Byłam wczoraj w swoim lesie gdzie brałam udział w tzw ,, odbijaniu ,, drzew do wycinki. Ma ich być 25 a posłużą do odeskowania stropu, dachu i dadzą materiał na podłogi . Z wielkim żalem się do tego zabierałam bo ,, cóż jest piękniejszego nad wysokie drzewa,, a te moje istotnie wysokie są.
Jednakowoż pan leśniczy, który owo odbijanie wykonywał powiedział ,że wg dokumentów drzewostan ma 120 lat i należy wyciąć sosny bo i tak zaraz umrą. No to nastrój trochę mi się poprawił.
Poza tym- jaką mam alternatywę ?? Podbitki z płyty osb? Żeby mnie potem przez 20 lat głowa bolała?? I Was??. Żebyśmy uczuleń dostawały?
I co z tego że płyta daje równiuśki , niczym od żylety - dach?
Stary dom , ściany cięte siekierką i dach bez skazy ???
Obejdzie się....
Wycinka drzew nie jest sprawą prostą.Nielegalna -słusznie słono kosztuje , a legalna wymaga złożenia w gminie stosownych dokumentów ,wizyty w lesie pana leśniczego w towarzystwie właściciela , a potem pozwolenia z nadleśnictwa i dopiero można ciąć.
 |
Tu widzimy przemiłego Pana Leśniczego z potężnym narzędziem do numerowania drzew. |
|
 |
Narzędzie z bliska. Imponujące co? |
|
 |
Odbicie- tak właśnie to wygląda... |
Ja wędrowałam po lesie w sporej gromadzie bo poprosiłam o uczestnictwo panów którzy są właścicielami działek sąsiednich... tak na wszelki wypadek żeby uniknąć pomyłek i nie wyciąć czegoś co do mnie nie należy.Był też z nami Grzegorz.
Hmmm .. faktem jest ze spędziłam w tej mojej Zwoli dzieciństwo, znam tam ludzi, miejsca i każdy kąt. Ale tez faktem jest, że teraz , po latach nadszedł czas by zapoznać się z tym wszystkim na nowo , spojrzeć świeżym okiem i da Bóg- na nowo zachwycić.
Grzegorz- był kiedyś małym Grzesiem -pięknym chłopczykiem z burzą jasnych loków .Najmłodszym synem pani, która uprzyjemniała mi dzieciństwo i młodość szyjąc dla mnie ubrania , a ścinki od niej otrzymywane wywarły wielki wpływ na moje życie .Dzięki nim rozkochałam sie bowiem w tkaninach a potem już jakos poszło.
Dziś Grześ jest poważnym mężem i ojcem. Właścicielem tartaku, domu, i wyobrażcie sobie - kilku pasiek . Bo Grzegorz ma pasję- hoduje pszczoły , jeżdzi na szkolenia, buduje ule, kupuje do tych uli stosowne dekoracje w stylu wóz drabiniasty- ściągniety z innego województwa....
Zakręcony, zakręcony tyle, że jak najbardziej pozytywnie.
Gość jest bardzo zajęty, ale z uśmiechem na ustach zdjął mi z barków wszystkie obowiązki zwiazane z obsłużeniem planowanej wycinki. Znalazł ludzi do ciecia i zwózki .
 |
Grzegorz to ten pan z toporkiem w reku. |
Coś co zdawało się być niezwykle trudnym zadaniem - bo przecież ja jeszcze nie nauczyłam się na tej mojej wsi na nowo poruszać i nie mam pojęcia o obróbce drewna- to wszystko dzięki Grzesiowi stało się łatwe i proste. Kocham takich ludzi... którzy do zadań podchodzą z uśmiechem na twarzy i słowami,, Damy radę Beata,,
Dzięki Grzesiu. Wygląda na to że rzeczywiście damy rade - bo spotkałam na swojej drodze anioła.
I posłuchajcie dalej. Grzegorz hoduje pszczoły... tak? Pszczoły wytwarzają wosk?? No to Grzegorz robi z tego wosku- uważacie- świece.
Sam robi. Wszystko. Formy z silikonu , odlewy.
Uważam ze mu niesamowicie to wychodzi bo nie wiem jak Wy, ale ja pierwszy raz zetknęłam się z barokowymi świecami z pszczelego wosku.... Jak dla mnie - odjazd.
Wyobrażcie sobie ... Wieczór... My po zajęciach z głowami naładowanymi twórczo, pełnymi pomysłów , umęczone ale zadowolone . Na stole nalewka na grzesiowym eko - miodzie i blask tych pięknych świec...
LUDZIE ... JA BĘDĘ MIESZKAĆ W RAJU...
 |
JESTEM Z MIASTA- TO WIDAĆ.... |