, drewnianej kolumnie na ganku. Pozwoliłam się jej  wspinać i wygląda to  uroczo. Kwiaty ma przepiękne.  Czerwono różowe gdy są świeżo rozwinięte , potem przebarwiające się do żółtego i kremowego.
Tylko pędzel do ręki brać....
Dużo  miałam pracy w Chacie od wiosny. I sporo zrobiłam . Zdjęcia wnętrz w następnym poście. Wczoraj nie zdążyłam nic więcej sfotografować- tyle się działo.
Wróciłam do domu wykończona i zakurzona tak ze tylko oczy było mi widać ..
.
Ale już,,, tuż ,tuż- będę mogła zmyć ten kurz...

U siebie  - na miejscu.
Uściski
Gaja

Ps
No i sprawy toaletowe tez nabrały znaczenia jako ze w domku z sedruszkiem  zagościły szerszenie i gniazdo takie piękne zbudowały ze nie miałam sumienia  kazać zniszczyć .
Ale to się może zmienić niestety bo bestie - GRYZĄ

piątek, 12 września 2014

RACH- CIACH I MAM NOWY DACH..



NO I DACH JEST ZROBIONY
 UFF.
Nareszcie mi na głowę nie kapie a jak  deszcz ostatnio lał to mogłam  myśleć z satysfakcją,, a padaj sobie, padaj.,, i dalej robić swoje.
 W czwartek,4 wrzesnia  przyjechało na plac budowy pięciu , młodych , urodziwych mężczyzn i jak się zabrali do pracy  to  do srody zrobili  wszystko-400 m/kw dachu plus orynnowanie i obróbki blacharskie .
I nawet dach na  kibelku.
Gdyby nie ulewa , która nas nawiedziła we wtorek i jej następstwa - panowie skończyli by dzień wcześniej. ale aż tak mi się nie spieszyło.
Rzęsiste, długotrwałe opady spowodowały jednakże pewne komplikacje. Po pierwsze lało się do środka - tyle ze w innych miejscach, ale tak samo solidnie- jako ze pokrycie było nie ukończone i wycięte wielkie otwory na okna połaciowe
Póżniej zaś  dwa samochody firmowe ugrzęzły w glinie i mimo że panowie usiłowali je wyciągnąć przy pomocy liny- trzeba było wzywać  zaprzyjażniony traktor.W rezultacie czego znowu się pozbyłam podjazdu. I znowu trzeba wzywać pana  koparkowego z koparką żeby wyrównał. Który to już raz??

Z pół dnia zmarnotrawione zostało,ale mimo to.....
Widok od strony ogrodu.
w  ciągu pięciu dni, pięciu panów z firmy Łącz- Dach , wykonało   nowe piękne, dachowe pokrycie, w tym montaż okien połaciowych w ilości trzech a także usuwanie tego co zostało krzywe po skurczybykach stolarzach. Naturalnie - wyprostowali jedynie to co było do wyprostowania  . Niestety kalenica się nie dała wyrównać i z boku wygląda jak chińska pagoda.
Nie zaakceptowałam tylko rzygaczy widocznych na zdjęciu - bo kolanka od rynien mi się nie podobają a rur spustowych po moich rzeżbionych słupach nie pozwoliłam poprowadzić.Więc teraz pracujemy nad koncepcją rzygaczy poprawnych estetycznie


Do pokrycia dachu użyty został  gont bitumiczny firmy Owens Corning/ designer colors/ Merlot.
Wentylacja kalenicowa  systemu Owens Corning  i gont kalenicowy także Owensa.Obróbki blacharskie z grafitowej blachy i takież orynnowanie.Blacha ma 30 lat gwarancji, gont posiada gwarancje dożywotnią a robocizna - 3 lata.
Jak będzie w realu -  się przekonamy niebawem jak się jesienią pogoda zepsuje i zdrowo przyleje.
Uff. Jestem potwornie zmęczona, co najmniej tak jakbym sama te gonty kładła.

Za chwilę wchodzą hydraulicy...
Uściski
Gaja